Plastry na dziury

W dużym uproszczeniu i skrócie typowy schemat postępu w rozwoju układów NAND wygląda tak, że producenci kości skupiają się na tworzeniu coraz cieńszych układów, a projektanci kontrolerów muszą za nimi nadążyć i produkować coraz bardziej efektywnie pracujące urządzenia. To tak, jakbyśmy mieli coraz większe plastry na coraz większe dziury. Ale czy rzeczywiście jest to problem? W zamierzchłej przeszłości, gdy powstały magnetofony kasetowe, mało kto wróżył im przyszłość. Taśma w nich nie dość, że była o połowę mniejsza, to jeszcze przesuwała się dwu- lub czterokrotnie wolniej niż w urządzeniach szpulowych. Fachowcy uważali, że dużo mniejsza ilość domen ferromagnetycznych w taśmie kasetowej uniemożliwi nagrywanie muzyki w wysokiej jakości.

Jednak odtwarzacze kasetowe były coraz lepsze, bo ich mankament stał się bodźcem dla producentów – stosowano coraz bardziej udane nośniki w taśmach (jak chromowe czy metalowe), opracowano systemy poprawiające jakość dzięki redukcji szumu, np. Dolby w kilku generacjach czy DBX. W efekcie osiągnięto bardzo wysoką jakość nagrań. Zdaniem producentów podobną sytuację mamy w przypadku NAND.

Rzeczywiście litografia jest coraz mniejsza, ale to nie jest problemem, bo równolegle powstają coraz lepsze kontrolery. Mamy do czynienia ze zwyczajnym postępem technologicznym, który będzie trwał aż do wyczerpania możliwości konstrukcji NAND – mówi Mirosław Fryzeł, kierownik działu sprzedaży w Wilk Elektronik.

Oczywiście należy pamiętać, że zawsze, zanim nowa konstrukcja ukaże się na rynku, jest bardzo gruntownie testowana i nie trafia do sprzedaży, dopóki nie ma pewności, że będzie działała, jak należy. Przykładem są układy QLC, już dostępne, z tym że nieprędko znajdą się one w dyskach SSD przeznaczonych do pecetów.

Komórki QLC mogą pomieścić aż 4 bity informacji, co oznacza 16 poziomów naładowania tranzystora. Na obecnym etapie rozwoju kości i kontrolerów dyski zbudowane na bazie NAND QLC cechuje bardzo niski transfer, porównywany z tym w tradycyjnych HDD, więc należy poczekać na elektronikę, która podoła wyzwaniu, jakie stawiają kości następnej generacji. Kiedy to nastąpi, nie wiadomo – może za kilka miesięcy, może za kilka lat, a może nigdy. Jak mówi Harry Shen, dyrektor Działu Menedżerów Produktu w firmie Transcend: „nie planujemy wdrożenia dysków z kośćmi QLC w najbliższej przyszłości”.