Trzy fazy: dobry biznes

Dostawcy twierdzą, że otrzymują szczególnie dużo zapytań o UPS-y trójfazowe. Rośnie też ich moc. Modułowe zasilacze do zamontowania w szafie rackowej sprawdzają się w serwerowniach, w których klienci chcą wykorzystać wolne miejsce w stelażu, nie wstawiając urządzenia wolnostojącego. Z kolei trójfazowe zasilacze wolnostojące – w przeciwieństwie do zasilaczy rackowych, chroniących najczęściej wyłącznie serwery i pozostałą infrastrukturę IT – są używane do jednoczesnego zabezpieczania także innych urządzeń i systemów w chronionych obiektach.

Rośnie popularność rozwiązań modułowych, bo tego typu sprzęt ma wiele zalet (zob. ramka obok). Nie oznacza to, że nie pojawiają się zapytania o wolnostojące zasilacze monoblokowe. Wciąż nie brakuje bowiem klientów, którzy chcą wstawić sobie właśnie taką jednostkę zasilającą i obok postawić szafę z bateriami. Bez względu na rodzaj UPS-a świadomy klient będzie dążył do redundancji systemu zasilania gwarantowanego, a bez wątpienia nadmiarowość łatwiej uzyskać przy użyciu rozwiązań modułowych.

W przypadku zabezpieczania systemów monitoringu wizyjnego i innych systemów ochrony fizycznej nie potrzeba dużych mocy, ale często wymagany jest dłuższy czas podtrzymania. Infrastruktura serwerowa może potrzebować zasilania bateryjnego, zwykle do kilkunastu minut, żeby bezpiecznie pozamykać systemy (jeśli zastosowano agregat – wymagane jest tyle czasu, ile trzeba na jego uruchomienie). W instalacjach ochrony fizycznej natomiast konieczne jest zapewnienie dłuższego podtrzymania, by obiekt był chroniony przez cały czas, aż do usunięcia awarii.

Zasilanie gwarantowane stosuje się wraz z rozwiązaniami pamięci masowej, takimi jak system NAS. Dariusz Głowacki twierdzi, że w mniejszych i średnich firmach tego typu urządzenie często jest podstawą systemu informatycznego, zastępując klasyczny serwer. W takim ekonomicznym, bazującym na Linuxie środowisku UPS zabezpiecza więc główne zasoby informatyczne firmy.

Energooszczędność to dziś standard

Wszyscy rozmówcy CRN Polska podkreślają koncentrację producentów na oferowaniu rozwiązań dających realne oszczędności.

Rosnąca presja związana z kosztami energii i coraz większa świadomość jej racjonalnego wykorzystywania, a tym samym wpływu na środowisko sprawia, że na rynku coraz częściej oferuje się urządzenia redukujące koszty zasilania – mówi Sebastian Warzecha, dyrektor handlowy w Everze.

Takich rozwiązań jest coraz więcej na rynku i ma to swoje konsekwencje. Okazuje się, że chociaż energooszczędność jest niezmiennie ważnym kryterium wyboru zasilacza, to wobec postępu, jaki się w tej dziedzinie dokonał, w rozmowach z klientami wydaje się schodzić trochę na dalszy plan.

Pamiętam, jak 10 lat temu do każdej oferty przygotowywało się wyliczenia, jakie oszczędności udaje się uzyskać dzięki wysokiej sprawności zasilacza. Obecnie, gdy każdy producent chwali się wartościami coraz bardziej zbliżającymi się do 100 proc., posługiwanie się tym argumentem nie ma już tak dużego znaczenia – mówi Grzegorz Piekart, kierownik projektu w E-TEC Power Management.

Energooszczędność jest zapewniana na wiele sposobów: producenci starają się dostarczać rozwiązania o jak największej sprawności, umożliwiać kompensację mocy biernej, oferować tryb pracy, w którym zasilacz zużywa mniej prądu na potrzeby własne itp. Do trendu polegającego na oferowaniu jak największej efektywności zasilania dostosowują się wszyscy liczący się w branży dostawcy. O ile dawniej na rynku biznesowym dominowały rozwiązania o współczynniku mocy wyjścia (power factor) na poziomie 0,7, o tyle dzisiaj dostarcza się takie, którym bardzo niewiele brakuje do 1, czy nawet – według zapewnień producentów – modele, które ową jedynkę osiągają.

Dostawcy coraz częściej udostępniają tryb „eco”, w którym sprawność urządzenia osiąga poziom aż 98–99 proc., a więc zużycie energii na potrzeby własne zasilaczy jest minimalne. Tego typu rozwiązanie ma jednak ograniczenia – niezerowy czas przełączania na zasilanie bateryjne lub mniejszą ochronę przed zakłóceniami z sieci. W związku z tym nie wszyscy klienci decydują się na jego uruchomienie. Są jednak tacy, który robią to w przemyślany sposób, uzyskując konkretne oszczędności. Tak dzieje się po wdrożeniach dużych UPS-ów, sprzedawanych do zasilania całych obiektów przemysłowych lub budynków.

Tego rodzaju klienci potrafią liczyć pieniądze i wiedzą, że zastosowanie „ecomode” im się opłaci. Jeśli przykładowo obiekt biurowy funkcjonuje od godz. 8 do 17, to przełączenie w pozostałym czasie zasilacza o mocy kilkuset kilowoltoamperów (kVA) i więcej na tryb energooszczędny przyniesie wymierne oszczędności – mówi Mikołaj Olszewski, członek zarządu ROMI.