Gdy w przedsiębiorstwach przybywa komputerów i urządzeń mobilnych, prognozy analityków rynkowych dla segmentu endpoint security na najbliższe lata są więcej niż dobre. Parafrazując znane powiedzenie Marka Twaina – pogłoski o śmierci antywirusa są mocno przesadzone. Część specjalistów twierdzi wręcz, że mają one służyć niektórym producentom do tego, aby wyróżnić się na bardzo konkurencyjnym rynku. To dlatego tak często słyszy się o wyższości pewnych rozwiązań w zestawieniu z „tradycyjnym antywirusem”.

Tymczasem takie oprogramowanie antywirusowe – w rozumieniu ochrony, jaką znaliśmy dawniej – już nie istnieje. Jak ujął to Paweł Jurek, wicedyrektor ds. rozwoju w Dagmie, pojęcie tradycyjnego antywirusa funkcjonuje w przekazach marketingowych na zasadzie „zwykłego proszku do prania”. Żaden z liczących się graczy na rynku nie oferuje czegoś takiego, bo systemy oparte wyłącznie na sygnaturach nie przystają do nowych czasów, w których mamy do czynienia z wieloma różnymi zagrożeniami, także niedotyczącymi złośliwego kodu. Dlatego oprogramowanie wciąż nazywane antywirusem oferuje dużo więcej niż ochronę sygnaturową, która oczywiście wciąż pełni istotną rolę jako jeden z wielu elementów.

Zdaniem Grzegorza Michałka, prezesa zarządu Arcabitu, istnieje analogia pomiędzy dzisiejszymi systemami antywirusowymi a smartfonami. Urządzenia te nie przestały oferować podstawowej usługi telefonicznej, ale stały się przy tym mobilnymi komputerami o wielu możliwościach. Podobnie jak nabywcy smartfonów, klienci szukający nowoczesnego rozwiązania antywirusowego są zainteresowani tym, jak duży jest wybór dodatkowych funkcji.

W zakresie bezpieczeństwa oczekiwania użytkowników świadomych potrzeb ochrony przed dzisiejszymi zagrożeniami nie będą się wiele różnić na rynku konsumenckim i w firmach. Tym, co pod względem wymaganych funkcji oprogramowania antywirusowego różni użytkowników indywidualnych i biznesowych, są możliwości zarządzania wieloma komputerami z zainstalowanym antywirusem. Szeroko rozumiany „biznes” będzie chciał z jednego miejsca i przy użyciu prostego narzędzia zarządzać setkami czy nawet tysiącami punktów końcowych. Wymagane są więc mechanizmy, które korelują i przetwarzają informacje generowane przez oprogramowanie ochronne zainstalowane we wszystkich używanych w firmie komputerach i – coraz częściej – urządzeniach mobilnych.

Zdaniem integratora

•  Łukasz Olczyk, dyrektor handlowy, Vida

Dobrze radzą sobie firmy działające na rynku od wielu lat, ponieważ – zarabiając zarówno na odnowieniach licencji, jak i nowych klientach – uzyskują przyzwoity poziom marży ze sprzedaży oprogramowania antywirusowego. Jeśli sprzedawcy specjalizujący się w rozwiązaniach AV osiągają współczynnik odnowień powyżej 80 proc. i niewielu klientów zmienia dotąd używanego antywirusa, to bardzo trudno jest pozyskać nowych. Dlatego, gdyby ktoś teraz chciał zacząć od zera, opierając swój biznes wyłącznie na sprzedaży oprogramowania antywirusowego, stanowczo bym mu to odradzał. Nie jest bowiem łatwo wyróżnić się na tym rynku w obecnych czasach. Nasza strategia polega na oferowaniu szerokiej gamy produktów od wielu producentów, bo daje nam to możliwość lepszego dopasowania rozwiązania do wymagań klienta i obsłużenia go kompleksowo.