Szempliński nie pozostawił na pracy sądu suchej nitki. Lista błędów, które - jak twierdzi - popełnił sędzia, jest długa. Ogólnie zarzuty dotyczą 'pozbawionej obiektywizmu dowolnej interpretacji wydarzeń' oraz 'samowolnego dopisywania zdarzeń, które nie znajdują potwierdzenia w materiale dowodowym'. Skazany zżyma się między innymi na twierdzenie, że Compact był niewielkim podmiotem gospodarczym do czasu, kiedy zajął się handlem 'towarami niewiadomego pochodzenia'. A przecież, podkreśla Szempliński, obroty jego firmy w latach objętych dochodzeniem sięgnęły w sumie 63,7 mln zł. Wartość zakwestionowanych przez sąd faktur wynosiła 1,4 mln zł, co stanowiło tylko 2 proc. ówczesnych obrotów dystrybutora.

- Trudno uznać, że robiąc tak znaczące obroty, trudniłem się poświadczaniem nieprawdy w nielicznych fakturach - uważa były szef Compactu.

Zdaniem sądu Szempliński zdecydował się na legalizowanie lewego towaru i wystawiał fałszywe faktury, gdyż taki sprzęt był tańszy od sprzedawanego w legalnym kanale dystrybucyjnym. Skazany uważa, że to bzdura, bo wszystkie zakwestionowane transakcje zawierane były w cenach nieodbiegających od ówczesnych rynkowych (przykłady transakcji zamieszczamy w ramce obok). Nie ma dowodów na to - podkreśla Szempliński - że Compact kupował taniej niż pozostali dystrybutorzy.

Kolejnym błędem składu sędziowskiego miało być oskarżenie byłego prezesa białostockiej firmy o stworzenie łańcuszka pośredników tylko dlatego, że kupowanie bezpośrednio od Nor-Telkomu było - jak czytamy w uzasadnieniu wyroku - 'prostym mechanizmem, który łatwo mogła rozgryźć rutynowa kontrola skarbówki'. Szempliński zastanawia się, jak w takim razie traktować faktury, które dowodzą, że w tym samym okresie kupował tusze i tonery (ale także oprogramowanie Corela i Microsoftu oraz kable sieciowe) od wspomnianych pośredników i bezpośrednio w Nor-Telkomie?

- Czy po to miałem organizować łańcuszek pośredników, żeby kupować bezpośrednio od tej firmy? To przecież nielogiczne - irytuje się Szempliński.

Uważa za skandal ferowanie wyroków bez konsultacji z biegłymi, co miało miejsce w tej części procesu, która dotyczyła systemu zarządzania firmą, z jakiego korzystał Compact (Dynamics). Jeden z zarzutów dotyczył tego, że 'w systemie można było wprowadzać stany magazynowe z wsteczną datą'.

- Błędne wywody sądu na ten temat w ogóle nie powinny mieć miejsca, bo w latach 1998 - 1999 firma nie korzystała jeszcze z Dynamicsa - denerwuje się Szempliński. - A nawet, gdyby tak było, to przecież wszystkie zintegrowane systemy informatyczne magazynowo-księgowe umożliwiają dokonanie takiej operacji i posiadają (także Dynamics) specjalne zaświadczenia, że są zgodne z zasadami rachunkowości. Gdyby sąd chciał wyjaśnić specyfikę systemu, wystarczyłoby, aby przesłuchał odpowiedzialnych za ten system informatyków i powołał biegłego z zakresu informatyki.

Niedopuszczalne, według skazanego, jest też wyciąganie wniosków na podstawie zeznań osób, które w czasie gdy miał fałszować faktury nie pracowały w Compact Komputery (chodzi o trzech świadków, którzy zostali zatrudnieni w firmie dopiero w 2000 r.). Jednocześnie sąd dał wiarę inspektorom Urzędu Kontroli Skarbowej, których decyzje w tej sprawie zostały wielokrotnie zakwestionowane przez Wojewódzki Sąd Administracyjny oraz Naczelny Sąd Administracyjny (więcej na ten temat w dalszej części tekstu).

- Istotne jest również to, że ponad wszelką wątpliwość Raisa Skarżyńska (jeden z inspektorów - przyp. red.) składała nieprawdziwe zeznania - twierdzi były szef Compact Komputery. - Zapytana o wszczęcie kontroli w Actionie, twierdziła, że nigdy jej nie prowadziła, co jest sprzeczne z wysłanym przez nią samą zawiadomieniem w tej sprawie.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że Action kupował w tych samych firmach co Compact (podobno faktury opiewały łącznie na kwotę około 35 mln zł), a mimo to nie wciągnięto tej firmy do śledztwa. Piotr Bieliński, prezes Actionu, mówi, że jego firmy są kontrolowane tak często, że nie jest w stanie przypomnieć sobie wydarzenia, o którym wspomina Szempliński. Wreszcie, jak podkreśla skazany, nie można mówić o fałszowaniu faktur, skoro 'z dowodów jednoznacznie wynika', że transakcje rzeczywiście miały miejsce.

- Towar, którego dotyczą zakwestionowane faktury, został przyjęty do magazynu, o czym świadczą zarówno dokumenty, jak zeznania magazynierów - utrzymuje Szempliński.

Były szef Compact Komputery zwrócił się do sądu o uniewinnienie ze wszystkich zarzucanych mu czynów.

Sędzia mówi: łańcuszek

Przypomnijmy, że według ustaleń sądu Szempliński w 1998 r. zawarł bliższą znajomość z Mariuszem B., który poprosił go o pomoc we wprowadzaniu na rynek procesorów, pamięci, tuszy i tonerów niewiadomego pochodzenia (miały być znacznie tańsze od oferowanych w legalnej sprzedaży). Żeby odsprzedawać produkty, Compact potrzebował dowodów ich zakupu. Obaj mężczyźni postanowili, że towar będzie rzekomo kupowany w firmie Kramex, której właścicielką była matka Mariusza B. Po kilku miesiącach Szempliński oraz B. doszli do wniosku, że wystawianie faktur przez firmę matki jednego z nich jest zbyt ryzykowne. Kres dochodowej działalności mogła położyć pierwsza lepsza kontrola urzędu skarbowego. Dlatego wpadli na pomysł stworzenia łańcuszka firm, które miały wystawiać fikcyjne faktury, potwierdzające rzekomą sprzedaż lewych towarów. B. miał namówić do współpracy kolejnych właścicieli firm komputerowych z Białegostoku (m.in. Com-Tech i Com-Vision) oraz z Warszawy (Nor-Telkom). Za to, że zgodzili się na wzięcie udziału w przedsięwzięciu, mieli brać po 2 - 4 proc. wartości każdej faktury. Pierwszym wystawcą faktur miał być Nor-Telkom, a ostatnim - przed wprowadzeniem towaru na rynek - Compact Komputery. Mariusz B. i Szymon Szempliński zdawali sobie sprawę, że potrzebują dowodów na przepływ gotówki między - jak wyraził się sędzia, uzasadniając wyrok - 'poszczególnymi oczkami łańcuszka'. Dlatego razem z fakturami tworzyli dokumentację potwierdzającą obrót pieniędzmi. Jednym ze sposobów miało być faktyczne przelewanie pieniędzy na konto domniemanego sprzedawcy, który po odebraniu gotówki z banku po prostu zwracał ją Mariuszowi B., a ten rozliczał się z Szemplińskim. Sprawa wydała się w wyniku rozpoczętej w sierpniu 2001 r. kontroli skarbowej. Urzędnicy zarzucili wówczas Szemplińskiemu, że odliczał sobie podatek na podstawie dokumentów dotyczących transakcji, w związku z czym jest winien skarbowi państwa kilka milionów złotych. Do sprawy wkroczyła prokuratura i Urząd Ochrony Państwa. Wyrok w sprawie zapadł dokładnie po czterech latach, w sierpniu 2005 r.

Prawo ma dwa końce?

Aferą Compactu zainteresowała się Helsińska Fundacja Praw Człowieka oraz Transparency International. Przedstawiciele obu instytucji podkreślają, że w sprawie Compact Komputery mamy do czynienia z sytuacją, kiedy jeden sąd skazał człowieka za przestępstwo, którego zdaniem drugiego sądu nie da się udowodnić. Do tej pory Najwyższy Sąd Administracyjny wydał w tej sprawie siedem wyroków. We wszystkich uchylił decyzje urzędników skarbówki, zarzucając im wybiórcze korzystanie z materiału dowodowego. 'Zebrany materiał nie tylko nie był jednorodny, co do swojej treści, lecz zeznania tych samych osób były kilkakrotnie zmienione' - czytamy w jednej z decyzji NSA, dotyczącej Compact Komputery. - 'Dysponując tym obszernym i kontrowersyjnym materiałem, organy oparły swoje ustalenia wyłącznie na jego wybranych fragmentach, nie zauważając dowodów o odmiennej treści i nie wskazując, dlaczego odmawiają im wiary'. Oto cytat z innego pisma NSA: 'organy (skarbowe - przyp. red.) winny gruntownie wyjaśnić powyższe wątpliwości (...), nie ograniczając się do zeznań jednego świadka, który (czego nie można wykluczyć) kieruje się własnym interesem w obawie grożącej mu odpowiedzialności karnej'. NSA twierdzi też między innymi, że Compactu nie można obciążyć 'za działania w celu obejścia prawa, dlatego że poprzednicy bezpośrednich zbywców towaru dla firmy Compact Komputery nie udokumentowali pochodzenia towaru. Compact może ponosić odpowiedzialność podatkową tylko za następstwa czynności dokonanej z firmami A. i P. (czyli z firmami Jerzego W. i Norberta P. - przyp. red.)'. W tej sprawie wydał również opinię prof. Witold Modzelewski (współtwórca ustawy o podatku VAT). Jego zdaniem Compact miał prawo do obniżenia podatku należnego o naliczony, gdyż po pierwsze 'nie można uznać, że (...) twierdzenia podnoszone przez organy zostały oparte na gruntownej analizie zebranego materiału dowodowego', po drugie Compact spełniał tak podstawową przesłankę odliczenia, jak kupno towarów od zarejestrowanego podatnika podatku od towarów i usług oraz potwierdzenie transakcji przez wypisanie faktur.

Compact: nie chodziło o cenę

Przykładowe transakcje z 1999 r., które mają dowodzić, że Compact nie kupował 'towaru niewiadomego pochodzenia' w cenach niższych od ówczesnych średnich cen rynkowych: