Mali dystrybutorzy nie zamierzają koncentrować się na rozwoju e-commerce.

– Mieliśmy moment fascynacji sprzedażą internetową, ale szybko się zorientowaliśmy, że pojawiają się tam oferty towaru w cenach, z którymi nie ma sensu konkurować – wyjaśnia Jacek Mońko, szef Yamo.

Jego zdaniem, aby taki biznes się kalkulował, cała firma musi być nastawiona na e-handel i wyłącznie z tego żyć.

– Nam bardziej opłaca się współpracować z partnerami – twierdzi menedżer podwarszawskiego dystrybutora.

 

Obroty rosną

W przypadku czołowych broadlinerów mamy do czynienia z przychodami, które można określić słowem „gigantyczne”. Przy czym z roku na rok sprzedaż dystrybutorów z „grupy trzymającej władzę” rośnie w dwucyfrowym tempie. Okazuje się jednak, że „narrowlinerzy” również potrafią imponująco szybko się rozwijać. Przykładowo, Max Computers podał, że co roku przychody spółki rosną o kilkadziesiąt procent. W minionym roku finansowym (zakończonym 31 maja) wzrost wyniósł 55 proc., co oznacza, że obroty przekroczyły poziom 400 mln zł. Na tym nie koniec, bo w bieżącym roku fiskalnym spółka prognozuje wzrost o co najmniej 30 proc. Z kolei Multi-
office w I kw. 2014 r. odnotował przychody większe o 28 proc. niż w  analogicznym okresu poprzedniego roku. W całym 2013 r. wzrosły one o 27 proc. w porównaniu z notowanymi w 2012. Natomiast Impakt sygnalizuje wzrost obrotów od 2009 r. o 20–40 proc. rocznie.

Jak widać, przy największych pożywią się i mniejsi gracze. Przynajmniej tacy, którzy potrafią radzić sobie w środowisku zdominowanym przez największych. Można? Można!


Od redaktora

 

Z opinii i informacji, jakie uzyskaliśmy, wynika, że rychły upadek małych firm dystrybucyjnych, zmiecionych z rynku przez pęczniejących bez ustanku gigantów, przynajmniej w niektórych przypadkach pozostaje odległym scenariuszem. Oczywiście nie wszystkie mniejsze przedsiębiorstwa z branży są w doskonałej kondycji, ale liczba niszowych dystrybutorów w zasadzie niewiele zmieniła się w ostatnich latach, choć nie były wcale łatwe dla branży. To oznacza, że dla mniejszych dystrybutorów wciąż jest miejsce na rynku, a w niektórych przypadkach tego miejsca jest nawet coraz więcej. „Narrowlinerzy” robią swoje i wcale nieźle sobie radzą. Warto im kibicować, bo stanowią alternatywę dla resellerów w trudnych dla nich czasach.