W sklepach z aplikacjami Apple'a i Google'a trudno znaleźć pełne informacje o zasadach gromadzenia danych. Programy ściągane na telefon mogą prosić konsumentów o dostęp do różnych informacji, a potem je wykorzystywać - ostrzega UOKiK. Nie podoba mu się takie działanie. Domaga się, by Apple i Google umożliwiły dostawcom aplikacji przejrzyste informowanie klientów o zasadach uzyskiwania i wykorzystywania ich danych.

Polski urząd dołączył do 26 urzędów z różnych krajów, zrzeszonych w Międzynarodowej Sieci Ochrony Konsumentów (ICPEN), które wystosowały apel do gigantów. Po raz pierwszy stworzono tak szeroką koalicję, aby skłonić firmy do zmiany niekorzystnych praktyk. Okaże się, czy połączone siły urzędów konsumenckich mogą liczyć na posłuch wskazanych korporacji.


Biorą dane, ale nie wiadomo po co

UOKiK wyjaśnia, jaki jest problem z praktykami obu gigantów. Otóż aplikacje ściągane na telefon często proszą konsumentów o dostęp do różnych danych, np. do książki telefonicznej, aparatu fotograficznego, lokalizacji. Zdarza się, że to konieczny warunek pobrania oprogramowania.

Jednak potem, jak zauważa urząd, dostawcy aplikacji mogą w różny sposób wykorzystywać pozyskane informacje. W sklepach Apple'a i Google'a bardzo trudno się dowiedzieć, na jakich zasadach się to odbywa.

Organy konsumenckie z 27 państw apelują, aby Apple i Google zmieniły interfejs sklepów tak, by informacje te były łatwiej dostępne.

UOKiK radzi też, by ściągając aplikację na telefon, zainteresować się, do jakich danych chce ona mieć dostęp.