Problemy PTR-u z inspektorami pracy zaczęły się w 2003 r. Sprowadziły ich do Sferisa skargi składane przez pracowników firmy. Po sześciu kontrolach inspektorzy przedstawili kierownictwu PTR-u szereg zarzutów. Najpoważniejsze z nich dotyczyły nieprawidłowości przy wypłacaniu wynagrodzeń (spóźnianie wypłat lub ich zaniechanie) oraz umów o pracę ('brak potwierdzenia na piśmie rodzaju umowy i jej warunków, a także nieprawidłowości w treści umów'). Poza tym według inspektorów nie wszyscy odchodzący pracownicy spółki otrzymywali świadectwa pracy. Do tego dodać trzeba kilka zarzutów mniejszego kalibru, związanych z przepisami BHP. Inspektorzy wystawili mandaty i... wrócili do PTR-u w 2004 r. Okazało się, że kilkusetzłotowe grzywny nałożone rok wcześniej na jednego z największych polskich pracodawców w branży IT nie zrobiły na szefach firmy zbyt dużego wrażenia. Ustalono, że zarząd spółki nadal naruszał przepisy dotyczące wynagradzania. W związku z tym inspektorzy skierowali do sądu wniosek o ukaranie Pawła Tanajno, prezesa PTR-u. Według kodeksu pracy grozi mu grzywna do 5 tys. zł. Pierwsza rozprawa odbyła się w styczniu 2005 roku, a termin następnej wyznaczono na luty.

Urlop in blanco

Zarzuty PIP-u potwierdziło w rozmowie z nami kilku byłych pracowników PTR-u (ze zrozumiałych względów prosili o zachowanie anonimowości). Twierdzili, że do najgorszych przewinień należało kilkumiesięczne opóźnianie wypłat, bezpodstawne obniżanie zarobków oraz zmuszanie nowo zatrudnionych do podpisywania próśb o zwolnienie za porozumieniem stron... z pustym miejscem na datę. Podobno podsuwano im do podpisu także oświadczenia o odebraniu ekwiwalentu za niewykorzystany urlop, którego nie dostali. Niektórzy z naszych rozmówców twierdzą, że wszelkie tego rodzaju dokumenty sporządzane były tylko w jednym egzemplarzu, który trafiał do centrali firmy. Pracownicy mieli ich już więcej nie oglądać.

Prezes Paweł Tanajno z początku nie chciał odnosić się do zarzutów inspektorów i byłych podwładnych. Przysłał do redakcji CRN-a listę spraw sądowych, dotyczących spółki i osób, które były w niej zatrudnione. Wynika z niej, że PTR oskarża jedną osobę o fałszowanie dokumentów, dwie o kradzież pieniędzy z kasy, a trzy - o obydwa te przewinienia. Kolejnym dwóm eks-pracownikom PTR założył sprawy o nierozliczenie się z firmowych pieniędzy po zakończeniu pracy w spółce. Jedną z nich już wygrał. Sąd nakazał Krzysztofowi M. z Rudy Śląskiej zwrócić pobrane z kasy 3 tys. zł, dorzucając do wyroku rok więzienia w zawieszeniu i trzy miesiące prac publicznych. Pozostałe sprawy są w toku. Jeden z byłych pracowników spółki, z którym udało nam się porozmawiać, powiedział, że kradzieże firmowych pieniędzy były odpowiedzią na politykę finansową zarządu, to znaczy rzekome nieuzasadnione obcinanie pensji i opóźnienia w ich wypłacaniu. Trzy oskarżane przez PTR osoby wytoczyły firmie procesy o niewypłacenie zaległych wynagrodzeń.

Nie czytasz, nie zarabiasz

W listach do redakcji i rozmowach, jakie przeprowadziliśmy z eks-pracownikami PTR-u, przewija się także wątek mobbingu, a więc zastraszania zatrudnionych przez zarząd spółki. Dotarliśmy do korespondencji, jaką centrala PTR-u prowadziła z lokalnymi oddziałami (dokumenty pochodzą z 2002 i 2003 r). W pismach do pracowników, które otrzymaliśmy od osoby zatrudnionej w tym czasie w firmie, zdarzają się wulgaryzmy i obraźliwe określenia skierowane do osób, których działania były źle oceniane przez zarząd spółki. Z korespondencji wynika też, że pracownicy, którzy nie odpowiadali na maile otrzymywane z centrali, ryzykowali utratą części wynagrodzenia. Szefostwo spółki groziło, że będzie informować urzędy skarbowe i inspektorów handlowych o zaniedbaniach, jakich dopuszczali się pracownicy niektórych salonów (chodziło między innymi o braki w magazynie). Problem z brakami w magazynach niektórych oddziałów stał się na tyle poważny, że kierownictwo rozesłało do salonów fragmenty kodeksu karnego, w których podane są rodzaje i wysokości kar za wyrządzenie szkody firmie. Z dokumentów, które posiadamy, wynika także, że kierownictwo spółki groziło wszystkim, którzy oszukują firmę, że będzie informować o ich niechlubnej przeszłości przyszłych pracodawców.

Służby specjalne w akcji

Z korespondencji wynika, że nie wszystkim pracownikom podobały się rozsyłane przez szefostwo listy salonów, które miały w danym miesiącu najlepsze, bądź najgorsze wyniki sprzedaży. Niechętnie przyjęto także zarządzenie, zgodnie z którym każdy, kto wykrył, że jego kolega nie wpisał utargu do raportu, mógł liczyć na premię wysokości trzykrotnej wartości niewpisanej kwoty. Z kolei pracownik, który nie dokonał rzeczonego wpisu, otrzymywał karę - również wysokości odpowiadającej trzykrotnej wartości niewpisanej kwoty. Zarząd wyjaśniał to posunięcie częstym lekceważeniem przez pracowników obowiązku dokumentowania drobnych transakcji, czyli sprzedaży kabelków, myszek i innych tanich akcesoriów.

Brak zaufania do pracowników skutkował stworzeniem 'działu kontroli Incognito'. W jednym z pism skierowanych przez zarząd do pracowników czytamy, że firma zatrudniła byłego pracownika służb specjalnych, do którego zadań należało systematyczne odwiedzanie lokalnych oddziałów i sprawdzanie, w jaki sposób dbają o wygląd sklepu i obsługę klientów. Wyniki kontroli podawano do wiadomości pracowników wszystkich oddziałów.

'Większość nie narzeka'

Paweł Tanajno odniósł się do zarzutów eks-pracowników dopiero wtedy, kiedy przesłaliśmy mu fragmenty firmowej korespondencji. Według niego zarzuty są bezpodstawne. Podał poza tym w wątpliwość autentyczność firmowej korespondencji, którą mamy w posiadaniu. W piśmie do redakcji prezes PTR-u pisze: 'Jedno jest pewne: nikogo nigdy nie skrzywdziłem i nie zamierzam tego robić. To tylko firma, którą zarządzam, jest okradana, więc staramy się robić wszystko, aby powstrzymać tych ludzi (sprawców kradzieży - przyp. red.) (...) Każdy, kto był OK wobec nas i odchodził, rozstał się (z firmą - przyp. red.) z uśmiechem na ustach. Złodziei nie toleruję i jestem gotowy zwalczać ich wszelkimi dostępnym środkami'.

Paweł Tanajno wyraził też swoje poglądy na temat zarzutów eks-pracowników PTR-u na internetowym forum CRN Polska (patrz wątek 'Forum skrzywdzonych przez firmę Sferis'). Jego zdaniem dla tych osób 'wyjątkowym obciążeniem był w ogóle obowiązek pracy. Jeśli wymagało się od nich czegoś więcej niż siedzenie, czuli się wielce skrzywdzeni i poniżeni'. Paweł Tanajno stwierdził nawet, że wyda 100 tys. zł ze swojej prywatnej kieszeni na to, aby prawda o jednym z forumowiczów dotarła do każdego pracodawcy, u którego ten będzie starał się o zatrudnienie.

Głos na forum zabrał też między innymi Krzysztof Chuderski, pracownik PTR-u z Tarnowa. Po pierwsze stwierdził, że 'nie utożsamia się z tym, co można było przeczytać na tamtej stronie (czyli www.sferisex.prv.pl, pod którym to adresem byli pracownicy PTR-u założyli internetowe forum, poświęcone polityce zatrudnienia w tej fimie - przyp. red.)'. Po drugie podkreślił, że 'w firmie pracuje wielu zadowolonych pracowników, którzy dostają wypłaty regularnie, mają swoje urlopy, a to dlatego, że pracują uczciwie, nie kradną, nie kombinują, nie dorabiają na lewo'. Według niego jedna z osób wypowiadających się na forum CRN-a nie dostawała całej wypłaty ze względu na 'nieustanne braki na magazynie'. Z kolei nieterminowe otrzymywanie pensji przez tę osobę miało być efektem takich jej zaniedbań, jak nieprzygotowanie na czas remanentu 'i innych dokumentów, wymaganych do wypłat'. Kolejny zarzut to rzekome braki w magazynie już po odejściu tej osoby z PTR-u. Według Krzysztofa Chuderskiego wynoszą one około 5 tys. zł. Forumowicz odpiera zarzuty, twierdząc, że braki były, ale ich wysokość równa się dokładnie 299,85 zł brutto. 'Wielokrotne prośby o rozpisanie kwoty prawie 5 tys. zł, jakie firma przedstawiła nam do rozliczenia na piśmie, tak aby każdy widział, za co i ile ma zapłacić, centrala kwitowała śmiechem.' - pisze na forum CRN Polska jeden z byłych pracowników firmy. Mimo zarzutów Krzysztofa Chuderskiego, PTR nie zdecydował się na podanie tej osoby do sądu.