Sprzedaż tonerów i tuszów do drukarek spada – wynika z danych IDC. W 2014 r. konsumpcja materiałów eksploatacyjnych w ujęciu ilościowym skurczyła się nieco o ponad 4 proc. (blisko 14 mln kartridży i tonerów), a wartościowo – o 1,5 proc. Przyczyną była mniejsza sprzedaż produktów przeznaczonych do urządzeń atramentowych. W ciągu najbliższych pięciu lat IDC spodziewa się, że popyt nadal będzie malał. Dotyczy to przede wszystkim tuszów. Tym niemniej nadal jest to duży rynek, o szacunkowej wartości sprzedaży ok. 1,5 mld zł rocznie. Jest więc o co powalczyć.

Dla wielu sprzedawców sporym problemem okazuje się ekspansja tanich zamienników, tzw. klonów, sprowadzanych z Chin. Część tych produktów trafia do oferty w Internecie w cenach, z którymi trudno konkurować większości resellerów. Aby uzmysłowić sobie skalę zjawiska, wystarczy porównać ceny w serwisach e-commerce. Na przykład oryginalny toner do jednej z popularnych drukarek HP kosztuje od 190 do 260 zł, zaś zamiennik znanej polskiej marki można kupić za 40 zł. Nie mówiąc o produktach „no-name” za 20 zł, a nawet za mniej niż 10 zł.

Sprowadzanie najtańszych produktów to stosunkowo prosty biznes. Do Polski przyjeżdża kontener materiałów, które są sprzedawane np. w serwisach aukcyjnych, często bez żadnego wsparcia dla nabywcy. Wprawdzie nierzadko występuje problem z załatwieniem gwarancji, bo importer znika, jednak dzięki niskim kosztom dostawcy takich produktów mogą zejść z ceną poniżej granicy opłacalności dla większości konkurentów.

– Jest coraz więcej sprzedawców działających w ten sposób – zauważa Daniel Dragański, właściciel firmy InkSpot. Jego zdaniem to także skutek redukcji zatrudnienia u dystrybutorów i producentów zamienników.

– Ludzie, którzy zajmowali się materiałami eksploatacyjnymi w takich firmach, zaczynają działać na własną rękę – uważa szef InkSpot-u.