Nortel - jeden z największych dostawców sprzętu telekomunikacyjnego - ogłosił upadłość w 2009 r. W 2000 r. firma generowała ok. 30 mld dol. rocznego obrotu i zatrudniała blisko 100 tys. osób. Cała historia może okazać się bardziej kosztowna głośne bankructwo banku Lehman Brothers (2,2 mld dol.). Na postępowaniu upadłościowym zyskali menedżerowie firmy, doradcy finansowi i inni zaangażowani w ten proces. Otóż menedżerom w formie bonusów przyznano od 2009 r. 190 mln dol. i to nie licząc regionu EMEA. Natomiast firmy doradcze po obu stronach Atlantyku zarobiły jak dotąd na padającej firmie co najmniej 2 mld dol. Tylko jedna ze światowych korporacji doradczych miała otrzymać co najmniej 0,5 mld dol. wynagrodzenia. Takie kwoty podaje jeden z kanadyjskich doradców finansowych, który broni praw pracowników firmy. Toczą się też inne postępowania przed sądem. Np. jeden z byłych wysoko postawionych dyrektorów Nortela żąda 215 mln dol. odszkodowania za to, że zwolniono go z pracy zarzucając oszustwa i fałszowanie bilansów (sąd uwolnił go od zarzutów).

Nie jest jednak jasne, czy Nortel w ogóle był bankrutem. Nortel nie próbował spłacić długów, np. sprzedając udziały w firmie, tylko od razu wnioskował o ochronę przed wierzycielami. Tymczasem według obliczeń sędziów z Kanady i USA z 2013 r. sprzedaż masy upadłości mogła przynieść ponad 9 mld dol. Dopóki jednak trwało postępowanie, pieniądze wypływały z firmy na konta menedżerów i zarządzających tym procesem firm finansowych. Ten proceder nadal trwa.

Nie wiadomo do końca, jakie długi miał do spłacenia Nortel. Według kanadyjskiego dokumentu zgłoszono 30 mld dol. wierzytelności, ale nie wszystkie zostały uznane, ponadto część z nich dublowała się. Z kolei niezależne obliczenia mówią o ponad 12 mld dol.