Rok temu, jesienią 2007 roku, Lenovo zapowiedziało budowę zakładu produkcyjnego w Specjalnej Strefie Ekonomicznej koło Legnicy. We wrześniu 2008 r. na polski rynek miały trafić komputery zmontowane w nowej fabryce. Wrzesień jednak minął, a fabryka nadal nie jest gotowa.
Nowy termin zakończenia inwestycji wyznaczono na grudzień bieżącego roku, chociaż według nieoficjalnych informacji, prawdopodobnie nie zostanie on dotrzymany. Na razie Lenovo udało się pozyskać część pracowników i rekrutacja wciąż trwa.
Producent zaczął stawiać własną fabrykę w Polsce, a co więcej, zamierza uruchomić kolejne w Chinach, Indiach, Meksyku i Stanach Zjednoczonych. Lenovo ma zatem dalekosiężne plany rozwoju swojej części produkcyjnej, natomiast inni producenci starają się ją ograniczać – koszty produkcji stają się dla nich zbyt dużym obciążeniem.

Chińczycy pod Legnicą

Wartość inwestycji Lenovo w Polsce szacowana jest na 20 mln dol. Powierzchnia zakładu ma wynosić 30 tys. metrów kwadratowych. W pierwszym roku po otwarciu fabryki z polskiego zakładu chińskiego producenta ma wyjechać około 2 mln desktopów przeznaczonych na rynki krajów Europy, w tym również Polski, oraz Bliskiego Wschodu. W Legnicy działa już biuro Lenovo, choć składa się ono na razie praktycznie wyłącznie z działu personalnego. Lenovo zaczęło rekrutację pracowników.
Do końca 2010 roku w legnickiej montowni ma pracować 1300 osób. Firma zatrudniła już 50 polskich menedżerów, a obecnie trwa nabór specjalistów. W fabryce Lenovo mogą szukać zatrudnienia m.in. informatycy i inżynierowie zajmujący się testowaniem produktów, specjaliści ds. produkcji, kadr i płac, zakupów, planowania czy kontrolingu. W ciągu najbliższych dwóch miesięcy Lenovo rozpocznie również rekrutację pracowników na stanowiska produkcyjne. Firma szuka pracowników wśród studentów i absolwentów kierunków informatycznych uczelni politechnicznych i ekonomicznych z Dolnego Śląska.



Tak będzie wyglądać fabryka Lenovo w Legnickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej.

Amerykanie pod Łodzią

Lenovo jest drugim światowym producentem komputerów, który urucha-mia montownię w Polsce. W 2007 r. wystartowała koło Łodzi fabryka pecetów stacjonarnych i notebooków Della. Kosztowała dziesięciokrotnie więcej niż przedsięwzięcie Lenovo – około 200 mln dol. Wartość fabryki Lenovo jest mniejsza, bo nie wliczono w nią kosztów wyposażenia, a także dlatego, że Lenovo będzie leasingować pomieszczenia od developera. Powierzchnia budynków Della jest porównywalna z zakładem Lenovo (35 tys. mkw.). Amerykański producent zatrudnia obecnie około 1800 pracowników (montownia ruszała z tysiącosobową obsadą). Dzisiaj czynne są trzy linie produkcyjne, jeśli byłby popyt, producent gotów jest na uruchomienie kolejnych pięciu.
Lenovo zdecydowało się zlokalizować fabrykę w Polsce ze względu na położenie geograficzne naszego kraju, możliwość znalezienia wykwalifikowanych pracowników, a także wciąż – zdaniem producenta – stosunkowo niskie koszty pracy. Koszty wytwarzania komputerów nabrały w ostatnim czasie szczególnego znaczenia. Doskonałą koniunkturę gospodaczą mamy za sobą i firmy dążą do tego, by ciąć wydatki, jak tylko się da. Zwłaszcza że marże związane ze sprzedażą komputerów są niewielkie. Zaczęło to stanowić problem dla producentów, co mogą potwierdzać dwa przykłady: Della i Maxdaty.

Dla CRN Polska mówi Spencer Edmonds, dyrektor generalny fabryki Lenovo w Legnicy.
LENOVO: W POLSCE JEST NAJKORZYSTNIEJ

Lenovo rozważało trzy lokalizacje dla fabryki: Polskę, Czechy i Słowację. Decyzja była podejmowana na podstawie rekomendacji wydawanych przez ekspertów oraz rządowe agencje doradcze w zakresie inwestycji zagranicznych. Firma zdecydowała się na usytuowanie fabryki w Polsce ze względu na korzyści wynikające z tego faktu dla jej klientów i udziałowców. Fabryka zlokalizowana w Polsce umożliwi Lenovo zoptymalizowanie łańcucha dostaw, usprawnienie procesu obsługi klientów, zwiększenie kontroli kosztów, skrócenie czasu realizacji zamówień oraz zapewni klientom wartość dodaną. Połączenie globalnego doświadczenia w zakresie produkcji oraz zaawansowanych technologii wytwarzania komputerów pozwoli Lenovo skutecznie konkurować z innymi dostawcami.


DELL się pozbędzie?

Fabryka Lenovo w Polsce nie rozpoczęła jeszcze działalności, gdy już zaczęto mówić o tym, że Dell w ciągu półtora roku chce się pozbyć swoich zakładów. Według amerykańskiego dziennika „The Wall Street Journal” ich sprzedaż poprawiłaby wyniki producenta. W drugim kwartale 2008 r. jego zyski spadły o 17 proc. Dell ma 60 ośrodków produkcyjnych i badawczych na świecie. Producent przez lata był przywiązany do modelu sprzedaży bezpośredniej. Własne fabryki były gwarancją szybkiej dostawy do klienta końcowego. Jakiś czas temu jednak zmienił front i stara się budować kanał partnerski (nie nawiązał jednak współpracy z dystrybutorami, którzy mogliby zająć się logistyką – magazynowaniem i dostawami towaru na zlecenie Della). Wygląda więc na to, że utrzymywanie własnych montowni rozsianych w różnych punktach świata przestaje być dla amerykańskiego producenta priorytetem, a staje się powoli balastem – jeśli doniesienia „The Wall Street Journal” znajdą potwierdzenie w praktyce. Polska fabryka Della obsługuje większość krajów Europy. Przedstawiciele Della nie chcą komentować plotek o sprzedaży fabryk. Natomiast według analityków lepiej dla producenta byłoby, by nie ponosił kosztów związanych z produkcją.
Dell musi utrzymywać fabryki w krajach, gdzie koszty pracy są stosunkowo duże (m.in. Irlandia, Polska) – mówił kilka miesięcy temu Jarosław Smulski, starszy analityk w IDC. – Przerzucając te koszty na inną firmę, która zajęłaby się produkcją komputerów, Dell mógłby wykazać lepsze wyniki finansowe i skupić się na tym, w czym jest naprawdę dobry, czyli na sprzedaży bezpośredniej przy jednoczesnym rozwijaniu innych kanałów sprzedaży – dodawał.
Z kolei Tomasz Starus, dyrektor Biura Oceny Ryzyka w Euler Hermes, był zdania, że wycofanie się z Polski Della byłoby wręcz korzystne zarówno dla samego producenta, jak i dla polskiego rynku.
Fabryka zapewne zmieniłaby właściciela (mówi się o Foxconnie, ale może to być inny duży gracz z Chin czy Tajwanu) – mówił przedstawiciel Euler Hermes. – Dell oszczędziłby na kosztach, a nowy właściciel być może rozwinąłby nawet fabrykę, o ile byłaby to jego pierwsza inwestycja w Europie.
Przedstawiciele Lenovo odmawiają komentarza na temat swojej inwestycji w Polsce w kontekście działań innych producentów.
Lenovo nie komentuje działań konkurentów ani kwestii kosztów związanych ze swoimi inwestycjami – usłyszeliśmy od przedstawicieli firmy, która w imieniu Lenovo odpowiada za kontakty z prasą.

Dla CRN Polska mówi Jarosław Smulski, starszy analityk w IDC.
SENS UTRZYMYWANIA FABRYKI ZALEŻY OD KONKRETNEJ SYTUACJI

Lenovo, mając fabrykę desktopów zlokalizowaną w Polsce, będzie mogło przygotowywać krótkie serie urządzeń skonfi gurowanych z myślą o przetargach lub zamówieniach firm czy lokalnych sieci sklepów. Takich krótkich serii nie opłaca się wysyłać frachtem. Nie można porównywać tej sytuacji do przypadku Maxdaty, która zamknęła wprawdzie fabrykę, ale nie funkcjonowała ona w Polsce. Z kolei Dell, o którym mówiło się, że pozbędzie się zakładów, ma jednak zachować łódzką fabrykę. Nawet gdyby jednak ją sprzedał, to nowy właściciel też raczej by się jej nie pozbył.
Dla azjatyckich graczy fabryka zlokalizowana w UE może być dobrym posunięciem strategicznym – umożliwia szybką reakcję (kontenery z Azji płyną do nas jednak kilka tygodni), a dodatkowo, w przypadku jakichkolwiek zmian przepisów (np. celnych), zawsze mają swój zakład wewnątrz unii. Na przykład Acer ma już taką placówkę.


Koniec fabryki MAXDATY

O tym, że produkcja stanowi kosztowny element działalności, świadczy również przykład Maxdaty, którą m.in. utrzymywanie własnego centrum produkcyjnego pociągnęło na sam dół (przypomnijmy, że w czerwcu 2008 r. firma złożyła wniosek o upadłość w Niemczech). We wrześniu 2008 r. zarządca majątku pozostałego po Maxdacie znalazł – choć nie bez trudu – inwestorów. Nie udało się sprzedać firmy w całości, zatem dokonano jej podziału. Część zajmująca się serwerami i pecetami oraz marka Maxdata zostały sprzedane spółce Quanmax, natomiast marka Belinea przeszła w ręce Brunen IT Distribution. Quanmax to firma należąca do niemieckiej spółki Kon-tron AG (komputery przemysłowe) i tajwańskiej Quanty – jednego z największych wytwórców laptopów. Brunen IT z kolei to niemiecki dostawca komputerów przenośnych (prowadzi sklep internetowy www.one.de). Planuje on stworzyć nowy dział, który zajmie się marketingiem pecetów stacjonarnych i przenośnych (w tym netbooków) oraz monitorów i paneli LCD marki Belinea. Nie udało się natomiast syndykowi Maxdaty znaleźć nabywcy na centrum logistyczno-produkcyjne Maxdaty Manulog w Würselen, gdzie powstawały komputery i monitory. W związku z tym zakład zostanie zamknięty, co oznacza dla kilkuset osób utratę pracy.
Maxdata to już praktycznie przeszłość (czas pokaże, jak inwestorzy zagospodarują jej marki), ale tak Lenovo, jak i Dell nabierają w Polsce rozpędu. Widać to wyraźnie na przykładzie rynku notebooków. W trzecim kwartale 2008 roku Lenovo znalazło nabywców na 34 tys. laptopów, podczas gdy w tym samym okresie zeszłego roku sprzedało ich trzy razy mniej, bo tylko 10 tys. Z kolei w pierwszej połowie bieżacego roku udział Lenovo w rynku notebooków sięgnął 7,5 proc., chociaż jeszcze rok wcześniej wynosił tylko 4 proc. Podobnie jest w przypadku Della. W pierwszym półroczu 2007 r. należało do niego 4 proc. rynku, ale w I połowie bieżącego roku zwiększył swoje udziały do 7,2 proc.