Koniec Bingu, początek gamingu

W 2014 r. sprzedaż sprzętu przenośnego zwiększyła się niespodziewanie o ponad 15 proc., a w 2015 r. jeszcze o kolejnych kilka procent. Przyczyn świetnej koniunktury można upatrywać w bardzo atrakcyjnych cenach sprzętu. Dzięki zastosowaniu okrojonej wersji Windows 7, czyli systemu znanego pod nazwą Bing, którego koszt był symboliczny w porównaniu z pełną wersją „Siódemki”, już same ceny sprzętu w dolarach były atrakcyjne, a za dolara płaciło się wówczas trzy złote… W bieżącym roku Bing już nie jest dostępny, zaś jaka jest cena dolara, wszyscy wiedzą.

W efekcie za komputer, który dwa lata temu kosztował niewiele powyżej 1 tys. zł, dziś klienci muszą zapłacić niemal 1,5 tys. zł. Jak zareagowali na taką sytuację, wiadomo… Jeśli klienci będą uzależniali decyzję o zakupie od ceny, to prawdopodobnie w przyszłym roku należy oczekiwać dalszych spadków sprzedaży. W minionych miesiącach dystrybutorzy nie narzekali na brak komputerów w magazynach, mieliśmy więc do czynienia z redukcjami cen zalegającego towaru. Z rozmów z producentami jednoznacznie wynika jednak, że w przyszłym roku komputery przenośne z nowych dostaw będą raczej droższe niż tańsze. Jedynym sposobem, by klienci kupowali taniej, jest polepszenie kondycji naszej waluty.

Producenci z pewnością woleliby sprzedawać więcej niż mniej, ale kłopoty ze sprzedażą klasycznych modeli (z minimalną marżą) mogą sobie powetować przychodami z tytułu bardzo dużego zainteresowania notebookami gamingowymi. Elektroniczna rozrywka z roku na rok staje się popularniejsza, zaś entuzjaści e-sportu coraz chętniej grają nie tylko na desktopach, ale też na notebookach. A te, jak wiadomo, do tanich nie należą – ceny modeli dla graczy, które cieszą się największym powodzeniem, wynoszą od 6 do nawet 10 tys. zł. O popularności notebooków gamingowych najlepiej świadczy to, że mają je już w ofercie niemal wszyscy producenci, a na pewno ci najważniejsi. Użytkownicy mogą więc wybierać nie tylko wśród notebooków marek ewidentnie kojarzonych z gamingiem, jak Asus czy Acer.

Dawno, dawno temu jeden z zagranicznych dziennikarzy w relacji o Polsce pisał, że to dziwny kraj, w którym brakuje podstawowych produktów spożywczych i obywatele zarabiają grosze, jednak po ulicach jeżdżą głównie zagraniczne auta, a buty dla kobiet w cenie stanowiącej równowartość krajowej pensji nikogo nie dziwią. Teraz w przypadku sprzętu komputerowego można mówić o równie dziwnej sytuacji, gdy klienci rezygnują z komputera za 1,5 tys. zł, bo jest za drogi, a jednocześnie rozchwytywane są konstrukcje cztero- czy nawet ośmiokrotnie droższe…