W przyszłym roku możliwe jest zniesienie tzw. limitu 30-krotności, który zwalnia z obciążenia składkami ZUS wynagrodzenia przekraczające w ciągu roku 30 średnich pensji. W końcu września br. przyjęto założenia budżetu na 2020 r., uwzględniającą zmianę, jednak nie jest ona jeszcze przesądzona - na co wskazują ostatnie wypowiedzi rzecznika rządu. Dzięki niej do kasy ZUS ma wpłynąć dodatkowe 5 mld zł. Zapłaciliby specjaliści i firmy.

Według 55 organizacji, które we wrześniu br. podpisały się pod apelem o utrzymanie limitu, wynagrodzenia netto pracowników spadną nawet o 11 proc., a koszty zatrudnienia dla przedsiębiorstw mogą zwiększyć się o 16 proc.

Obecnie zwolnienie dotyczy osób zarabiających od ok. 12 tys. zł miesięcznie brutto. Jak policzył Instytut Emerytalny, przy pensji 20 tys. zł miesięcznie pracownik w ciągu roku dostanie na rękę mniej o 10 tys. zł, a pracodawca poniesie koszty wyższe o 23 tys. zł. Zmiana obciąży zwłaszcza firmy, które zatrudniają duże zespoły specjalistów. Jak podaje Business Insider, w Comarchu koszty pracownicze mogą szacunkowo zwiększyć się o 8-9 mln zł, a w Asseco Poland - o ponad 10 mln zł.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, zrzeszający MŚP, także negatywnie ocenił pomysł zniesienia limitu 30-krotności składek ZUS. "To fatalne rozwiązanie. Są inne sposoby znalezienia wpływów do budżetu" - stwierdza organizacja.

Jak zauważono, już w tej chwili w branży informatycznej brakuje nawet kilkudziesięciu tysięcy pracowników. Po zniesieniu limitu polski rynek stałby się mniej atrakcyjny nie tylko dla absolwentów polskich uczelni, ale również dla talentów z całego świata. Firmom grozi drenaż najlepszych fachowców.

"Dużo mówimy o innowacjach, czwartej rewolucji przemysłowej i start-upach, ale zbyt często zapominamy o tym, że za tymi wielkimi słowami kryją się wysoko wykwalifikowani specjaliści. Likwidując limit, doprowadzilibyśmy do zmniejszenia ich realnych wynagrodzeń, a ci ludzie ze swoimi kompetencjami mogą z powodzeniem szukać pracy wszędzie na świecie" - ostrzega Jakub Bińkowski, dyrektor departamentu prawa i legislacji ZPP.

Prawdopodobna jest też ucieczka fachowców w samozatrudnienie, przez co przewidziane 5 mld zł wpływów ZUS pozostanie na papierze.

ZPP apeluje do rządu, by zamiast szukać pieniędzy w kieszeniach specjalistów ograniczyć wydatki, zwiększyć deficyt budżetu państwa albo poszukać wpływów gdzieś indziej, a konkretnie w konsumpcji. Projektem budżetu zajmie się Sejm.