Toshiba spotkała się z przedstawicielami 80 banków, ubezpieczycieli i firm pożyczkowych. Prosi, aby nie domagały się wcześniejszej spłaty kredytów, gdyż koncern jest w trudnej sytuacji finansowej. Problemem są potężne koszty związane ze spółką zajmującą się energią nuklearną w USA - Westinghouse. W ub.r. za 229 mln dol. kupiła ona część amerykańskiej firmy, specjalizującej się w budowie elektrowni - CB&I. To co miało być dobrym interesem, okazało się katastrofą. W końcu ub.r. wyszło na jaw, że koszty projektów realizowanych przez spółkę są duże wyższe niż wcześniej zakładano. W konsekwencji strata związana z feralnym interesem może sięgnąć 4 mld dol. Nastąpiła paniczna wyprzedaż akcji - w ubiegłym miesiącu kurs papierów Toshiby spadł o 33 proc. Spółka pozostaje na liście obserwowanych na tokijskiej giełdzie, co uniemożliwia jej zwiększenie kapitału poprzez emisję akcji.

To kolejny cios w finanse Toshiby po skandalu księgowym, ujawnionym prawie 2 lata temu. Firma zawyżyła zysk o 1,3 mld dol.

W końcu września ub.r. Toshiba była zadłużona na 10,4 mld dol. Gdyby banki w tej sytuacji domagały się spłaty należności, mogłoby to pogrążyć firmę.

Jak stwierdzili przedstawiciele banków, takie rozmowy są rutynowe w sytuacji problemów finansowych spółek. Jakie będą ich efekty, jeszcze się okaże. W lutym Toshiba oczekuje kolejnego spotkania z wierzycielami, aby przedstawić ostateczne dane związane ze stratami w USA i odpisem od zysku.

Jeden z dyrektorów Toshiby przyznał jednak, że koncern nie może czekać na banki, tylko musi coś zrobić, aby poprawić swoją sytuację. Sposobem może być sprzedaż kolejnych części firmy. Najcenniejszym w Toshibie jest dział półprzewodników, które generuje większość zysku operacyjnego. Jego sprzedaż rozważano w ub.r., ale finanse koncernu uratowała - jak się okazuje na krótko - sprzedaż działu medycznego Canonowi za 6 mld dol. W ub.r. nieoficjalnie mówiło się także o zamiarze sprzedaży biznesu PC Toshiby, ale nadal pozostaje on częścią korporacji.

Źródło: Reuters