Tim Cook, dyrektor generalny Apple’a, wyjaśnia, że decyzję tę podjęto z wielu strategicznych powodów, między innymi dla zdobycia wiedzy o niektórych segmentach chińskiego rynku. Gigant również spodziewa się dużego zwrotu z tej inwestycji. 

Didi Chuxing funkcjonuje w Chinach od czterech lat i kontroluje prawie 90 proc. tamtejszego rynku przewozów świadcząc 11 mln usług dziennie. Firma jest wyceniana na 20 mld dol. (o 12 mld dol. więcej niż chiński oddział Ubera). Według analityków inwestycja amerykańskiego giganta może poprawić jego relacje z chińskimi władzami i stanowić przeszkodę dla rywali takich jak Alphabet i Uber Technologies, jak również innych firm, które upatrują profitów na zrewolucjonizowanym rynku przewozu osób.

Przypomnijmy, że ostatnio Apple nie może pochwalić się dobrymi wynikami. W I kw. 2016 r. sprzedał o 16 proc. mniej iPhone’ów niż rok wcześniej, o 19 proc. mniej iPadów oraz o 12 proc. mniej Mac’ów. Skutkiem jest spadek przychodów o 13 proc. (ponad 7 mld dol.) - do 50,6 mld dol. oraz 23-procentowy spadek zysku, do 10,5 mld dol. To był pierwszy od 2003 r. kwartalny dołek Apple’a pod względem obrotów. Po kiepskich wynikach I kw. br. firma straciła sławnego inwestora. Chodzi o miliardera Carla Icahna, który przyznał, że do pozbycia się akcji Apple'a skłonił go przede wszystkim duży spadek sprzedaży w Chinach (-26 proc.). Jest to związane ze spowolnieniem gospodarczym w tym kraju i nasyceniem rynku smartfonów. 'Nie uderzyło go jak tsunami, ale może uderzyć' - ostrzega miliarder. Zdaniem Icahna chiński rząd może utrudniać biznes Apple'owi, faworyzując krajowe marki. Świadczy o tym zamknięcie lokalnego rynku dla usług iTunes oraz iBooks – z powodu… nowych regulacji.