Etap 4,
czyli treść jest sprawdzana przez ludzi (wersja oficjalna).

To jest najbardziej unikalny element algorytmu LI. Mimo że tak twierdzi LinkedIn, nie powiedziano, jak to w praktyce wygląda (albo powiedziano, ale mi nie udało się dotrzeć do tych informacji). Trudno sobie wyobrazić, aby teksty były ustawione w kolejce i czekały, aż „ręcznie” ktoś je puści. Przecież LI ma obecnie 562 mln użytkowników. Nawet jeżeli tylko 1 proc. cokolwiek publikuje, to daje aż 5,62 mln treści dziennie.

Trudno też mi sobie wyobrazić człowieka siedzącego nad strumieniem treści i wyławiającego smaczki oraz przerzucającego je na szybszą autostradę. Dlatego zatrzymam swoją bujną wyobraźnię i wrócę do tego, co oficjalnie na ten temat mówi LI. Na 4. etapie to ludzie decydują, czy zaakceptować dalsze propagowanie artykułów, czy cofnąć je do jednego z wcześniejszych etapów. Dopiero wówczas treść jest badana przez ludzi; istnieją też spekulacje, że może być jej nadawany jeszcze szerszy zasięg, jeżeli budzi duże zainteresowanie. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że często widzę przy publikowanych przeze mnie treściach, że są one jakby podbijane i otrzymują drugie życie.

Przykład? Publikuję wpis z filmem, który otrzymuje ponad tysiąc polubień. Komentarze i zasięg „buduje się” kilka tygodni i ciągle dostaję informacje o kolejnych polubieniach i udostępnieniach. Po sześciu tygodniach cisza, a kilka dni później wszystko zaczyna się na nowo kręcić, choć ja nie promowałam tego posta ani w żaden sposób nie wpływałam na jego popularność.

Posty na LI właściwie potrafią wracać do obiegu kilkakrotnie i mieć kilkutygodniowy, a nawet kilkumiesięczny cykl życia, co w przypadku FB i kilku moich viralowych treści (mój rekordowy post miał 18 tys. polubień) jest niespotykane.

 

Angelika Chimkowska
strateg Social Sellingu i budowania marki.
Planuje i wdraża zmiany, głównie na styku marketing-sprzedaż. Autorka książki „Psychologia zmiany w życiu i biznesie”.