Taką tezę potwierdza przykład Grupy Romi – warszawskiego dystrybutora urządzeń elektrotechnicznych. Spółka nie jest broadlinerem, a raczej VAD-em wspomagającym partnera podczas wdrożeń systemów zasilających, czasem do bardzo nietypowych zastosowań. Jej sztandarowymi produktami są zasilacze marki G-Tec i GT, często wykorzystywane w „nieortodoksyjny” sposób. Zostały one użyte m.in. w gospodarstwie rolnym w okolicach Płońska, gdzie w wielkich kurnikach hoduje się ponad 10 tys. kurczaków. Nadmiarowy system składa się z agregatu prądotwórczego i zasilaczy, a jego zadanie polega na stabilizowaniu działania klimatyzacji. Ponieważ konstrukcja fermy jest specyficzna, kilkuminutowa awaria wentylacji może doprowadzić do tego, że odcięte od tlenu ptaki padną. Budynki gospodarcze znajdują się niemal w szczerym polu – niezawodne zasilanie jest więc kwestią życia i śmierci zwierząt, a co za tym idzie ciągłości biznesu płońskiego rolnika. Opisana sytuacja nie należy oczywiście do odosobnionych – miejsc, w których instaluje się UPS-y marki GT, jest więcej.

Polskie prawo warunkuje konieczność dodatkowego zasilania bram wjazdowych w budynkach przemysłowych, także windy muszą być wyposażone w nadmiarowe systemy dostarczające prąd – mówi Michał Dłużniewski, dyrektor zarządzający Grupy Romi.

Generalnie produkty z tej rodziny można stosować wszędzie tam, gdzie chroni się systemy chłodnicze, wentylacyjne, a także banki czy centra logistyczne. Wykorzystują je też firmy ochroniarskie do zabezpieczania elektrycznego systemów alarmowych. Ich uniwersalność polega na tym, że za ich pośrednictwem można zasilać zarówno komputery w niewielkich biurach, jak i duże serwerownie.