Zakończyła się restrukturyzacja wrocławskiego dystrybutora Yamo. Sąd w czerwcu br. zatwierdził układ, przyjęty na zgromadzeniu wierzycieli pod koniec 2018 r. Restrukturyzacja firmy trwała niecałe trzy lata.  

– Straciliśmy wielu dostawców, bo nie mieliśmy pieniędzy na zakupy. Odeszła też część klientów, ale restrukturyzacja uchroniła nas przed upadłością. Jesteśmy słabsi, ale przetrwaliśmy – mówi prezes Yamo, Jacek Mońko. Spółka działa od 26 lat.
 
Szef firmy dodaje, że największym problemem w czasie restrukturyzacji był brak możliwości finansowania bieżącej działalności i traktowanie firmy przez partnerów biznesowych i finansowych tak, jakby była w upadłości. Przeważnie nie chcieli oni udzielać kredytu kupieckiego i prawie za wszystko dystrybutor musiał płacić gotówką.

Według szefa Yamo najlepiej przebiegała współpraca z wierzycielami biznesowymi, z którymi firma kooperuje od lat. Wyjaśnia, że dystrybutor poprawiał płynność finansową uzyskując kredyty kupieckie w zaprzyjaźnionych firmach i podpisując umowę faktoringową. Zastrzykiem gotówki była też emisja obligacji przez specjalistyczny fundusz inwestycyjny.