Liczba danych w cyfrowym świecie przyrasta w bardzo szybkim tempie. IDC szacuje, że na koniec przyszłego roku będzie ich 45 zetabajtów. Ale to nie jedyny problem, któremu muszą stawić czoła przedsiębiorcy. Niepokojącym zjawiskiem jest tempo rozprzestrzeniania się software’u. Według IDC w latach 2018–2022 na rynku pojawi się 500 mln nowych aplikacji, czyli tyle samo, ile utworzono w ciągu ostatnich czterdziestu lat (1978–2018). Zbyt duża ilość narzędzi oraz danych, a także złożoność kodu sprawiają, że informacje są trudne do odnalezienia, niezrozumiałe i niezweryfikowane.

Jak się okazuje, problemy z opanowaniem cyfrowego chaosu mają nawet osoby na stanowisku data scientist, które ponad 80 proc. swojego czasu poświęcają na żmudne czynności związane z wynajdowaniem, zrozumieniem czy przygotowaniem danych. To ociera się o absurd, tym bardziej że płace we wspomnianej grupie zawodowej wzrosły w Stanach Zjednoczonych o 78 proc., a według serwisu rekrutacyjnego Indeed przeciętna roczna pensja wynosi ok. 131 tys. dol. Specjaliści uważają, że bez zastosowania odpowiednich narzędzi część wysiłków data scientist idzie na marne. Przykład z rynku amerykańskiego pokazuje, że firmy próbują czerpać profity z posiadanych danych, ale nie do końca wiedzą, jak do tego się zabrać. Zresztą potwierdzają to badania New Vantage Partners („2019 Big Data & AI Exec Survey”). Wynika z nich, że aż 72 proc. przedsiębiorstw nie ma kultury pracy z danymi.

Google Maps dobrym wzorem

A zatem żyjemy w erze, w której żądamy coraz szybszego dostępu do informacji, a jednocześnie zróżnicowanie i ilość danych sprawiają, że spełnienie tych oczekiwań graniczy z cudem. Kaycee Lai, CEO i założyciel Promethium, uważa, że w dużej mierze to wina żmudnych procesów ekstrakcji i analizy danych. Cały cykl zazwyczaj składa się z kilku etapów: ustalenia źródła występowania danych, przydzielenia dostępu, integracji, wydzielenia odpowiednich podzbiorów, a następnie zgromadzenia i udostępnienia zasobów.

– Cała operacja może trwać kilka miesięcy, przy czym niestety tak naprawdę nie wiemy, co się dzieje i czy postępujemy prawidłowo. Dopiero po uruchomieniu zapytań możemy zweryfikować wartość danych – mówi Kaycee Lai.

Promethium rozpoczął swoją działalność na początku ubiegłego roku. Jego założyciele mają bogate doświadczenie związane z zarządzaniem danymi, gdyż wcześniej pracowali dla EMC, VMware’a, Electronic Arts, Waterline Data, Huawei i Google’a. Notabene twórcy startupu wzorują swój produkt na jednym z najbardziej popularnych rozwiązań ostatniej z wymienionych firm.

Google Maps bardzo ułatwiło życie kierowcom. My chcemy uprościć pracę przedsiębiorcom w zakresie analityki, skracając proces do dwóch etapów. Pierwszy polega na kierowaniu zapytań do systemu, w drugim zaś Promethium wskazuje użytkownikowi drogę. Nie trzeba już szukać igły w stogu siana, a operacja trwa kilka minut – wyjaśnia Kaycee Lai.