Chiński gigant telekomunikacyjny ZTE z pewnością miał przed oczami wizję pasma sukcesów, kiedy decydował się na crowdsourcing nowego produktu. W końcu co może pójść nie tak, jeśli współpracuje się ze społecznością zaangażowanych użytkowników? Okazuje się, że jednak może… Ale zacznijmy od początku. Otóż korporacja postanowiła od razu wdrożyć cały pakiet rozwiązań typu collaborative development: crowdsourcing połączony z co‑creation, następnie prowadzący do zbiórki crowdfundingowej. Dziś trudno jednoznacznie ocenić, na ile był to błąd, a na ile szczęście w nieszczęściu.

W 2016 r. ZTE zaprosiło klientów (i szerzej – społeczność internautów) do współtworzenia smartfona przyszłości, dopasowanego idealnie do potrzeb konsumentów. Inicjatywa o nazwie CSX realizowana była za pośrednictwem prostej strony internetowej stylizowanej na forum. Pomysłodawcy, zresztą słusznie, podzielili ją na kilka etapów, trwających w sumie trzy miesiące: zgłaszanie przez użytkowników ogólnych pomysłów na funkcjonalności –> głosowanie na pomysły  (etap pośredni) –> tworzenie konceptów –> głosowanie i opiniowanie (etap pośredni) –> wybór najpopularniejszej propozycji –> produkcja.

W trakcie pierwszego etapu społeczność wygenerowała dość oryginalne pomysły, m.in. kompatybilność smartfona z podwodną maską VR albo dowolność w doborze systemu operacyjnego, bez narzucania go fabrycznie przez producenta. Następnie głosy użytkowników wyłoniły zwycięzcę: koncept telefonu z samoprzylepną obudową, którym można nawigować ruchem gałek ocznych z wykorzystaniem techniki eye‑trackingu. Hawkeye, bo tak ZTE ochrzciło wspólne dziecko ich działu R&D i społeczności, wydawał się tak obiecujący, że korporacja poszła za ciosem i postanowiła rozpocząć jego przedsprzedaż drogą crowdfundingu na platformie Kickstarter. Na tym etapie cała pieczołowicie współtworzona konstrukcja zaczęła uginać się pod własnym ciężarem.

Zbiórka crowdfundingowa okazała się porażką. ZTE zgromadziło zaledwie 36 tys. z planowanych 500 tys. dol., czyli nieco ponad 7 proc. celu finansowego, i zakończyło kampanię przed upływem czasu. Z jednej strony – to dobrze, ponieważ „poduszka ochronna” w postaci crowdfundingu, którego jedną z funkcji jest badanie reakcji rynku i minimalizacja ryzyka, zadziałała bez zarzutu. Marka mogła stracić znacznie więcej, wprowadzając nowy model smartfona na rynek. Z drugiej – źle, jako że ta sama społeczność, która wcześniej współtworzyła Hawkeye, teraz głośno zadeklarowała: nie, ten produkt nie jest wart naszych pieniędzy. Była to wyraźna czerwona kartka dla rezultatu całej inicjatywy crowdsourcingowej. Co wobec tego zawiodło?