Komisja Europejska nie ma taryfy ulgowej dla Google'a. Nałożyła na amerykański koncern karę 2,42 mld euro. To rekordowa kwota w historii postępowań antymonolopolowych w UE. Dotychczas najwyższa kara opiewała na 1,06 mld euro (nałożono ją na Intela w 2009 r.). 

Bruksela zarzuca Google'owi nadużywanie monopolistycznej pozycji na rynku wyszukiwarek internetowych poprzez faworyzowanie własnej porównywarki cen kosztem konkurencji. Jak ustaliła komisja, użytkownik wyszukując jakiś produkt w Google'u trafiał na wyeksponowane wyniki z porównywarki cenowej Google'a - na górze listy lub w osobnej ramce (usługi Google Product Search, a następnie Google Shopping), a linki do innych usług tego typu wyświetlają się niżej lub są mniej widoczne. W efekcie zdaniem komisji gigant z naruszeniem prawa ogranicza innym firmom możliwości konkurowania, a konsumentom odpowiedni wybór towaru.

Nadużywanie monopolistycznej pozycji Google'a w opisany sposób stwierdzono w 13 krajach, w tym w Polsce. Według ustaleń UE w naszym kraju Google zaczął łamać regulacje antymonopolowe od listopada 2013 r., gdy wprowadził własną porównywarkę cen do polskiego Internetu. W każdym z 13 krajów, za wyjątkiem jednego, Google ma dominującą pozycję na rynku wyszukiwarek internetowych, z udziałem ponad 90 proc. Według Gemiusa w połowie czerwca br. Google miał 97,9 proc. udziału w polskim rynku wyszukiwarek, a drugi Bing - 1,26 proc.

Komisja Europejska oczekuje, że Google w ciągu 90 dni zrezygnuje z kwestionowanej praktyki. W razie niedotrzymania terminu grozi naliczaniem dodatkowych kar w wysokości 5 proc. globalnych obrotów holdingu Alphabet (do którego należy Google) dziennie.

Google w pierwszej reakcji na karę oświadczył, że nie zgadza się z opinią Brukseli i obecnie analizuje otrzymane dokumenty. W razie protestu postępowanie może ciągnąć się latami. Gdyby Google zapłacił karę, zasili ona unijny budżet. Może też przełożyć się na proporcjonalnie niższe składki państw członkowskich, w których stwierdzono opisane naruszenia.