Brak nadzoru, brak standardów, nielegalne złomowanie i fikcyjne przetwarzanie – to nadal zjawiska obserwowane na polskim rynku elektroodpadów. W efekcie zbiór jest nieefektywny. I to w sytuacji, gdy wkrótce znacznie wzrosną normy. W 2017 r. Polska musi zebrać 40 proc. masy wprowadzonego na rynek sprzętu elektrycznego i elektronicznego, w 2018 r. - 50 proc., a w 2021 r. – 65 proc.

– Bez radykalnych zmian polegających m.in. na uszczelnieniu systemu zbiórki, zapewnieniu natychmiastowego odbioru zużytego sprzętu z polskich domów przy zakupie nowego oraz wprowadzeniu standardów do zakładów przetwarzania nie uda się nam spełnić tych wymogów – uważa Henryk Buczak, przewodniczący rady nadzorczej Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Ochrony Środowiska.
 
Z kwietniowego raportu NIK wynika, że choć w 2015 r. masa niezebranego sprzętu zmniejszyła się do 328 tys. ton wobec 346 tys. ton w 2014 r., to i tak jest wyższa niż w poprzednich dwóch latach. W 2015 r. wprowadzono na rynek 527 tys. ton nowego sprzętu, najwięcej od 2008 r. A jest on coraz lżejszy, więc przekłada się to na większą liczbę pralek i lodówek niż np. 10 lat temu. Tymczasem zgodnie z wymaganiami unijnymi musi zwiększyć się zbieralność zużytych urządzeń elektrycznych i elektronicznych o ponad połowę w ciągu 4 lat.

– To przede wszystkim zagrożenie dla przedsiębiorców importujących i wytwarzający sprzęt elektryczny i elektroniczny, bo ich obowiązki mogą nie zostać wykonane, wówczas przedsiębiorcy ci będą zmuszeni do zapłacenia opłaty produktowej za tę część obowiązków, których nie byli w stanie wykonać. Są to duże kary, które na pewno zostaną przeniesione na nabywców sprzętu elektrycznego. To jest najpoważniejsze zagrożenie – tłumaczy Buczak.

Kara za niewykonanie norm dotyczących zużytego sprzętu, który dany importer, dystrybutor czy producent wprowadził na polski rynek, wynosi 1,80 zł za każdy kg. Zebranie sprzętu to jedno, jego przetworzenie – drugie. Tylko raz, w 2011 roku, przetworzono więcej sprzętu niż zebrano. W ostatnich latach postęp z roku na rok jest tu minimalny: między 2012 a 2015 rokiem masa przetworzonych urządzeń zwiększyła się zaledwie o 10 tys. ton do 169 tys. ton.

Jednak zebrany sprzęt utylizowany jest w sposób pozostawiający wiele do życzenia. Jak stwierdza NIK, „stan techniczny niektórych polskich zakładów przetwarzania zdecydowanie odbiega od standardów podobnych podmiotów działających w innych krajach Unii Europejskiej oraz wiele zakładów przetwarzania opiera swoją działalność na ręcznym demontażu zużytego sprzętu, do którego wykorzystuje narzędzia ręczne oraz elektronarzędzia”.

– Na rynku ktoś powinien zacząć panować nad obrotem zużytym sprzętem, ściśle nadzorować ten obrót i zakłady przetwarzania. Należałoby również bardziej pilnować funkcjonowania ustawy o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym, ponieważ zgodnie z nią zużyty sprzęt, duże AGD, musi być odebrany od klienta przez dostawcę nowego sprzętu – podkreśla przewodniczący rady nadzorczej OIGOŚ. Rzecz w tym, że nie wszyscy dostawcy zabierają ten sprzęt natychmiast. A wtedy urządzenie ląduje na śmietniku i zajmują się nim złomiarze.

Zdaniem OIGOŚ jak i NIK konieczne jest dokładne określenie sposobu postępowania z różnymi rodzajami elektrośmieci tak, by zawarte w nich szkodliwe substancje nie uwalniały się do środowiska. Najwyższa Izba Kontroli wskazuje, że ustawa daje taką możliwość ministrowi. Potrzebne jest jednak odpowiednie rozporządzenie.

– Brak standardów skutkuje tym, że odpady są przetwarzane nieprawidłowo. W przypadku sprzętu chłodniczego skutkuje to na przykład tym, że nie odzyskuje się gazów szkodliwych zawartych w piance izolacyjnej, nie odgazowuje się oleju etc. W ten sposób zawarte w nich szkodliwe substancje trafiają do atmosfery, gleby i wody – obrazuje Henryk Buczak. – W przypadku sprzętu chłodniczego wygląda to bardzo źle – siedemdziesiąt podmiotów ma decyzję zezwalającą na przetwarzanie, a trzy są w pełni do tego przygotowane.

Źródło: Newseria