Powinno być także tańsze (choć z tym obecnie bywa różnie), bo platforma sprzętowa, która ma znacznie większe bariery rozwoju – z uwagi na fizyczne i technologiczne ograniczenia – jest w przypadku SDS mniej istotna. Oprogramowanie zwykle wymaga, aby były spełnione pewne warunki dotyczące architektury, natomiast kwestia tego, kto jest producentem danego komponentu, schodzi na dalszy plan.

A jeżeli dopuszczamy sprzęt różnych producentów, to zwiększa się konkurencja. Co za tym idzie spadają ceny komponentów, a w konsekwencji całego rozwiązania – podkreśla Sławomir Karpiński.

Tradycyjne rozwiązania z zakresu pamięci masowej mają architekturę, której geneza sięga lat 70. Od tego czasu zwiększyła się pojemność i szybkość dysków, pojawiły się dyski flash, przyspieszyły procesory, ale w większości macierzy stosuje się wciąż tę samą architekturę bazującą na dwóch kontrolerach, pamięci cache oraz wykorzystujących strukturę RAID zabezpieczeniach przed utratą danych  wskutek awarii. Dodatkowo macierze różnych producentów niechętnie się ze sobą komunikują, tworząc system silosowy, który z natury rzeczy jest drogi w zakupie, nie wspominając o braku elastyczności. Dlatego w porównaniu z tradycyjnym podejściem SDS daje nadzieję na niższe koszty, większą elastyczność, skalowalność, a przed wszystkim otwartość na przyszłe innowacje.

 

Zdaniem dystrybutora

Sławomir Karpiński, prezes zarządu Connect Distribution

Klienci i integratorzy zainteresowani nowatorskimi rozwiązaniami, do jakich zalicza się SDS, są w zdecydowanej mniejszości. Mam jednak wrażenie, że w obu grupach jest coraz większa otwartość na takie tematy. Standardem wciąż pozostaje podejście oportunistyczne, w którym preferuje się zakup tradycyjnej macierzy jako bezpiecznej, obarczonej mniejszym ryzykiem od rozwiązań innowacyjnych, ale mniej popularnych. Wynika to też z polityki marketingowej wiodących dostawców, którzy chcą promować swoje tradycyjne produkty tak długo, jak rynek będzie w stanie je zaakceptować. Zwłaszcza gdy dany dostawca nie ma w swojej ofercie SDS albo rozwiązania tradycyjne generują wyższą marżę.

Arkadiusz Możdżeń, CTO i członek zarządu ds. rozwoju S4E

Firmy interesują się programowalnymi sieciami, kiedy na przykład chcą ograniczyć koszty połączeń, które wcześniej wykorzystywały MPLS. Dzięki programowalności SD-WAN jesteśmy w stanie zapewnić podobne parametry komunikacji (niezawodność, opóźnienia itp.) przy wykorzystaniu internetu. I to się udaje. Z kolei w przypadku SDS atrakcyjna dla użytkowników końcowych jest możliwość stworzenia takiego środowiska pamięci masowej, w którym da się podłączać platformy sprzętowe od różnych producentów i wszystkim centralnie zarządzać. Nie można jednak mówić jeszcze o wyraźnym dążeniu partnerów i ich klientów do wdrażania rozwiązań, które działają w zupełnie nowy sposób. Jeśli tradycyjny model działa, sporo się w niego do tej pory zainwestowało (chociażby w certyfikaty) i wszyscy na nim zarabiają, to nikt szczególnie nie pali się do zmiany.