Yamo po zatwierdzeniu przez sąd układu z wierzycielami (postanowienie uprawomocni się prawdopodobnie w końcu lipca br.) i zakończeniu postępowania restrukturyzacyjnego liczy na powrót do normalnego biznesu.  

- Zamierzamy skoncentrować się na komponentach, takich jak pamięci i nośniki SSD. W tym już wcześniej się specjalizowaliśmy - zapowiada prezes Jacek Mońko. Deklaruje, że dystrybutor będzie współpracował zarówno z resellerami i integratorami, jak i e-tailerami. Obecnie spółka ma ok. 300 aktywnych partnerów. Prawdopodobnie nie zostanie natomiast wznowiona działalność sieci Reactor.

Szef Yamo liczy, że w rozwoju działalności pomoże porozumienie zawarte z wierzycielami oraz usunięcie z nazwy spółki dodatku "w restrukturyzacji", które nierzadko powoduje ostrożność i nieufność partnerów finansowych jak i biznesowych.

Zgodnie z układem kwotę wierzytelności (ok. 12 mln zł) Yamo będzie stopniowo spłacać w ciągu 7 lat, przeznaczając na ten cel 90 proc. wygenerowanych zysków. Prezes Yamo przyznaje, że po restrukturyzacji zadłużenia kluczowe dla dalszego rozwoju spółki będzie uzyskanie finansowania. Obecnie Yamo nie ma limitów u ubezpieczycieli i finansuje obrót ze środków własnych oraz z obligacji. W ocenie Jacka Mońko na dziś trudno jest przewidzieć wielkość sprzedaży dystrybutora i skalę przyszłego biznesu. Wiele zależy od postawy instytucji finansowych, z którymi spółka zamierza rozmawiać w br.

- Przypuszczam, że dopiero na początku przyszłego roku będzie można bardziej precyzyjnie planować biznes - uważa Jacek Mońko.