"Nieprawdą jest, że zostało wszczęte śledztwo przeciwko MCI Capital TFI. Śledztwo toczy się w sprawie nabywania certyfikatów MCI.TechVentures 1.0 przez inwestorów w latach 2012-2019." - oświadczyło towarzystwo. 

MCI Capital TFI, które zarządza funduszami z grupy MCI, zapewnia również, że nie jest stroną postępowania prowadzonego przez prokuraturę okręgową w Warszawie.

Prokuratura poinformowała, od 3 czerwca br. prowadzi dotyczące lat 2012 - 2019 śledztwo w sprawie "doprowadzenia, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, do niekorzystnego rozporządzenia mieniem znacznej wartości w kwocie ok. 400 mln zł ok. 1000 inwestorów nabywających certyfikaty inwestycyjne funduszu MCI TechVentures 1.0., za pomocą wprowadzenia ich w błąd co do możliwości realizacji zysków w przypadku złożenia dyspozycji wykupu posiadanych certyfikatów". Wskazuje na czyn z art. 286 § 1 kk (oszustwo) w zw. z art. 294 § 1 kk (zaostrzenie kary przy oszustwie na mieniu znacznej wartości).

Prokuratura zbiera zgłoszenia uczestników funduszu MCI TechVentures 1.0, którzy w podanym okresie kupili jego certyfikaty i mimo złożenia dyspozycji ich wykupu (umorzenia) nie otrzymali pieniędzy albo dostali je w niepełnej wysokości. 

Śledztwo ruszyło tuż po tym, jak w mediach głośno swoje niezadowolenie z nieudanej próby wyjścia z inwestycji w MCI TechVentures 1.0 wyraziła część inwestorów. Otóż pierwszeństwo w wykupie certyfikatów MCI.TV 1.0 ma fundusz MCI Fund Management, zarządzany Tomasza Czechowicza, prezesa, partnera zarządzającego MCI Capital. W tym roku uprzywilejowany fundusz wykorzystał cały limit umorzeń, przez co część pozostałych inwestorów nie mogła zrealizować swoich zleceń. Ci, dla których zabrakło limitu, muszą czekać do 2020 r., nie mając pewności, czy sytuacja się nie powtórzy.

 

"Nikt nie jest poszkodowany"

MCI Capital TFI twierdzi, że to mit iż 1 tys. osób zostało poszkodowanych. "Nikt nie jest poszkodowany" - oświadcza i zapewnia, że brak wykupu oznacza jedynie odroczenie wyjścia z inwestycji a nie straty.

Dodaje, że nie jest też zgodna z rzeczywistością informacja, że 400 mln zł zostało zablokowanych, bo wnioski o wykup dotyczyły 230 mln zł, a taka suma nawet wtedy, gdyby grupa MCI nie wykupiła nic w br., oznaczałaby sporą redukcję (65 proc.) dla inwestorów indywidualnych. Maksymalnie wartość wykupu mogła wynieść w sumie ok. 80 mln zł - ocenia towarzystwo.

Zauważa, że spośród inwestorów, którzy złożyli żądania wykupów w br. (ok. 750 osób) nieliczni mieli wątpliwości - tylko 48 oczekiwało pisemnych wyjaśnień, dlaczego nie mogli zrealizować zleceń. Wartość nominalna posiadanych przez nich certyfikatów to 11 mln zł. Łącznie w MCI.TechVentures jest 1151 inwestorów indywidualnych.

Zapewniono też, że MCI Capital SA nie jest jedynym beneficjentem wypłat środków z subfunduszu, bo wypłaciło dotąd - podsumowując ostatnie lata - mniej niż zwykli inwestorzy (100 mln zł w latach 2011 - 2018, wobec 230 mln zł indywidualnych inwestorów), a grupa MCI w 2019 r. po raz pierwszy skorzystała z pierwszeństwa wykupu certyfikatów. 

MCI dodaje, że to uprawnienie jest zgodne z prawem, a każdy inwestor powinien je znać, bo wszyscy oświadczyli na piśmie, że zapoznali się z zasadami wykupu certyfikatów, z ryzykiem i zaakceptowali je.


"Najgorsze standardy"

"Wprowadzenie inwestorów w błąd, nadużywanie pozycji dominującej, wykorzystywanie asymetrii wiedzy na niekorzyść drobnych inwestorów, naruszenie tajemnicy informacji, dopuszczenie do niewłaściwego działania w sytuacji konfliktu interesów" - takie zarzuty wobec MCI wymienił w rozmowie z money.pl Adam Maciejewski, były prezes GPW, który zainwestował w MCI.Techventures.

"To kapitalizm rodem z XIX wieku i najgorsze standardy relacji z inwestorami." - podsumowuje ostatnie wydarzenia.

Twierdzi, że nawet jeśli działanie uprzywilejowanego inwestora było zgodne ze statutem funduszu, to nie dotrzymano wcześniejszych zapewnień i zachowano się "wbrew najzwyklejszej uczciwości". Utrzymuje, że Tomasz Czechowicz osobiście obiecywał, że każdy inwestor co roku będzie mógł skorzystać z prawa do umorzenia minimum 10 proc. certyfikatów. Zarzuca mu, że działając jednocześnie jako inwestor i zarządzający funduszem, wie więcej niż inni i skorzystał z tej wiedzy ze szkodą dla drobnych inwestorów, a z korzyścią dla siebie.

"Nie po to tworzy się fundusze, by w ich ramach tworzyć uprzywilejowane kasty nie wahające się wykorzystywać drobnych inwestorów" - grzmi w money.pl były szef warszawskiej giełdy.

W jego ocenie inwestorzy nie zdawali sobie sprawy z ryzyka, bo materiały funduszu opisały je mało precyzyjnie.

Liczy jednak na wypracowanie wspólnego rozwiązania MCI i drobnych inwestorów. Członkowie zarządu MCI Capital TFI zadeklarowali wcześniej wyjście naprzeciw oczekiwaniom inwestorów indywidualnych i gotowość do zmiany statutu funduszu.