Warszawska policja zatrzymała czterech mężczyzn, zamieszanych w proceder wykradania danych od operatora telekomunikacyjnego - poinformowała Komenda Główna Policji (nie ujawnia nazwy poszkodowanego). Okazało się, że sprawcami są pracownicy firmy marketingowej i call center. Pozyskane nielegalnie dane sprzedawali konkurencyjnej firmie telekomunikacyjnej. Według śledczych zespół „kretów" działał na jej zlecenie. Informacje zawierające dane abonentów podejrzani przekazywali tej firmie, za co otrzymywali systematyczne wynagrodzenie księgowane jako zapłatę za działalność reklamową. Grozi im za to do 3 lat więzienia.

Na trop afery wpadli funkcjonariusze z biura do walki z cyberprzestępczością Komendy Głównej Policji przy współpracy poszkodowanego operatora, który zawiadomił służby o wycieku informacji. Analizy przeprowadzone przez tę firmę umożliwiły rekonstrukcję zdarzeń i identyfikację sprawców.

W zakrojonym na szeroką skalę śledztwie przeprowadzono szereg przeszukań w województwach podkarpackim i dolnośląskim. Mundurowi urządzili także naloty na prywatne mieszkania oraz siedziby firm. Wśród zatrzymanych są organizatorzy akcji, w tym właściciel call center oraz osoba, która stworzyła specjalne oprogramowanie wykorzystane w nielegalnych procederze.

Śledztwo nadzoruje prokuratura rejonowa Warszawa Mokotów. Postępowanie dotyczy nieuprawnionego dostępu do bazy danych operatora telekomunikacyjnego oraz bezprawnego przetwarzania informacji pochodzących z tej bazy. Sprawcom przedstawiono zarzuty popełnienia przestępstw określonych w artykułach 266, 267 i 269b kodeksu karnego oraz art. 49 ustawy o ochronie danych osobowych (bezprawne uzyskanie dostępu do informacji i jej wykorzystanie, udostępnienie programów służących do popełnienia przestępstwa, przetwarzanie danych wbrew przepisom ustawy).

Policyjni eksperci ustalili m.in. hasła do serwerów, na których przestępcy przechowywali skradzione dane. Zostały zabezpieczone, tak jak oprogramowanie i urządzenia służące do nawiązywania połączeń z Internetem oraz dokumentacja księgowa.

Śledczy nie wykluczają, że zabezpieczone dane pochodzą również od innych podmiotów.