CRN: Słyszałem, że jest pani zaskoczona otrzymaniem nagrody.

Anna Streżyńska: Bardzo. Nie spodziewałam się, że zdobędę uznanie przedsiębiorców z sektora IT. Przecież UKE zajmuje się raczej problemami środowiska telekomunikacyjnego niż informatycznego. Wygląda na to, że zasłużyliśmy na szacunek firm komputerowych. Mówi się przecież, że środowisko biznesu świetnie sobie radzi bez administracji. A jednak docenili naszą pracę.

CRN: A może jest pani po prostu utożsamiana z pozytywnymi zmianami, których w Polsce tak bardzo wszystkim brakowało?

Anna Streżyńska: Niewątpliwie tak. W Polsce dawno temu utrwaliło się przekonanie, że urzędy pracują niemrawo. Ostatnio działamy dość dynamicznie i bardzo nam zależy, aby zmienić ten wizerunek.

CRN: Chyba się to udaje, bo pod adresem UKE płyną pochwały. Tymczasem jeszcze kilka lat temu wasz poprzednik, czyli URTiP, był postrzegany jako bardzo nieskuteczny.

Anna Streżyńska: Mój poprzednik był z wykształcenia dziennikarzem. Ja jestem prawnikiem, a rynkiem telekomunikacyjnym zajmuję się od niemal 12 lat. Doświadczenie procentuje. Udało mi się stworzyć zespół ludzi, którzy lubią swoją pracę. Sprecyzowałam strategię działania w taki sposób, aby skutecznie zwalczać monopol.

CRN: Czy to prawda, że od monopolu państwowego gorszy jest tylko monopol prywatny?

Anna Streżyńska: Jeśli za miarę weźmiemy szkodliwy wpływ na rynek obu rodzajów monopoli, to nie ma między nimi dużej różnicy. Wprawdzie pierwszy jest dobrze chroniony przez państwo, ale monopol prywatny ma więcej środków na opłacanie prawników. Jedno jest pewne: uderzenie w każdy ożywczo wpływa na rynek.

CRN: Takie uderzenia już nastąpiły. W ich efekcie Telekomunikacja Polska uwolniła pętlę lokalną i oddzieliła abonament internetowy od telefonicznego. To niewątpliwe sukcesy UKE. Operatorzy uważają jednak również, że urząd ingeruje w sprawy, w które ich zdaniem ingerować nie powinien, np. w ceny utrzymania łącza internetowego.

Anna Streżyńska: To prawda, że regulator nie powinien ingerować w wysokość cen, ale tylko wtedy, kiedy rynek jest konkurencyjny. A u nas nie ma prawdziwej konkurencji. Teoretycznie uwolnienie pętli lokalnej i oddzielenie Neostrady od abonamentu telekomunikacyjnego powinno zaowocować szybkim rozwojem usług szerokopasmowych świadczonych przez operatorów niezależnych. Tak się jednak nie stało, bo Telekomunikacja wymusiła na mniejszych operatorach podpisanie niekorzystnych dla nich umów, które de facto uniemożliwiają oferowanie niezależnych usług ADSL. W skrócie, tego typu usługi można oferować tylko tym klientom, którzy mają abonament TP. Innymi słowy, ktoś, kto chce korzystać tylko z usług ADSL innego operatora, a nie ma podpisanej umowy z TP, nie może tego zrobić. Oceniam, że jeszcze co najmniej przez dwa lata nie będzie na rynku ADSL rzeczywistej konkurencji. Ponieważ na razie z różnych względów nie możemy tego zmienić, podjęliśmy próbę regulacji rynku detalicznego. Wbrew temu, co mówią niektórzy operatorzy, mamy do tego prawo. Umożliwiają to zapisy unijne. Dlatego właśnie podjęliśmy próbę ingerencji w ceny łącza. Kiedy na rynku będzie rzeczywista konkurencja, a nie tylko jej namiastka, zaprzestaniemy naszych działań. Dużo zależy od Telekomunikacji Polskiej.

CRN: Dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, że nie przepada pani za TP, zresztą z wzajemnością.

Anna Streżyńska: To nie do końca prawda. Fakt, że od niektórych pracowników TP otrzymuję e-maile zaczynające się od słów 'Ty wredna babo', ale mam też tam wielu przyjaciół. Myślę, że nasze kontakty dalekie są od wzajemnej wrogości.

CRN: A jak widzi pani UKE na tle zagranicznych regulatorów?

Anna Streżyńska: Jeśli chodzi o regulację polskiego rynku teleinformatycznego, jesteśmy sporo w tyle za krajami zachodniej Europy. Szczególnie duży dystans dzieli nas od liderów, np. Wielkiej Brytanii. Problemy, które tak nas nękają, na Wyspach już dawno rozwiązano. Na szczęście szybko nadrabiamy stracony czas. Nasi pracownicy biorą udział w pracach różnych grup roboczych. Są tak aktywni, że wielu zagranicznych kolegów twierdzi, iż pod względem konsekwencji działania należymy do liderów wśród regulatorów.

CRN: Konsekwencji w czym? W przyw-racaniu normalności?

Anna Streżyńska: Czemu nie? Można to tak nazwać. Przecież naprawdę trudno powiedzieć, że przez lata działo się dobrze. URTiP ospale reagował na to, co się działo na polskim rynku. Teraz wszystko wraca na swoje miejsce. Kiedy mówię o powrocie do normalności, myślę przede wszystkim o tym, że urząd nie robi nikomu łaski. Nie działa sam dla siebie, jak to czasem w administracji bywa.

CRN: A co trzeba było zrobić, aby zaszła tak pozytywna zmiana?

Anna Streżyńska: Odpowiem tak: najbardziej odpowiedzialne zadania spoczywają na barkach około 30 pracowników. Można powiedzieć, że o pracy urzędu decyduje właśnie ta trzydziestka. Sądzę, że udało mi się dobrać właściwych ludzi, a także odpowiednio ich zmotywować. A reszta? Cóż, pozostali to grupa ludzi o różnych motywacjach. Część mówi mi otwarcie, że nie przyszła do urzędu po to, aby ciężko pracować. W każdym razie nie za te pieniądze.

CRN: Dotykamy bardzo ciekawej kwestii, czyli problemów związanych z koncepcją taniego państwa. Kiedyś zajmowała się pani tymi zagadnieniami.

Anna Streżyńska: Tanie państwo to mit. Państwo nie ma być tanie, ale oszczędne i sprawne. W każdym razie nie może być tak tanie, żeby w końcu przestało funkcjonować. W Polsce popadliśmy w skrajność. Urzędnikom płaci się tak mało, że po półtora roku odchodzą do firm z prywatnego sektora. Szacuję, że oferta pracy pojawia się w jakieś półtora roku po zatrudnieniu pracownika. Można to nawet obliczyć. Załóżmy, że przyjmujemy kogoś po studiach. Przez pół roku się uczy, przez następne sześć miesięcy wdraża, przez kolejne dwa kwartały staje się specjalistą w swojej dziedzinie.

CRN: I pewnie pilnie rozgląda się na boki.

Anna Streżyńska: Nie musi się nawet rozglądać. Codziennie po UKE krążą tabuny headhunterów, którzy reprezentują interesy firm operatorskich, i którzy zajmują się kaptowaniem najbardziej wartościowych pracowników.

CRN: Czy dziwi panią, że ludzie odchodzą?

Anna Streżyńska: Nie bardzo. Pracownicy mają przecież rodziny, wielu zaciągnęło kredyty. Ale z drugiej strony mam permanentny kryzys zatrudnienia. Kiedyś cały wydział jednego dnia złożył wymówienia. Praca jest ciężka i słabo płatna. To niedobrze, bo porządnie wykonana praca powinna być godziwie nagradzana. W przeciwnym razie administracja nie będzie skutecznie działała. Ja też odczuwam problemy finansowe. W połowie miesiąca muszę korzystać z pieniędzy zaoszczędzonych wcześniej. Dlatego rozumiem tych, którzy opuścili nasze szeregi. Choć oczywiście nie jestem z tego powodu szczęśliwa. W ich miejsce przychodzą bowiem osoby gorzej przygotowane do pracy w urzędzie. A potem ludzie narzekają na rozpasaną biurokrację, w której pracują nieroby.

CRN: W firmach prywatnych też ich nie brakuje.

Anna Streżyńska: Ale w administracji jest ich więcej. Firmy szybciej eliminują obiboków. Wracając jednak do tematu, na razie jesteśmy kuźnią kadr. Szkolimy ludzi, wysyłamy za granicę, a po półtora roku żegnamy się z nimi. Trzeba to szybko zmienić, bo wymaga się od nas coraz więcej. Ale nie tracę ducha. Wierzę, że mam misję i to wewnętrzne przekonanie pozwala mi z większym optymizmem patrzeć w przyszłość.

CRN: Rozmawiał Andrzej Janikowski