UKE ogłosił, że przeprowadzi aukcję na częstotliwości 5G. Do rozdysponowania będą 4 bloki.

Pojawiły się opinie, że UKE wybrał aukcję, a nie przetarg, bo może ona przynieść budżetowi państwa większe wpływy.

Tam gdzie organizowano aukcje zamiast przetargu wpływy były wyższe - przyznaje minister cyfryzacji Marek Zagórski w rozmowie z wnp.pl. Jednak według niego nie oznacza to, że sytuacja powtórzy się w kraju i nie jest to "skok na kasę" operatorów telekomunikacyjnych - uspokaja minister.

W 2020 r. według ministerstwa finansów wpływy ze sprzedaży częstotliwości pod 5G mają wynieść 3,5-5 mld zł. W ocenie szefa resortu cyfryzacji kwoty te będą jednak dużo niższe. W grudniu ub.r. analitycy Haitong Banku szacowali, że w aukcji na 5G koszt na operatora wyniesie ok. 2 mld zł.

Zdaniem ministra minusem aukcji jest niepewność operatorów, wdrożenie 5G w kraju może się skomplikować.

Poprzednie doświadczenie z aukcji LTE wskazuje, że nie jest to szybki proces, ale operatorzy przebijali się w licytacjach kładąc na stole grube miliardy. Licytacja operatorów na pasma LTE w 2015 r. trwała 116 dni. Łączna suma zadeklarowanych kwot przekroczyła 9 mld zł.

Tymczasem zbliżają się określone przez Brukselę terminy wdrożeń 5G. Zgodnie z terminarzem Europejskiej Agendy Cyfrowej do końca 2020 r. sieć 5 generacji powinna działać w jednym dużym mieście kraju, a do 2025 r. jej zasięg ma objąć większe miasta i główne szlaki komunikacyjne.

Aby przyspieszyć rozwój 5G, która wymaga zagęszczenia sieci nadajników, niezbędna jest zmiana normy promieniowania elektromagnetycznego (PEM). Ta sprawa wciąż nie jest załatwiona i nie jest znany termin finalizacji prac nad zmianami.

W ocenie resortu cyfryzacji z 2018 r. inwestycje niezbędne do wdrożenia sieci 5G w Polsce wyniosą do ok. 20 mld zł.