Czasy pamięci kosztujących bajecznie mało wciąż trwają i nic nie zapowiada ich końca. Wszelkie przewidywania przyszłych cen, jak do tej pory, na ogół okazywały się chybione. To bardzo dobra sytuacja dla użytkowników, ale fatalna dla producentów. Za sprawą niskich cen pamięci na światowym rynku IT dokonała się jedna zmiana, na rynku polskim – dwie. Pierwsza, to wzrost światowego standardu rozmiaru RAM w pececie, druga – charakterystyczna już tylko dla Polski – to spadek, niemal całkowity, popytu na pamięci typu no name. Wspomniane redukcje cen pamięci operacyjnej dotyczą w praktyce w takim samym stopniu pamięci flash. O ile zapotrzebowanie na RAM przestało rosnąć, to sprzedaż flash będzie w bieżącym roku wyższa, niż prognozowano. Według prognoz z początku 2008 roku krajowy rynek miał wchłonąć 3 mln pamięci RAM (czyli 20 proc. więcej niż przed rokiem) i 11 mln kart i modułów USB flash.
Jak pokazują szacunkowe jeszcze dane, faktyczne wielkości to: 2,5 mln RAM i 13 mln flash.

Tajemnica

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że produkcja kości DRAM jest nieopłacalna, ale nie sposób oszacować jak bardzo. Gdy w połowie zeszłego roku, po kilku miesiącach gigantycznego spadku cen, za moduł DDR2 o pojemności 1 GB trzeba było zapłacić ok. 120 zł, dostawcy twierdzili, że wychodzą na zero. Gdy pół roku później ten sam moduł kosztował o połowę mniej, czyli 60 zł, według powszechnej opinii producenci tracili połowę, czyli z każdego dolara zainwestowanego w produkcję odzyskiwali jedynie 50 centów. Ale czy to była prawda, skoro teraz, gdy wspomniany moduł pamięci kosztuje 30 zł, wszyscy producenci nadal pracują i nie wygląda na to, by któryś z nich miał zbankrutować? Od dawna mówi się o tym, że podaż będzie mogła zostać zahamowana tylko wtedy, gdy któryś z graczy wycofa się z rynku.
Takie same tłumaczenia słyszeliśmy także sześć lat temu, gdy byliśmy świadkami podobnej sytuacji, czyli długotrwałych spadków cen kości DRAM i gotowych modułów. Wtedy jeden z największych producentów pamięci DRAM, południowokoreański Hynix, został oskarżony o praktyki dumpingowe, czyli zaniżanie cen. Według zarzutów, mógł sobie na to pozwolić, bo był dofinansowywany przez rząd koreański. W konsekwencji oskarżeń produkty Hyniksa zostały obłożone wysokim cłem, co miało być już ostatnim gwoździem do trumny pamięciowego giganta. Później upadający Hynix miał być – według docierających do nas inforacji – sprzedany innemu producentowi, a następnie mówiono nawet, że nikt go już nie kupi. Jak dziś wiadomo, Hynix nadal funkcjonuje i ma się dobrze, należy do trójki największych dostawców komponentów DRAM i modułów. Przypominamy tę historię, bo dziś również nieoficjalnie mówi się, że południowokoreańscy producenci, już nie tylko Hynix, są dofinansowywani przez rząd tego kraju.
Być może niebawem uda nam się poświęcić osobny artykuł kondycji największych dostawców. Teraz poprzestaniemy na przytoczeniu jednego faktu – mimo że produkcja pamięci już dużo dłużej niż od roku jest nieopłacalna, wszystkie fabryki pracują pełną parą i nie zanosi się na to, by któryś producent rzeczywiście miał zbankrutować.
Jak to możliwe? Trudno uwierzyć, by w dobie gospodarki rynkowej produkt, który rok temu kosztował 150 zł, teraz miał cenę 20 zł i jego produkcja mogła być utrzymywana. Ponadto jest bardzo prawdopodobne, że wcale nie zanosi się na ustabilizowanie wartości pamięci, nie mówiąc już o podwyżkach ich cen.
Przyzwyczailiśmy się już do tego, że każdego dnia rano ceny kości DRAM spadają o około 1 proc. Dziś po raz pierwszy, niezależnie od porannych spadków, ceny te obniżyły się po południu aż o 5 proc. – powiedział 21 listopada br. Paweł Śmigielski, dyrektor regionalny w Kingston Technology odpowiedzialny za rynek Europy Wschodniej.
Przedstawiciel Kingstona podkreśla, że z sytuacją tą mamy do czynienia w czwartym kwartale, czyli w czasie teoretycznie największego popytu.






Już tylko markowe

Jak wspomnieliśmy, w bieżącym roku z ofert dystrybutorów definitywnie znikną pamięci typu no name. Resellerzy zrezygnowali z montowania takich układów, bo w obecnej sytuacji stosowanie ich to ryzyko zupełnie nieopłacalne. Dlaczego? Różnica cen między pamięcią RAM markową i 'bezimienną' wynosi około 10 proc. Gdy dwa lata temu wartość modułu wynosiła 200 zł, to kupując element no name, reseller oszczędzał 20 zł. Przy dzisiejszych cenach różnica ta wynosi najwyżej kilka złotych.
Ale to nie koniec zmian dotyczących preferencji małych i dużych producentów komputerów i najczęściej wybieranych pamięci. Z nieoficjalnych jeszcze danych dotyczących udziału poszczególnych marek pamięci na naszym rynku wynika, że w niełasce są nie tylko moduły no name, ale też te pochodzące od dostawców, którzy do tej pory cieszyli się kilku- czy kilkunastoprocentowym udziałem w rynku. Wśród producentów pamięci stosowanych do pecetów liczą się w bieżącym roku w Polsce już tylko praktycznie dwie firmy: Kingston Technology i jego produkt ValueRAM oraz Wilk Elektronik z Goodram. Przedstawiciele obu firm deklarują wzrost sprzedaży w 2008 roku o ok. 20 proc. w stosunku do 2007 r. Nie znamy jeszcze wyników innych liczących się marek, takich jak Kingmax czy Elixir, ale jeśli dwaj wspomniani producenci powiększyli swoje udziały, a wielkość rynku w bieżącym roku nie wzrosła, to oznacza, że inne marki odchodzą w cień. Kingston, dysponując produktami o uznanej jakości i prowadząc agresywną politykę sprzedaży, może cały czas zwiększać zbyt, tym bardziej że lista jego dystrybutorów została powiększona o Action.
W ostatnim czasie, gdy wartość dolara systematycznie rośnie, większą popularnością cieszą się też produkty Wilka.
Nasi odbiorcy zamawiają towar, którego cena jest ustalona w złotówkach, bez ryzyka, że będzie on droższy, gdy wzrośnie kurs dolara, a w tej właśnie walucie inni dostawcy oferują swoje produkty – mówi Wiesław Wilk, prezes Wilk Elektronik.
Na naszym rynku wzrasta też popyt na pamięci dla graczy, przeznaczone do podkręcania parametrów. Choć moduły takie kosztują cały czas o kilkadziesiąt procent więcej niż zwykłe, to różnica ta jest obecnie liczona od ceny rzędu kilkudziesięciu złotych, a nie jak kiedyś – kilkuset. W efekcie pecet z pamięciami najwyższej jakości kosztuje niemal tyle samo co urządzenie wyposażone w zwykłe moduły. Dystrybutorzy twierdzą, że pamięci o najwyższych parametrach, takich marek jak Gail, OCZ czy Corsair, stanowią już kilkanaście procent rynku, a nie kilka jak przed laty.

DZIESIĘCIOKROTNY SPADEK CEN

W ciągu minionych dwóch lat ceny pamięci nieustannie spadały. W lutym 2007 r. moduł DDR2 1 GB z FSB 667 MHz kosztował ponad 280 zł (podajemy ceny dilerskie netto), zaś w listopadzie 2008 r. – 30 zł. Gdyby nie gwałtowny wzrost kursu dolara odnotowany w październiku i listopadzie bieżącego roku w ciągu dwóch lat spadek cen pamięci liczony w złotówkach byłby ponad dziesięciokrotny!
Wszystko zaczęło się w lutym 2007 roku, gdy pamięci DDR2, najpierw nagle podrożały, by potem równie raptownie zacząć tanieć. Już w połowie zeszłego roku, gdy mieliśmy do czynienia z 40-proc. redukcją cen najpopularniejszych modułów, producenci zgodnie twierdzili, że właśnie jesteśmy świadkami ogromnych spadków, po których niewątpliwie nastąpi odreagowanie i co najmniej powrót do wcześniejszych cen. Ceny miały powrócić na 'z góry upatrzone pozycje', bo w obliczu tak wielkich obniżek zmniejszyć miała się podaż pamięci RAM, co z kolei miało spowodować wzrost cen. Jednocześnie wzrosnąć miał popyt na komputery, co miało dodatkowo zachwiać relacją podaż – popyt. Według tych, całkiem zdroworozsądkowych, przewidywań ceny modułów musiały pójść w górę.
Nikt wtedy nie przypuszczał, że przedwakacyjna fala obniżek to dopiero początek pamięciowego zjazdu cenowego. Przypomnijmy, w styczniu 2007 r. moduł A-brandowy o pojemności 1 GB z FSB 667 MHz kosztował 280 zł, B- brandowy o 20 zł mniej. Do marca ub.r. wspomniane moduły taniały w zawrotnym tempie, osiągając ceny o 100 zł niższe niż na początku roku. Po kilku tygodniach względnej stabilizacji nastąpiła druga fala redukcji, w wyniku której ceny spadły do poziomu 130 zł za moduły A-brandowe i 100 zł za B-brandowe.
Wtedy eksperci orzekli zgodnie, że to już koniec obniżek, i przez niemal cały trzeci kwartał 2007 r. pamięci nie taniały. Po czym nastąpił kwartał czwarty, jak wiadomo najlepszy czas na sprzedaż komputerów, i wtedy wartość pamięci zmieniła się o połowę – tyle że nie w górę (zgodnie z prognozami) ale w dół. Najpopularniejsze konstrukcje, czyli 1-gigabajtowe, taniały systematycznie: we wrześniu kosztowały 100 zł, a w grudniu już tylko 50 zł.
W 2008 roku pamięci również taniały, choć oczywiście spadki cen nie były już tak spektakularne jak rok wcześniej. Spadek z 260 zł do 170 zł, to nie to samo, co z 55 zł do 40 zł. Warto jednak zwrócić uwagę, że oba wspomniane spadki cen są niemal takie same, jeśli je liczyć w procentach, oba też rozpoczęły się w lutym. To nie jedyne podobieństwo w przebiegu zmian wartości modułów, jeśli porównać ten rok do zeszłego. W 2008 r., tak jak rok wcześniej, po redukcjach cen w pierwszym kwartale obserwowaliśmy półroczną względną stabilizację, po której pamięci znowu zaczęły tanieć. Co ciekawe, zarówno w drugim kwartale 2007 r., jak i drugim kwartale 2008 r. w wyhamowaniu spadku cen modułów producenci widzieli początek wzrostu wartości pamięci. Ten jednak nie nastąpił ani rok temu, ani teraz. Nie sposób przewidzieć, co będzie dalej, bo zdrowy rozsądek podpowiada, by się nim nie kierować przy próbach przewidzenia cen pamięci RAM.


Pamięci flash

W przeciwieństwie do rynku pamięci RAM rynek pamięci flash rośnie w 2008 roku szybciej, niż przewidywali analitycy. Nieustanny wzrost popytu na te produkty wynika przede wszystkim ze stosowania ich w telefonach komórkowych.
Obecnie 74 proc. sprzedawanych przez nas kart pamięci flash stanowią modele microSD, przeznaczone głównie do telefonów komórkowych – mówi Paweł Śmigielski. – 17 proc. to konstrukcje SD stosowane w aparatach fotograficznych, palmtopach, urządzeniach nawigacyjnych itd. 6 proc. sprzedaży stanowią produkty najnowszej generacji, SDHC, a 3 proc. należy do kart CF. Oba te rodzaje kart znajdują zastosowanie w nowoczesnych aparatach cyfrowych, w tym profesjonalnych lustrzankach.
Struktura sprzedaży pamięci flash w naszym kraju jest prawdopodobnie taka sama jak u Kingstona, bowiem producent ten jest w Polsce liderem, do którego należy około 60 proc. tego segmentu rynku. Kingston spodziewa się, że sprzedaż pamięci flash w bieżącym roku wyniesie ponad 7 mln modułów. Drugim co do wielkości graczem w Polsce jest SanDisk, którego udział jest oceniany na 23 – 27 proc. Inne liczące się u nas marki to: Mtec, Pretec, Toshiba, Verbatim (kolejność alfabetyczna) i oczywiście Wilk Elektronik, który według naszych szacunków ma 8 – 10 proc. rynku.
W bieżącym roku standard pojemności pamięci flash wynosi 2 GB i jest bardzo możliwe, że w przyszłym roku osiągnie wartość 4 GB, największą z możliwych w przypadku tradycyjnych kart pamięci, które korzystają ze starego systemu alokacji plików FAT. Coraz więcej urządzeń wykorzystujących pamięci flash będzie współpracowało z pamięciami SDHC, których maksymalna pojemność wynosi aż 32 GB.