Teoretycznie sprawy idą w dobrym kierunku. Według analityków BSA w 2015 r. w Polsce odsetek nielegalnych licencji na oprogramowanie spadł do poziomu 48 proc., co stanowi najlepszy wynik w historii badania. I na tym w zasadzie dobre wiadomości się kończą. Z kilku powodów. Po pierwsze wciąż wyraźnie odstajemy od średniej światowej (39 proc.), nie mówiąc o Unii Europejskiej (29 proc.). Po drugie szacowana wartość nielegalnego oprogramowania, jakie zostało wprowadzone na polski rynek w 2015 r., to blisko 450 mln dol., które – przynajmniej częściowo – powinny trafić na konta uczciwych resellerów i integratorów. Co gorsza, nieuczciwi dostawcy software’u świetnie radzą sobie między innymi w sektorze przetargów publicznych, co teoretycznie nie powinno mieć miejsca ze względu na kilka czynników.

Pierwszym z nich jest to, że mówimy o pieniądzach podatników, które z definicji muszą być poza zasięgiem przestępców. Po drugie należałoby oczekiwać, że instytucje państwowe i samorządowe będą dokładnie prześwietlać kupowane komputery pod kątem legalności zainstalowanego na nich software’u. Po trzecie sami dostawcy sprzętu i oprogramowania – zarówno producenci, jak też integratorzy – mogą się wzajemnie kontrolować i zgłaszać wszelkie nieprawidłowości, zaś reakcja organów ścigania każdorazowo powinna być natychmiastowa.

W praktyce na polskim rynku przetargi wygrywają firmy, którymi już od jakiegoś czasu interesuje się prokuratura (więcej na ten temat w kolejnych wydaniach CRN Polska). Przy czym komputery z pirackim oprogramowaniem trafiają nawet do najważniejszych ministerstw. Przykładowo w jednej z warszawskich prokuratur toczy się postępowanie dotyczące przetargu na ok. 2 tys. komputerów dostarczonych wraz z nielegalnym systemem operacyjnym na zamówienie resortu pracy. Oczywiście ofiarą przestępców padają również samorządy, nierzadko na bardzo dużą skalę.

– W jednym z lokalnych urzędów, w którym przeprowadzałem ekspertyzę, w ciągu dwóch ostatnich lat w ramach różnych przetargów dostarczono łącznie 450 komputerów z podrobionymi certyfikatami na oprogramowanie. W sumie w całym urzędzie około 20–30 proc. pecetów to mogły być maszyny z nielicencjonowanym systemem operacyjnym – mówi Krzysztof Janiszewski, właściciel IPR Ekspert, firmy wspierającej producentów i policję w ściganiu przestępców komputerowych.