Muszę lojalnie uprzedzić, że najgorsze jest pierwsze 10 tygodni. W tym czasie będziesz się motywował słowem „muszę”: muszę iść się poruszać, muszę zrealizować plan, muszę, chociaż mi się nie chce. Taka jest prawidłowość i od tego się nie ucieknie – przetrwaj pierwsze 10 tygodni, a dalej będzie już z górki!

A co potem? Tak jak w życiu codziennym i zawodowym – warto sobie wyznaczać cele. Większość początkujących sportowców amatorów zapisuje się na bieg. Ze względu na mnogość imprez biegowych jest to najprostsze rozwiązanie. Zacznij od 5-kilometrowego marszobiegu. Dobrym motywatorem jest też zaangażowanie znajomych, rodziny i wspólny udział w takim wydarzeniu. Zwłaszcza jeśli odbywa się w szczytnym celu, co stanowi świetną motywację i wiąże się z ogromną radością po dotarciu do mety. Oczywiście do biegania możesz dołączyć jazdę na rowerze. Wiosną i latem organizowanych jest wiele imprez dla cyklistów na bardzo różnych dystansach. Można sprawdzić swoje możliwości zarówno na 20, jak i na 100 km.

„Miniplan treningowy” zza biurka

2 x marszobieg (wtorek, czwartek, co najmniej 30 min)

1 x wycieczka rowerowa (sobota, 60–90 min)

1 x basen (niedziela, co najmniej 30 min)