Kontrolerzy NIK-u mają upewnić się, czy pracownicy Krajowego Biura Wyborczego „budowali system informatyczny w sposób zgodny z prawem, rzetelny, celowy i gospodarny”. Sprawą zajmą się zewnętrzni eksperci z zakresu informatyki. NIK zakomunikował, że kontrola rozpocznie się na początku stycznia 2015 roku. - Kontrolę zaczynamy praktycznie już teraz przygotowaniami, a skończymy w I kwartale 2015 r. – dodał rzecznik NIK Paweł Biedziak.

System liczący głosy we wczorajszych wyborach samorządowych zawiesza się, co uniemożliwia zebranie danych ze wszystkich komisji. Nadal nie ma kompletnych wyników głosowania. System opracowała łódzka firma Nabino, która jako jedyna zgłosiła się w PKW do przetargu na „Zaprojektowanie i wykonanie modułów do wyborów samorządowych 2014 wraz z administrowaniem i utrzymywaniem”, proponując za realizację projektu 429 tys. zł.

Wyniki przetargu ogłoszono 4 sierpnia br. Eksperci wskazują, że nie było innych chętnych, gdyż zostało wówczas bardzo mało czasu na porządne przygotowanie systemu. Nabino to firma założona w lutym 2009 r., „przy współpracy dwojga ludzi zajmujących się wszelkiego rodzaju usługami internetowymi. Nasze ponad 6-cio letnie doświadczenie w branży informatycznej pozwoliło zdobyć wiedzę, jaka stała się fundamentem spółki.” – tak prezentuje się firma na swojej stronie korporacyjnej. W br. spółka uzyskała 750 tys. zł dotacji unijnej na stworzenie systemu obiegu dokumentów. Jak dotąd wygrała przetargi na sumę 1,5 mln zł (głównie w ostatnich 2 latach).

Nabino w oświadczeniu wydanym przed wyborami, w związku z opiniami podającymi w wątpliwość funkcjonalność swojego systemu informatycznego, uspokajała, że dwukrotnie poddano go testom przy obciążeniu o wiele większym, niż wystąpi realnie w czasie wyborów. Spółka zapewniła wówczas, że dzięki testom poprawiono niedociągnięcia, m.in. zwiększono przepustowość i poprawiono połączenia między serwerami i macierzami. 

Stanisław Zabłocki z PKW poinformował 17 listopada, że system stworzony przez Nabino przeszedł pozytywnie audyt.

– Okazało się, że wszelkie kroki z zakresu pieczołowitej dbałości o wyłonienie najlepszego oferenta spaliły na panewce, bo ten oferent był jeden jedyny. Pozytywna opinia audytora okazała się opinią nie do końca prawdziwą, sprawdzoną – powiedział według PAP Stanisław Zabłocki.

Wpadka z ostatnimi wyborami nie jest jedyną w historii polskich wyborów. NIK sprawdzała już w 2003 roku Krajowe Biuro Wyborcze (po awarii z 2002 r.), jak wykorzystano publiczne fundusze na obsługę informatyczną wyborów samorządowych. Stwierdzono wówczas liczne nieprawidłowości i błędy dotyczące organizacji i zarządzania projektem, jak i finansowania i konfiguracji systemu.