CRN: Wyprowadzenie pieniędzy z kasy spółki, fatalne zarządzanie i polityka kadrowa... Według nieoficjalnych informacji takie są powody odwołania cię z funkcji prezesa PTR-u.

Paweł Tanajno: Nie wyprowadziłem z firmy żadnych pieniędzy. Te zarzuty to zasłona dymna. Prawda jest taka, że udziałowcy nie wywiązali się z planu inwestycyjnego, a ja zostałem zwolniony z pogwałceniem umowy spółki. Żądam od nich odszkodowania.

CRN: Co zarzucasz firmie Action?

Paweł Tanajno: Oficjalnie nie firmie Action, tylko prywatnym inwestorom, którzy na wiosnę 2004 r. zostali udziałowcami PTR-u (m.in. Piotr Bieliński, Kajetan Wojtkiewicz i Andrzej Biały - przyp. red.). Jednak według mnie rola dystrybutora we wspieraniu naszej spółki była jednoznaczna.

CRN: Co więc zarzucasz inwestorom?

Paweł Tanajno: Nie wykonali planu inwestycyjnego, który stanowił załącznik do umowy. Po pierwsze w latach 2004 - 2005 mieli zainwestować 12,7 mln zł w rozbudowę sieci Sferis. Po drugie - finansować bieżącą działalność spółki, zapewniać pieniądze na towar, poręczać kredyty kupieckie itd. Po trzecie - Sferis miał być jedyną siecią sprzedaży detalicznej w Polsce i Europie, jaką będą rozwijać. Ja miałem zarządzać firmą, otworzyć czterdzieści nowych salonów i włączyć do sieci około stu resellerów z całej Polski.

CRN: Których punktów umowy inwestorzy twoim zdaniem nie wypełnili?

Paweł Tanajno: Żadnego. W 2004 r. działalność PTR-u finansowana była wyłącznie za pomocą kredytu kupieckiego przyznanego przez Action, który oficjalnie nigdy nie był inwestorem. Od prywatnych inwestorów PTR nie otrzymał wsparcia, choć rozwój sieci, do którego zobowiązywała mnie umowa, wiązał się z dużymi kosztami. Jednak dotrzymałem słowa: w chwili podpisania umowy Sferis składał się z 46 sklepów, a kiedy zwolniono mnie ze stanowiska działało ich 86. Nie udało się natomiast wciągnąć do sieci niezależnych dilerów. Miałbym na to szanse, gdyby Action oficjalnie wsparł mnie swoim autorytetem. Niestety, dystrybutor odcinał się od PTR-u, więc szedłem do potencjalnych członków sieci jako konkurent. Inwestorzy widocznie nie byli zadowoleni z tempa rozwoju Sferisu, bo w międzyczasie zaczęli organizować nową sieć pod szyldem SFK.

CRN: Jakiego odszkodowania się domagasz?

Paweł Tanajno: Dokładnie 9,5 mln zł.

CRN: Po rynku krążyły legendy o pieniądzach, za które sprzedałeś udziały w spółce PTR...

Paweł Tanajno: Za 51 proc. akcji inwestorzy zapłacili 216 tys. zł w ratach, z których ostatnia przypada na grudzień bieżącego roku. Dodatkowo dostałem weksle jako częściowe zabezpieczenie wykonania umowy. Te pieniądze należą mi się niezależnie od tego, czy uda mi się wywalczyć odszkodowanie.

CRN: Mówisz, że finansowałeś rozwój sieci, posiłkując się kredytem kupieckim, przyznanym przez Action. A co z zyskami PTR-u?

Paweł Tanajno: Ze względu na duże inwestycje przynosiliśmy straty. W myśl umowy udziałowcy związani z firmą Action mieli zainwestować więcej, niż zarabiał PTR. Ale w latach 2000 - 2003 budowaliśmy sieć wyłącznie z zysków. Według inwestorów takie tempo rozwoju było za wolne. Ponieważ udziałowcy nie inwestowali zgodnie z potrzebami, zaczęło brakować pieniędzy na towar i terminowe wypłacanie pensji.

CRN: Czy inwestorzy zdawali sobie sprawę z sytuacji finansowej PTR-u?

Paweł Tanajno: Niejednokrotnie ich o tym informowałem. Jednak nie doczekałem się obiecanych funduszy. PTR wciąż pogłębiał zadłużenie wobec firmy Action. Dług rósł, bo kredyt kupiecki wykorzystywaliśmy na pokrywanie bieżącej działalności inwestycyjnej. Kierownicy sklepów narzekali na opóźnienia w dostawach i cięcia kosztów. Oszczędzaliśmy na wszystkim. W marcu 2005 r. pierwszy raz oficjalnie oświadczyłem, że w takich warunkach nie jestem w stanie rozwijać przedsiębiorstwa.

CRN: Ale nie złożyłeś rezygnacji...

Paweł Tanajno: To nie taka łatwa decyzja. Wciąż dawano mi nadzieję, że coś się ruszy. W międzyczasie ceny w firmie Action skoczyły w górę, więc postanowiłem, że będziemy kupować u innych dostawców. Umowa mi tego nie zabraniała, ale od inwestorów dostałem mail z poleceniem: 'żadnych zakupów u konkurencji'. Zarząd dystrybutora, wykorzystując uzależnienie finansowe PTR-u, uniemożliwiał nam, kierownictwu, swobodne działanie. W pewnym momencie nasze zobowiązania wobec firmy Action przekroczyły majątek spółki. Poinformowałem inwestorów, że jako prezes powinienem postawić PTR w stan upadłości. Do tego zobowiązywało mnie prawo. W przeciwnym razie odpowiadałbym za długi własnym majątkiem. Nie chciałem dłużej ryzykować własną skórą i odpowiadać za cudze błędne decyzje. 30 października postawiłem ultimatum: albo zrealizują plan inwestycyjny i oficjalnie dofinansują PTR, albo ogłoszę upadłość. W odpowiedzi rada nadzorcza 3 listopada odwołała mnie ze stanowiska. Nawiasem mówiąc, odwołanie mnie to kolejne złamanie umowy. Zagwarantowano mi 5-letni kontrakt menedżerski.

CRN: Mówisz, że byłeś w porządku. Tymczasem z zakończonego w październiku audytu wynika, że księgowość PTR-u prowadzona była niezgodnie z prawem. Obecny prezes twierdzi, że jeśli chodzi o tę sprawę, od dawna miał zastrzeżenia. Według niego kontrola potwierdziła wątpliwości, przyczyniając się do decyzji o twoim zwolnieniu...

Paweł Tanajno: Zastrzeżenia wobec moich działań jako prezesa to fikcja. Obecne zamiany w firmie, wprowadzane przez Kajetana Wojtkiewicza, oparte są na moich projektach, które nie zostały zrealizowane, bo inwestorzy nie mieli na nie pieniędzy. Pan Wojtkiewicz ma nieograniczony limit kredytowy w firmie Action i może sobie pozwolić, aby wdrażać nasze rozwiązania. O bałaganie w księgowości inwestorzy wiedzieli już od września 2004 r. Przeprowadzony wtedy audyt wykazał, że księgowa pogubiła się w papierach. Podatki i inne urzędowe zobowiązania były płacone co do grosza, więc spółka nie była narażona na kary skarbowe (powiem więcej - PTR ma bardzo duże nadpłaty w podatku VAT).

W zapisach techniczno-księgowych panował jednak bałagan. Mieliśmy jedną księgową, ale od początku 2005 r. szukaliśmy drugiej - głównej księgowej o wysokich kwalifikacjach. Andrzej Biały, szef rady nadzorczej, chciał osobiście akceptować kandydatki. Przedstawiałem mu szereg CV, ale dopiero w sierpniu 2005 r. udało mi się uzyskać wstępną akceptację dla proponowanej osoby. Jak widać, nie ukrywałem niczego przed inwestorami. Wręcz przeciwnie, naciskałem, żeby jak najszybciej uporać się z tym problemem (według opinii działu księgowego spółki z 26.10.2005 r. miał zostać rozwiązany do końca listopada).

CRN: Załóżmy, że inwestorzy pójdą na ugodę i dostaniesz przynajmniej część odszkodowania, którego się domagasz. Zrezygnujesz z udziałów w spółce PTR?

Paweł Tanajno: Jeśli otrzymam odszkodowanie i zrealizuję weksle, jestem gotów sprzedać pozostałe udziały. Chciałbym również zaznaczyć, że na wszystko, o czym mówiłem, są dowody. Dokumenty przekazuję redakcji. Jestem również gotów okazać je innym podmiotom, które miałyby jakikolwiek związek ze sprawą. Nikt nie musi mi wierzyć na słowo, każdy może sobie wszystko przeczytać.