Wygląda na to, że za spokojną pracę użytkowników komputerów, bez narażania ich na stres związany z potencjalną utratą danych, odpowiedzialni powinni być resellerzy – i to na różnych etapach obsługi klienta. Już na początku winni go poinformować o tym, że każda operacja zapisu zużywa komórki kości NAND, czego ostatecznym efektem może być utrata dostępu do danych. Jeżeli dysk znajduje się we właśnie sprzedawanym nowym komputerze, powinna zostać zainstalowana na nim także aplikacja do weryfikacji stopnia zużycia dysku. Jeśli zaś klient kupuje sam nośnik, należy poinformować go o możliwości pobrania takiej aplikacji z witryny producenta. Również przy każdej interwencji serwisowej (także niezwiązanej z nośnikami danych) resellerzy powinni sprawdzać stopień ich zużycia i w razie potrzeby ostrzegać klientów.

 

Równanie z niewiadomymi

Kiedy nastąpi wyczerpanie potencjału rozwoju kości NAND? Czy będzie to oznaczało koniec rozwoju produktu zwanego w przypadku SSD już całkiem niesłusznie dyskiem twardym czy napędem (bo nie ma w nim przecież żadnych twardych ani wirujących elementów)? A może wręcz przeciwnie – okaże się, że problem był okazją w przebraniu… Tak naprawdę nie wiadomo. Co nie powinno dziwić resellerów z wieloletnim stażem, którzy z pewnością pamiętają intelowskie układy Pentium 4, do których świat pecetów miał należeć przez bardzo długi czas. W pierwotnych zamierzeniach twórców układu potencjał jego rozwoju miał być wprost nieskończony, bo twierdzono, że konstrukcja umożliwi zwiększanie taktowania zegara procesora aż do 10 GHz. Gdyby rzeczywiście tak było, to może co rok układy byłyby przyśpieszane o 1 GHz i do dziś używalibyśmy komputerów z jednordzeniowymi procesorami…