Według Wohlers Associates, firmy badawczej specjalizującej się w analizie branży druku 3D, w 2017 r. na świecie zostało sprzedanych łącznie około 530 tys. drukarek 3D. To niewiele w porównaniu z przewidywaniami Gartnera sprzed kilku lat, kiedy to analitycy wieszczyli, że w 2018 r. roku światowa sprzedaż tych rozwiązań powinna sięgnąć ponad 2 mln sztuk. Prognozy te na serio traktowała niemal cała branża. W efekcie na szkoleniach pokazywano resellerom następujące liczby dotyczące wielkości sprzedaży drukarek 3D: 2013 r. – 60 tys., 2014 – ponad 100 tys., 2015 – około 250 tys. Rok 2015 miał być cezurą. W następujących po nim latach sprzedaż miała iść bardzo szybko w górę. Teraz już wiemy, że liczbę ponad dwóch milionów można włożyć między bajki.
 

Paweł Ślusarczyk, prezes CD3D, komentując dane Wohlers Associates za 2017 r., wyraził zdumienie precyzją, z jaką firma podaje ogólny wynik sprzedażowy: dokładnie 528 952 sztuki drukarek 3D. Specjalista podkreśla, że w Polsce, na potrzeby portalu Centrumdruku3d.pl, nie jest w stanie wydobyć jakiejkolwiek oficjalnej informacji na ten temat od działających u nas producentów. Przyznaje jednak, że dane Wohlersa, choć wbrew pozorom zapewne szacunkowe, pozwalają przynajmniej trzeźwo spojrzeć na rynek. I rzeczywiście, mimo dużo mniejszej sprzedaży, niż się spodziewano, wciąż należy postrzegać technologię druku przyrostowego jako atrakcyjną, innowacyjną i przyszłościową dla właściwie wszystkich branż.

Biznes, czyli twarda gra

Obecnie w Polsce mamy blisko 30 producentów drukarek 3D z segmentu niskobudżetowego. Tylu dałoby się wskazać po kilku latach kształtowania się branży w Polsce. To dramatycznie dużo, jak na nasz rynek. Tym bardziej że w tej grupie jedynym producentem, o którym można powiedzieć, że niewątpliwie odniósł sukces i właściwie od początku uciekał pozostałym, jest olsztyński Zortrax, firma znana obecnie na całym świecie. Według oficjalnych informacji ma aktualnie 160 partnerów w 50 krajach na sześciu kontynentach. Wśród liczących się graczy należałoby wymienić poza tym: e-Prototypy (przejęte przez Materialise), 3DGence, Sinterit, ProSolutions czy Ubot.

Niestety, wielu lokalnym producentom drukarek, którzy weszli na rynek na fali gwałtownego wzrostu popularności druku 3D, brakuje profesjonalnego podejścia do biznesu. Wiedza i talent techniczny nie wystarczą, aby dobrze na nim funkcjonować. Równie ważny jest marketing i umiejętność nawiązywania kontaktów biznesowych, w tym tworzenia kanału sprzedaży i dbania o niego. Bartłomiej Jarkiewicz, właściciel firmy dystrybucyjnej MTT Polska i rzecznik prasowy Stowarzyszenia Polskiej Branży Druku 3D, tak podsumowuje wyniki ankiety przeprowadzonej wśród osób z nią związanych i opublikowanej przez redakcję CD3D: „Niestety, jesteśmy dość dużymi indywidualistami ze stosunkowo niewielkim doświadczeniem biznesowym na wolnym rynku (w porównaniu z krajami Europy Zachodniej). Stąd bardzo wiele osób chce budować swoje własne imperia biznesowe bez dzielenia się z innymi. To powoduje niesamowite rozdrobnienie rynku i często zabójczą walkę cenową. Z jednej strony daje to szanse, z drugiej nie pozwala na prawdziwy rozwój producentów, którzy produkują wysokiej jakości sprzęt. Ta sytuacja będzie się zmieniać i albo czeka nas fala bankructw, albo przejęć i fuzji, które stworzą liderów branży”.

Potrzebna dynamika

Mimo kłopotów rynek związany z drukiem 3D w Polsce rozwija się, choć nie tak dynamicznie, jak spodziewano się jeszcze kilka lat temu. Sprzyja temu chociażby spadek cen filamentów i samych drukarek, a także coraz lepsza jakość jednych i drugich. Na rynku dostępnych jest kilkanaście różnych technologii druku przyrostowego, choć najpopularniejszą pozostaje FDM. Klientom biznesowym oferowane są także maszyny działające w technologii laserowego spiekania tworzyw sztucznych – SLS i SLM. Ponadto oferowane są modele wykorzystujące żywice utwardzane laserem (SLA) czy natrysk ciekłej żywicy (Polyjet). To rozwiązania droższe, przeznaczone raczej dla użytkowników doświadczonych, którzy dysponują przemyślaną strategią wykorzystania druku 3D w swoim biznesie. W tej ostatniej grupie na popularności systematycznie zyskują też technologie druku ze sproszkowanych metali, które mają zastosowanie w przypadku profesjonalnych, przemysłowych rozwiązań.

Normą właściwie stało się wprowadzanie na rynek maszyn obudowanych. Zwiększa się także oferowane pole zadruku. Zwykle mierzy ono 20 x 20 x 20 mm. Ale istnieje oferta rozwiązań z polem zadruku o wymiarach 310 x 320 x 510 mm w atrakcyjnej cenie. Jednocześnie jednak specjaliści zwracają uwagę na problem skalowalności produkcji, który zauważają u polskich producentów, z nielicznymi wyjątkami. Dlatego dostawa maszyn w zamówionej liczbie i na czas to jeden z czynników decydujących o dalszym rozwoju w tym segmencie rynku.