Drugi próbował się wyrwać z labiryntu pływających lodów. Zwerbował specjalistów, których przerzucił na statek i zatrudnił w armaturze, aby uratować swój majątek i wartość biznesu. Niestety, stało to się nieco za późno, bo statek za bardzo zapędził się w obszary gór lodowych, aby przy jego wielkości i prędkości manewrowej móc z tej eskapady wyjść bez szwanku. Musiał staranować kilka mniejszych przeszkód, co po informacjach o kłopotach pierwszego ze statków zrobiło na publiczności jak najgorsze wrażenie i wywołało wśród mniej zorientowanych, a bardziej strachliwych panikę, że podzieli los poprzednika. Jest poobijany, to fakt, jeszcze daleko od portu, a straż i urzędy ciągle się go czepiają i musi po kilka razy odpowiadać wszystkim na pytanie, czy nie zatonie. Nawet pojawił się europejskiej klasy armator, który gotów jest – za w miarę godziwą cenę (na pewno wyższą niż cena złomu!) – przejąć kontrolę nad statkiem, aby po drobnym remoncie i liftingu dalej obsługiwać trasy i klientów, którzy już się do niego przyzwyczaili i chyba w dużej części polubili. Wejście statku do większej floty może wywołać efekt synergetyczny i z jednej strony zaostrzyć konkurencję na morzu, a z drugiej podnieść poziom świadczonych usług. Ale flaga i nazwa będą już inne.

Trzeci ze statków płynie śmiało, informując, że choć innych spotykają przygody i kolizje, to on ma na tyle doświadczoną załogę, że problemy dwóch pierwszych jego się nie imają. Straż i urzędy sprawdzały go wielokrotnie i nie wykryły najmniejszych nieprawidłowości, choć nie wiadomo (bo to nie jest podawane), jakie nakłady musiały być poniesione wcześniej, aby taki stan bezpieczeństwa osiągnąć. Dodatkowo armator trzeciego statku informuje, że nie ma zamiaru wchodzić z nikim w alianse ani komeraże, a jeśli już, to będzie dywersyfikować strategię, wybierając nie tylko obsługę rejsów dalekiego zasięgu, ale też i tramping, a nawet rejsy turystyczne i urlopowe. Te charakteryzują się wyższą marżą, choć ten rynek jest na razie mało zbadany. Czy w tym wszystkim jest wiarygodny? Nie mnie oceniać!

 

Konsolidacja - nareszcie!

Co to oznacza w szerszym rynkowym kontekście, jeśli wyżej zarysowany scenariusz zmian zostanie zrealizowany? Według mnie nastąpi konsolidacja rynku (wreszcie!), co zwiększy presję na dostawców, ale też zapewni lepsze usługi resellerom, bo ich znaczenie wzrośnie. „Transatlantyki”, które przetrwają – niezależnie od bandery, pod którą pływają – będą wyznaczały standardy dla całej branży tak, jak miało to miejsce w latach 90. Biznes brokerski zaniknie, a właściwie skurczy się on u dystrybutorów do jednocyfrowych udziałów w całości ich biznesu. Duzi odbiorcy, jak np. telekomy, sieci retailowe i e-tailowe, będą obsługiwani w innym modelu i za inne stawki – tu decydować będą producenci, jaki model będzie dla nich korzystny. Polska w strukturze rynku jeszcze bardziej przesunie się na Zachód, natomiast pozostałe, mniejsze kraje CEE okażą się bardziej „osierocone” niż dziś. Koszty ich obsługi nie będą dłużej pokrywane w rachunku wewnętrznym, chyba że vendorzy będą dopłacać do obsługi i obecności ich produktów na rynkach rozdrobnionych, a nie homogenicznych.

O zwycięstwie w wyścigu „transatlantyków” decydować będzie strategia i to w jej konkretnym wymiarze implementacyjnym, nie komunikacyjnym i PR-owym. Zatem, inaczej mówiąc, na ile trzeci z transatlantyków wypracuje prawdziwą strategię i będzie umiał do niej przekonać rynek, i na ile drugi z transatlantyków, będąc w dużej międzynarodowej grupie, będzie umiał i mógł wybić się na samodzielność i wzmocnić swoje podstawy biznesowe. Obserwacja tej ewolucji będzie na pewno ciekawa.

A co to oznacza dla mnie? Moja dotychczasowa misja wraz z brandem ABC Data dobiega końca. Chyba z pozytywnym rezultatem, bo „transatlantyk”, którego dotychczasowy armator zdecydował się na moje doradztwo, nadal płynie, mimo sztormów i gór lodowych. Właściciel na jego sprzedaży nie straci, a załoga przetrwa. Co ważne, poziom świadczonych dla rynku usług ma szansę stać się lepszy. Czy to trafna wizja? Rok 2019 pokaże!