Przez wiele lat Ericsson przekupywał urzędników i łamał przepisy o rachunkowości - ustalił amerykański departament sprawiedliwości. Do naruszeń miało dojść w pięciu krajach. Są to Chiny, Wietnam, Indonezja, Dżibuti i Kuwejt. Szwedzki koncern w związku z zarzutami zawarł ugodę z władzami USA. Zgodził się zapłacić w sumie ponad 1 mld dol. kary. Z tego 520,6 mln dol. dla resortu sprawiedliwości, a 539,9 mln dol. nadzorowi giełdowemu (SEC). Ugoda zamyka sprawę. USA zajęły się nią w związku z podejrzeniem naruszenia amerykańskiej ustawy antykorupcyjnej oraz przepisów księgowych.

Według amerykańskich władz Ericsson przyznał się do nielegalnych praktyk co najmniej od 2000 r. do 2016 r. Dochodziło do korupcji urzędników i przedstawicieli firm, fałszowania ksiąg i dokumentacji. Brakowało skutecznej kontroli - twierdzi departament sprawiedliwości. Ustalono, że ludzie Ericssona przekazywali łapówki poprzez pośredników.

"Niektórzy pracownicy na niektórych rynkach, wśród nich także dyrektorzy, działali w złej wierze i świadomie nie wdrożyli odpowiednich kontroli" - przyznał CEO Ericssona, Borje Ekholm. Potępił takie praktyki jako "całkowicie niedopuszczalne". "Ten epizod pokazuje, jak ważne jest podejmowanie decyzji opartych na faktach oraz kultura wspierająca mówienie o problemach i sprawdzanie ich" - twierdzi CEO.

Firma zapewnia, że współpracuje z władzami i podjęła kroki, by nie dopuścić do powtórzenia się kompromitującej historii. W tym celu zmodyfikuje swój program etyki i zgodności. Zapowiada m.in. wprowadzenie narzędzi analitycznych, które pomogą wyłapać nieprawidłowości, jak również ściślejszą kontrolę poczynań osób na stanowiskach kierowniczych. Ponadto w ramach ugody z władzami USA Ericsson zgodził się też na niezależny nadzór nad polityką zgodności przez okres 3 lat.

Ericsson utworzył w III kw. br. ok. 1,2 mld dol. rezerwy na poczet kar związanych ze śledztwem. Zapewnia, że zapłata kary nie wpłynie na cele finansowe koncernu.