Innym wyzwaniem dla integratorów są często zmieniające się oferty producentów. Postęp technologiczny odpowiada za to, że znacznie skraca się czas życia produktów, a tym samym przydatności certyfikatów. Specjaliści zwracają uwagę, że stosunkowo częste modyfikacje wersji oprogramowania systemowego powodują, iż coraz częściej termin ważności danego certyfikatu jest krótszy niż rok, co w praktyce zmusza ich posiadaczy do nieustannej edukacji.

Mimo wszystko integratorzy nie kwapią się do kolekcjonowania kolejnych certyfikatów, ograniczając ich liczbę do niezbędnego minimum. Odmienną filozofię wyznają producenci. Ich zdaniem zdobywanie świadectw na zmieniającym się rynku IT ma większe znaczenie niż kiedykolwiek wcześniej.

Pracodawcy często przyznają awanse i zatrudniają pracowników na podstawie certyfikatów. Niektóre specjalizacje, w tym cyberbezpieczeństwo i chmura, są w ogromnym stopniu kształtowane przez certyfikacje. Warto podkreślić, że pracownicy z odpowiednim świadectwem potwierdzającym umiejętności zarabiają średnio o 15 proc. więcej od osób nielegitymujących się takowymi dokumentami. Co więcej, uzyskują produktywność wyższą od nich o 20 procent – przekonuje Jewgienij Woronin, Partner Programs and Strategy Lead na region CEE w Microsofcie.

Certyfikaty nie takie dobre, jak je malują

Integratorzy często sceptycznie podchodzą do specjalistów hurtowo gromadzących certyfikaty. Dominik Żochowski, przewodniczący rady nadzorczej Engave, przyznaje, że ma różne doświadczenia z tego typu pracownikami. Oprócz dobrych fachowców pojawiają się też osoby niekompetentne. Pod koniec ubiegłego roku Engave przyjęło do pracy inżyniera IT posiadającego certyfikaty poświadczające wiedzę z zakresu pamięci masowych. Ten świeżo upieczony pracownik musiał jednak korzystać z pomocy stażystów, gdyż nie był w stanie uruchomić macierzy dyskowej, pomimo że posiadał certyfikat jej producenta. Po miesiącu integrator rozwiązał umowę o pracę, aczkolwiek poniósł koszty związane z miesięcznym wynagrodzeniem, a także usługami agencji rekrutacyjnej.

Po tym incydencie zmieniliśmy strategię zatrudnienia. Z kandydatami spotykamy się w laboratorium, gdzie trzeba rozwiązać realny problem. Część osób, kiedy dowiaduje się o sposobie rekrutacji, w ogóle nie przychodzi na spotkanie… – mówi Dominik Żochowski.

Odosobniony przypadek? Niekoniecznie. Paweł Bociąga, prezes Symmetry, przyznaje, że spotkał się z podobnymi sytuacjami, aczkolwiek nie są one nagminne. Podkreśla, że z jego punktu widzenia kluczowe znaczenie ma wiedza praktyczna, a liczba certyfikatów to element drugoplanowy, choć mile widziany.

Wskutek złych doświadczeń firmy IT wychodzą często z założenia, że posiadanie certyfikatu nie zawsze idzie w parze z wiedzą praktyczną i umiejętnościami. To się nie zmieni, dopóki wszyscy producenci z branży informatycznej nie będą z większą powagą podchodzić do szkoleń i procesów certyfikacyjnych. Otrzymanie świadectwa po zaliczeniu testu wielokrotnego wyboru nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem, tym bardziej że w internecie można bez trudu znaleźć arkusze z właściwymi odpowiedziami.

Czasami egzaminy są zdawane przed specjalnymi komisjami, ale przeważnie dotyczy to wysokich stopni certyfikacyjnych, bardzo drogich, a przez to praktycznie niedostępnych na rynku pracowniczym – przyznaje Dominik Wojciechowski.

Czynniki zachęcające do certyfikacji

– podniesienie statusu partnerskiego, co zazwyczaj wiąże się ze zwiększeniem rabatów,
– ułatwienie uczestnictwa w przetargach publicznych,
– wyróżnienie się na tle konkurencji,
– podnoszenie kwalifikacji pracowników.

Czynniki zniechęcające do certyfikacji

– wysokie koszty,
– strata czasu na szkolenia i egzaminy,
– niewielka przydatność certyfikatu,
– niski poziom szkolenia,
– krótki cykl życia certyfikatu.