Nie trzeba nikomu przypominać, że rok 2009 nie był łatwy dla branży. Jedni poradzili sobie z recesją lepiej, inni gorzej. Wszystkich jednak zeszły rok czegoś nauczył. Dystrybutorzy szukali oszczędności, ograniczali koszty, reorganizowali się, obserwowali przepływy finansowe i dbali o wzrost efektywności, koncentrując się na swojej głównej działalności. Ci, którzy umieli stawić czoła rzeczywistości, wyszli z tej próby zwycięsko. Byli niestety i tacy, którzy oblali test z zarządzania, o czym świadczą smutne przypadki Pronoksu i Techmeksu.
Jaki będzie dla branży rok 2010? Zdania są podzielone, lecz przeważają opinie, że nie gorszy niż miniony. Część dystrybutorów twierdzi, że sytuacja gospodarcza się ustabilizuje, inni uważają, że wiosną 2010 r. może nadejść kolejna fala kryzysu, która sprawi, że upadną następne firmy. Czy tak rzeczywiście będzie?

Zeszły rok zdecydowanie różnił się od innych lat, charakteryzował się bowiem spadkiem obrotów wielu firm, co na taką skalę nie zdarzyło się od lat. Rynek IT skurczył się o 20 – 30 proc., co jest ewenementem w porównaniu z dojrzałymi krajami Europy Zachodniej, gdzie nastąpiły mniej więcej pięcioprocentowe spadki sprzedaży. Jesteśmy ofiarami ogromnych sukcesów rynku IT we wcześniejszym okresie. Nie wszystkie wówczas nabyte zasoby informatyczne zostały w pełni wykorzystane, a kiedy koniunktura się pogorszyła, decyzje o inwestycjach w wielu przedsiębiorstwach zostały odłożone na później. Ceny już się stabilizują, więc czekanie na lepsze warunki zakupu może być związane tylko z wiarą w umacnianie się złotego.
Byliśmy świadkami kilku bankructw wynikających głównie z przeinwestowania i nierealizowania przez zarządzających podstawowego biznesplanu. Duzi dystrybutorzy zaczęli odpowiednio reagować, czyli ciąć koszty i zwalniać pracowników, ale przede wszystkim właściwie liczyć pieniądze, tzn. obserwować przepływy finansowe oraz koncentrować się na swojej głównej działalności, dzięki czemu powoli odrabiali straty. Firmy dystrybucyjne część kosztów usług przerzuciły na resellerów, którzy z kolei zaczęli się domagać za nie pieniędzy od użytkowników końcowych. Vendorzy dostosowują swoje plany sprzedażowe do popytu istniejącego na rynku, choć długo nie chcieli przyjąć do wiadomości faktu, że rynek nie jest już taki chłonny jak wcześniej. Szukają też ludzi, którzy umieją zarządzać firmą w trudnych czasach.
Podobną sytuację zaobserwujemy w 2010 r. Nie będzie to, wbrew opinii niektórych, rok łatwy i przyjemny, ale jesteśmy już bardziej uodpornieni na negatywne zjawiska i potrafimy sobie z nimi radzić. Niewykluczone, że późną wiosną lub wczesnym latem nadejdzie kolejna fala kryzysu, a odbicia możemy się spodziewać najwcześniej jesienią, w ramach „back to school”.
 
Zeszły rok nie odbił się w negatywny sposób na naszej działalności. Ogólny spadek koniunktury pokazał, że nie było łatwo – z rynku wycofał się jeden z konkurentów, a inni zmagali się z trudnościami. Wahania kursów walutowych wprowadzały spory element niepewności, tym bardziej że były przyczyną ostrożności klienta końcowego w decydowaniu o zakupach. Pocieszające jednak jest to, że nikt nie uległ panice.
Rok 2009 był czasem budowy fundamentów dla sieci sklepów aetka w Polsce, której idea, mimo i dzięki recesji, została dobrze przyjęta zarówno przez producentów, jak i resellerów. Docierają do nas głosy, że kryzys to nie najlepszy moment na budowę nowej sieci sprzedaży. Większość partnerów zrozumiała jednak, że sytuacja rynkowa wymaga nowego spojrzenia i niestandardowych działań. Najważniejsze w minionym roku było zbudowanie stabilnych podstaw sieci, czyli m.in. przygotowanie i wdrożenie kompletnej oferty dla franczyzobiorców oraz obrandowanie kilkunastu sklepów.
Ubiegły rok mocno zmienił postawy konsumentów, którzy poszukują już nie tylko produktów w dobrej cenie i dobrej jakości, ale także dodatkowego wsparcia. W kanale resellerskim przez cały okres obserwowaliśmy wzrostowe tendencje sprzedaży, z większą dynamiką w drugim półroczu. W nowy rok patrzymy z nadzieją: w najbliższym czasie będziemy wprowadzać do oferty kolejne propozycje z obszaru IT. Ponadto uważamy, że kluczowym elementem biznesu w roku 2010 mają szansę stać się usługi serwisowe.
Ubiegły rok był zgodny z naszymi oczekiwaniami. Sprzedaż nieznacznie wzrosła, zyski zaś zmalały. Realizowaliśmy strategię „ucieczki do przodu” przez inwestowanie w nowe obszary rynku – od rozwiązań wirtualizacyjnych (VMware), oferty komponentów komputerowych (m.in. AMD, Intel), produktów wireless & mobility (Motorola) po Security (IBM ISS).
W zeszłym roku zwiększyliśmy zatrudnienie o pięć osób. W 2010 r. planujemy dalsze inwestycje i znaczne zwiększenie obrotów. Rozważamy możliwość otworzenia czegoś na kształt montowni do integracji systemów komputerowych naszych dostawców, głównie IBM-a, co zresztą niejako wymuszają na nas klienci. Zyskujemy na znaczeniu, zaczął nas doceniać zarząd amerykańskiej centrali i w efekcie do Polski popłynie strumień pieniędzy. W sytuacji, kiedy inne firmy z branży mają kłopoty finansowe, Avnet zyskuje dzięki wsparciu ze strony spółki matki. W połowie grudnia 2009 r. z wizytą do Polski przyjechał najważniejszy człowiek w naszej korporacji – Phill Ghallager, Avnet TS Global President. Celem wizyty było przedyskutowanie planów inwestycyjnych w Polsce oraz w regionie CEE, co najlepiej świadczy o uwadze, jaką zarząd centrali poświęca naszemu krajowi, jako liderowi regionu.
Uważam, że najgorszy okres mamy już za sobą. Problemem pozostaje tylko ostrożność w planowaniu inwestycji przez klientów. Najważniejsze, aby więcej ludzi myślało podobnie jak my. Wygra ten, kto się nie przestraszy i będzie działał z pewnym z wyprzedzeniem.
 
Rok 2009 był dla dystrybutorów lekcją pokory w prowadzeniu biznesu. Oczywiście wyzwania skłaniają zawsze do tego, aby poszukiwać nowych rozwiązań. Jeżeli firma ma precyzyjnie określony model biznesowy, a jej strategia jest konsekwentnie realizowana, da sobie radę również w trudnych czasach, a nawet – dzięki oczyszczającym właściwościom kryzysu – wyjdzie wzmocniona. Według mnie kryzys był głównie zdarzeniem medialnym. Faktycznie najbardziej dotknął te branże, które w poprzednich latach funkcjonowały w sposób bardzo rozdmuchany, natomiast reszta gospodarki stosunkowo dobrze się obroniła. Klienci, szczególnie instytucjonalni, planując inwestycje, zaczęli analizować, czy zamierzone wydatki na pewno zwiększą efektywność. Część z tych inwestycji została przesunięta na rok 2010.
W Polsce dzięki popytowi wewnętrznemu sytuacja jest stabilna. Firmy znacząco ograniczały koszty i poprawiały efektywność, pracownicy zwiększyli wydajność, o czym świadczą bardzo dobre informacje z większości spółek giełdowych. Niektóre przedsiębiorstwa zaprzestały działalności, ale rynek nie lubi pustki, więc firmy, które ją zapełniają, jeszcze bardziej dbają o swoich klientów, szczególnie, że są to dla nich nowi odbiorcy i dodatkowe źródła przychodu.
Myślę, że w 2009 r. bilans w branży IT będzie mimo wszystko dodatni, przynajmniej jeśli chodzi o zyski i udziały w rynku, więc nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać. Świadczą o tym również dane makroekonomiczne. Sytuacja w Europie Zachodniej wyraźnie się poprawia, a polski PKB rośnie. W III kwartale zwiększył się o 1,7 proc., prognozuje się, że jego wzrost w IV kwartale i w całym 2009 r. wyniesie 2 proc., a w 2010 – prawie 3 proc. Mówi się, że pod koniec 2010 r. euro może kosztować około 3 zł, a dolar – około 2 zł. Myślę, że 2010 będzie rokiem przełomowym, w 2011 zaś nastąpi nawet 4- lub 5-proc. wzrost PKB.
 
Rok 2009 pozytywnie zaskoczył nas tym, że nie sprawdził się w nim czarny scenariusz przedstawiany przez media. Na szczęście w Polsce mieliśmy do czynienia jedynie ze spowolnieniem gospodarczym, a nie z recesją. Dzięki temu wiele firm, w tym nasza, zwiększyło efektywność, z jednej strony racjonalizując koszty, z drugiej zaś – koncentrując się na najważniejszej działalności przedsiębiorstwa.
W minionym roku obserwowaliśmy duże spowolnienie na rynku instytucjonalnym, ponieważ przedsiębiorstwa zmniejszyły wydatki na IT. Rok 2009 uratowali konsumenci, którzy nie przestraszyli się widma kryzysu. Nastąpił zdecydowany wzrost zakupów dokonywanych przez klientów indywidualnych.
Już w 2008 r. widać było, że część firm nie zdawała sobie sprawy z pogarszającej się sytuacji gospodarczej. Te przedsiębiorstwa, które już wówczas przestały zarabiać, w minionym roku upadły. Druga grupa próbowała przeczekać trudny czas, nie inwestując i przejadając oszczędności. Jeśli w 2010 r. nadejdzie kolejna fala kryzysu, również one mogą sobie nie poradzić. Były też takie firmy, które postanowiły się zreorganizować i dostosować do sytuacji, i tylko te naprawdę zarabiały.
W nowy rok wchodzimy z optymizmem. Jestem ostrożny, jeśli chodzi o pierwsze trzy kwartały, ale uważam, że sprzedaż w całym 2010 r. powinna się kształtować na poziomie notowanej w 2009. Klienci korporacyjni zaczną kupować, jednak prawdopodobnie ożywienie nastąpi dopiero w IV kwartale. Coraz większe znaczenie będzie miała sprzedaż internetowa.
 
Z powodu kryzysu, cięcia kosztów, bolesnego odchudzania, nerwowej sytuacji na rynku walutowym i dwóch bankructw w dystrybucji rok 2009 to chyba najbardziej szary, brutalny i smutny rok w ostatnim dwudziestoleciu.
W 2010 r. sytuacja nieznacznie się poprawi. Może na to wpłynąć wiele czynników. Dzięki Windows 7 i Office 2010 powinien się zwiększyć popyt na sprzęt. Wzmocnienie polskiej waluty spowodowałoby szybsze tanienie sprzętu i jeśli złoty rzeczywiście będzie się wzmacniać, ceny zaczną spadać szybciej niż normalnie. To z kolei niekoniecznie dobrze wpłynie na przychody w branży IT, dystrybutorzy i resellerzy będą więc musieli zwiększyć ilości sprzedawanego oprogramowania i sprzętu. Pozytywnym sygnałem mógłby być wzrost bezrobocia, bo oznacza to brak istotnego nacisku na wzrost płac. To pozwoliłoby utrzymać koszty w ryzach i wygenerować przyzwoitsze zyski.
Wydaje mi się, że wyciągnęliśmy wnioski ze spekulacyjnego osłabienia złotego i, chociaż konsolidacja rynku finansowego jest większa, a spekulacje walutowe nie maleją, umiemy już sobie dawać z tym radę. Dzięki diecie, jaką zaserwował nam kryzys, zaczęliśmy znowu dbać o linię, a to pozytywnie wpływa na kondycję firm. W 2010 r. nadal będziemy zmniejszać koszty, minimalizować ryzyko walutowe
 
Z pewnością miniony rok był stosunkowo trudny dla branży. Chwiejność nastrojów przyczyniła się do wstrzymania wielu decyzji o zakupach przez dużych i małych klientów instytucjonalnych. Sądzimy, że często miało to podłoże wyłącznie psychologiczne. Kilka spektakularnych wniosków o upadłość dużych graczy branży IT podkreśliło grozę sytuacji. Na szczęście zapowiedzi okazały się znacznie groźniejsze niż rzeczywistość. Ze względu na niełatwe warunki rynkowe tym bardziej cieszy fakt, że był to dla nas kolejny rok rozwoju i wzrostu sprzedaży.
W 2010 r. spodziewamy się dalszego zaostrzania walki o klientów, zarówno korporacyjnych, jak i detalicznych, wśród producentów rozwiązań antywirusowych. Rynek detaliczny takich rozwiązań nadal będzie rósł, ale jeszcze szybciej nasilać się będzie na nim konkurencja wśród dostawców. Rozwój Internetu i upowszechnianie się tego typu rozwiązań spowodują prawdopodobnie coraz częstsze oferowanie klientom programów antywirusowych również jako składnika innych usług lub dodatku do kupowanego sprzętu. W dalszej perspektywie, w związku z rosnącą zamożnością konsumentów, możemy spodziewać się zwiększenia roli marki jako kryterium wyboru rozwiązania antywirusowego i zmniejszenia się liczby klientów kierujących się jedynie ceną. To trend korzystny dla producentów o ugruntowanej pozycji, ale również wyższa bariera wejścia na rynek dla nowych graczy.
Od kilku lat spodziewamy się wzrostu wymagań klientów biznesowych i rzeczywiście zainteresowanie bardziej kompleksowymi firewallami i szyfrowaniem danych z roku na rok się zwiększa. Niestety w czasie spowolnienia rozwoju gospodarczego ten proces zachodzi wolniej niż wcześniej prognozowaliśmy. Tymczasem wciąż wiele nawet stosunkowo dużych firm funkcjonuje, nie mając spójnej i realnie funkcjonującej polityki bezpieczeństwa. Widzimy więc duże możliwości rozwoju dla branży, najprawdopodobniej w połączeniu oferty konkretnych rozwiązań z usługami szkoleniowymi czy outsourcingiem zarządzania bezpieczeństwem. Liczymy, że wraz z poprawą nastrojów rynkowych wróci zainteresowanie zaawansowanymi rozwiązaniami z zakresu bezpieczeństwa.
 
Oceniamy rok 2009 jako rewelacyjny pod wieloma względami. Udało nam się uzyskać około 15-proc. wzrost sprzedaży, ale wielkość ta nie oddaje rzeczywistej dynamiki, ponieważ w 2008 prowadziliśmy dział nawigacji GPS, którego już nie mamy. Zwiększenie sprzedaży produktów z naszej podstawowej oferty przekroczyło 40 proc. Innym miernikiem sukcesu jest drugie miejsce na rynku oferowanych przez nas projektorów Sanyo. Ponadto podpisaliśmy dwie nowe umowy dystrybucyjne: z Visio i – na wyłączność – z Qomo.
W naszej branży kryzysu aż tak bardzo nie widać. Przyhamowano trochę duże inwestycje, ale nasycenie rynku produktami prezentacyjnymi i interaktywnymi jest wciąż tak małe, że z optymizmem patrzymy w przyszłość. Obliczyliśmy na przykład, że w polskich szkołach jest około 350 tys. pracowni (to ostrożne szacunki), a w większości nadal brakuje tak podstawowego sprzętu, jak projektor i ekran, o tablicy interaktywnej i wizualizerze nie wspominając. Dlatego uważamy, że 2010 będzie kolejnym udanym rokiem.
 
Ubiegły rok okazał się nie taki zły, jak się spodziewano. W konsekwencji wzrostu kursów i przekraczania budżetów złotówkowych w I kwartale nastąpiło załamanie sprzedaży, bo odbiorcy wycofali się z wielu projektów. Później zaczęła powoli rosnąć, ale oceniano tę tendencję bardzo ostrożnie i z dużą nieufnością. Rok 2009 należy jednak uznać za dobry, choć trudny okres.
Był to rok m.in. ochrony baz danych i portali webowych, zapobiegania wyciekom informacji (DLP), Content Security w modelu SaaS, rozwiązań wspierających środowiska wirtualne i wirtualizację bezpieczeństwa oraz innowacyjnych rozwiązań Next Generation Firewall. W tych właśnie obszarach dostrzegamy potencjał dalszego dynamicznego wzrostu sprzedaży w nadchodzących kwartałach. Zamierzamy je promować, edukując zarówno integratorów, jak i użytkowników końcowych.
Znacznie wzrosła liczba nowych partnerów zainteresowanych zaawansowanymi rozwiązaniami bezpieczeństwa i sieciowymi, które dystrybuujemy. Wielu z nich to duże firmy szukające nowych obszarów, w których mogłyby się specjalizować, korzystając jednocześnie z dotychczas zbudowanych relacji z odbiorcami.
Spodziewamy się, że rok 2010 będzie jeszcze lepszy, ale przede wszystkim łatwiejszy od minionego, z większym potencjałem drzemiącym w nowych, dochodowych niszach, czego życzymy wszystkim naszym partnerom!
 
Obecne ochłodzenie klimatu gospodarki światowej nie mogło nie wpłynąć na rynek IT w Polsce. Początek 2009 r. był okresem spektakularnych spadków przychodów. Jednak specyfika rynku i tempo rozwoju rozwiązań IT pozwala nam na ostrożny optymizm.
W zeszłym roku widać było znaczne zahamowanie popytu na sprzęt IT. Powodów, które wystąpiły praktycznie jednocześnie w pierwszym półroczu, było kilka: sezonowy spadek popytu, znaczny wzrost kursu dolara, co spowodowało podwyżkę cen, oraz zmniejszenie liczby zamówień w wyniku kryzysu gospodarczego. Przyniosło to gwałtowny spadek sprzedaży, szacowany na 20 – 30 proc. (rok do roku). Wzrost cen zakupu spowodował redukcję marż, ponieważ dostawcy starali się za wszelką cenę pozbyć towaru, co przy spadku popytu wymuszało korekty marży.
Duże firmy, w tym także spółki giełdowe, padły ofiarą różnic kursowych, zostały bowiem zmuszone do realizowania wcześniej zawartych kontraktów na pierwotnych warunkach, mimo że ceny sprzętu znacznie poszły w górę. Miały do wyboru płacić kary umowne lub wywiązywać się z umów, ponosząc poważne straty. Ciosem dla czołowych dostawców sprzętu IT w Polsce był koniec dużych przetargów na dostawy sprzętu w programach rządowych, głównie związanych z informatyzacją szkół, które były motorem napędowym branży w poprzednich latach.
2009 r. był dla dostawców sprzętu okresem minimalizacji strat. W czasie kryzysu cykl wymiany sprzętu został znacznie opóźniony lub wręcz zatrzymany. Jednak taka sytuacja nie może trwać wiecznie. Rozwój techniki i oprogramowania wymusza wymianę sprzętu informatycznego w cyklach mniej więcej trzyletnich. Wkrótce można się więc spodziewać wzmożonych zakupów urządzeń IT, ponieważ nie da się ich odkładać w nieskończoność.
W 2010 r. przewidujemy dalsze prace nad rozwiązaniami mobilnymi i wzrost znaczenia Internetu w sprzedaży detalicznej.

 
Miniony rok był trudny. Mimo to zamknęliśmy go – tak jak planowaliśmy – ok. 20-proc. wzrostem sprzedaży w stosunku do 2008. Dla przyszłości firmy ważniejsze jest jednak, że uniknęliśmy redukcji pracowników, która dotknęła wiele innych firm z branży.
Szum medialny wokół kryzysu wykorzystały instytucje finansowe, takie jak Hermes czy Coface, które obniżały limity kredytowe, aby ograniczyć ryzyko. Banki i firmy, które ubezpieczają kredyty kupieckie, podnosiły marże. Dobra kondycja finansowa naszego przedsiębiorstwa, brak zadłużenia w opcjach walutowych i kontrola kosztów, a szczególnie efektywności działania dały nam dobry rating płatniczy, dzięki czemu uniknęliśmy kłopotów z partnerami handlowymi i finansowymi.
2009 był rokiem klienta końcowego. Konsument mógł przebierać w towarach i szukać produktów o najlepszym stosunku jakości do ceny, co było przyczyną znacznej erozji marż w 2008 roku. Jednocześnie był to rok nowych możliwości – pozyskaliśmy dystrybucję produktów Razera i Steelseries.
W 2010 r. będziemy nadal zacieśniać współpracę z partnerami, a także rozbudowywać platformę sprzedaży internetowej b2b oraz program wspierający sprzedaż partnerów handlowych b2c. Optymistycznie zakładamy, że nastąpi wzrost zbytu i będziemy pomagać partnerom w realizacji ich zamierzeń.
Liczę, że rozpoczynający się rok będzie okresem powolnego odbudowywania zaufania na rynku finansowym, co na pewno pomoże w rozwoju naszej branży. Jeżeli złoty umocni się poniżej granicy 4 zł w stosunku do euro – a wiele na to wskazuje – to produkty będą tanieć, co powinno zwiększyć popyt i wpłynąć na ilościowy wzrost sprzedaży. Jeżeli tak się nie stanie, każdy z resellerów, aby bezpiecznie funkcjonować, powinien rozwijać ofertę o nowe wyroby, grupy asortymentowe oraz nowe usługi.
 
Kryzys spowodował spore zmniejszenie obrotów. Tego faktu nie przyjmują do wiadomości niektóre firmy i wciąż liczą na realizację planów wzrostu opracowanych rok temu. Nie warto udawać, że nic w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy się nie zdarzyło. Należy zaakceptować rzeczywistość i dostosować do niej koszty oraz sposób dalszego postępowania. Zadaniem zarządzających jest zminimalizowanie prawdopodobieństwa zaistnienia „najgorszego przypadku”. Nie wolno zatem tworzyć irracjonalnych planów, niemających nic wspólnego z realiami, trzeba odwzorować rzeczywistość, przyjmując jednocześnie margines bezpieczeństwa na wypadek, gdyby przyszłość okazała się gorsza od naszych przewidywań. Dzięki takiemu podejściu zakończymy rok zgodnie ze planami, w których zakładaliśmy brak wzrostu lub niewielkie spadki obrotów pewnych producentów i jednocześnie dodatkową sprzedaż dzięki nowym kontraktom (CheckPoint, Trend Micro, IBM Software, IBM ISS, Motorola Broadband, Motorola Home & Networking, Avaya). Dzięki takiemu planowaniu tylko prawdziwy kataklizm zmusi przedsiębiorstwo do szukania dalszych oszczędności.
Zakładamy, że rok 2010 nie będzie gorszy niż 2009. Nie spodziewamy się istotnego wzrostu sprzedaży. Jeśli się jednak mylimy, będziemy mieć więcej pieniędzy do dyspozycji. Gorszy scenariusz również bierzemy pod uwagę i staramy się przygotować na taką ewentualność, by nawet spadki obrotu o kilkadziesiąt procent naszej firmie nie zaszkodziły.
Niewątpliwie dobre prognozy pomogą gospodarce. Działają jak samospełniająca się przepowiednia: wszyscy mówią, że kryzys się kończy, klienci zatem przestają się go obawiać, więcej kupują, a wzrost popytu sprawia, że firmy zaczynają więcej produkować itd. Wydaje się, że problemem w 2009 r. nie był brak pieniądza, lecz fakt, że został on w kieszeniach, gdyż wszyscy woleli wstrzymać się z wydatkami i zobaczyć, jak sytuacja się rozwinie. Wiele firm zdecydowało się poczekać na lepsze czasy, nawet jeśli faktycznie mogły inwestować.
 
Miniony rok – ze względu na kryzys gospodarczy – był czasem próby i testu z zarządzania dla wszystkich podmiotów gospodarczych, w tym również dla dystrybutorów IT. W tym okresie mieliśmy do czynienia z dużymi wahaniami popytu, co uczyniło rynek wyjątkowo nieprzewidywalnym dla wszystkich graczy. Ta sytuacja zweryfikowała dotychczasową politykę handlową firm oraz stosowane przez nie procedury wewnętrzne. Przypomniała również o znaczeniu takich wartości, jak rzetelność i wiarygodność, a także o konieczności ustalenia jasnej strategii rozwoju, koncentracji na podstawowym biznesie oraz ciągłej pracy na rzecz doskonalenia wszystkich obszarów zarządzania nim.
Patrząc z perspektywy zakończonego roku, możemy uznać, że nasza spółka udowodniła, iż jest bardzo dobrze przygotowana do działania w wyjątkowo trudnych warunkach. Z pewnością duże znaczenie miał fakt, że nie jesteśmy uzależnieni od poszczególnych segmentów rynku i określonych rozwiązań. Mamy liczną i koncentrującą się na różnych obszarach grupę partnerów, z którymi codziennie przeprowadzamy transakcje handlowe. Jednocześnie nasz wskaźnik SGA jest najniższy na rynku, co oznacza, że jesteśmy przygotowani na wahania popytu. O efektywności AB świadczą rekordowe wyniki za rok finansowy 2008/2009 dotyczące zarówno przychodów, jak i wypracowanego zysku netto, który był wyższy o ponad 70 proc. od osiągniętego w roku poprzednim. Dobra passa utrzymuje się w nowym roku finansowym. W III kwartale 2009 – w nadal bardzo trudnych warunkach rynkowych – osiągnęliśmy 26-proc. wzrost zysku w stosunku do zanotowanego w 2008.
W 2010 roku spodziewamy się uspokojenia sytuacji, co nie zwalnia z dalszego wysiłku na rzecz efektywnego zarządzania przedsiębiorstwem. Rynek nadal będzie trudny i wymagający. Dlatego dziś bardzo ostrożnie podchodzimy do wypowiedzi analityków i mediów wieszczących koniec kryzysu oraz rychłe nastanie ery zakupów. Chcemy skupić się na naszym biznesie – rozwijać nowe usługi, m.in. e-commerce, i bardzo uważnie obserwować rynek.
 
2009 był dla nas dobrym rokiem. Przyczynili się do tego partnerzy, którzy zdecydowali się poszerzać asortyment o nowe, często zaawansowane rozwiązania. Osiągnięty wzrost sprzedaży zawdzięczamy innowacyjnemu podejściu: połączeniu doradztwa technicznego ze wskazywaniem wartości biznesowych wynikających z zastosowania oferowanych przez Veracomp produktów.
W naszej ocenie miniony rok należał do firm, które potrafią budować popyt, uświadamiając użytkownikom potrzeby, których wcześniej nie dostrzegali. Partnerzy posiadający tę umiejętność cieszyli się większą lojalnością klientów, bo najważniejszą wnoszoną przez nich wartością było… doradztwo (a nie sprzedaż). Takie podejście wymaga jednak sporej wiedzy. Chcąc oferować naszym partnerom mocne wsparcie, położyliśmy duży nacisk na zdobywanie wiedzy technicznej i biznesowej.
W 2009 r. największą popularnością cieszyły się systemy audiowizualne, digital signage i szybko rozwijające się systemy zarządzania dokumentami, tj. DMS. Klienci, szczególnie samorządowi, decydowali się również na systemy bezpieczeństwa. Będziemy w dalszym ciągu inwestować w poszerzanie wiedzy przez pracowników, portfel zaawansowanych i niszowych produktów oraz – co najważniejsze – w zacieśnianie współpracy z partnerami.
W 2010 r. dalsze podwyżki cen energii spowodują wzrost zainteresowania Green IT. Przemyślane zakupy mogą przyczynić się do redukcji kosztów eksploatacji sprzętu o kilkadziesiąt procent, warto więc zwracać na to uwagę użytkownikom. Klienci będą coraz częściej decydować się na BPO, czyli outsourcing procesów biznesowych, co oznacza wzrost popytu na rozwiązania Call Center i Unified Communication. Przewidujemy również duże zainteresowanie systemami do zarządzania infrastrukturą i optymalizacji procesów – wynika to z konieczności poprawy konkurencyjności przedsiębiorstw zarówno w zakresie kosztów, jak i efektywności operacyjnej. Firmy szukają również sposobów na lepsze wykorzystanie kupionego wcześniej sprzętu, dlatego rozwija się m.in. rynek wirtualizacji.
 
Przez pierwsze trzy kwartały zeszłego roku nabywcami byli głównie, co dość zaskakujące, klienci indywidualni. Ich zainteresowanie inwestycjami nieco się zmniejszyło w ostatnim kwartale. Niewykluczone, że do takiej eksplozji zakupów przyczyniły się banki, które zaczęły finansować konsumentów na większą skalę niż pod koniec 2008 r., choć ceny rosły szybciej niż normalnie. Mimo to, w 2009 r. nie nastąpił wyraźny wzrost sprzedaży ani w okresie komunijnym, ani podczas „back to school”. Rynek ożywił się natomiast dzięki premierze Windows 7.  W 2009 r. nie kupowali klienci instytucjonalni, ale w końcu muszą zacząć.
Generalnie branża IT ma się dość dobrze. Dla przedsiębiorstw najważniejszy jest obecnie wynik netto. Starają się koncentrować na wzroście efektywności: wszystkie transakcje stały się dużo bardziej racjonalne niż były wcześniej, a zarówno dystrybutorzy, jak i dostawcy zrezygnowali z wielu takich, które nie miały sensu. Cieszy, że relacje między vendorami a dystrybutorami są coraz bardziej fair.
W tych trudnych warunkach gospodarczych radzimy sobie lepiej niż cały rynek. Mamy bardzo dobre wyniki finansowe: w 2009 r. odnotujemy rekordowy zysk netto, choć przychody rok do roku skurczyły się po trzech kwartałach, a w całym 2009 r. sprzedaż będzie niższa niż w 2008. Tym samym udowadniamy, że da się świetnie żyć z klasycznej dystrybucji, nie trzeba wcale szukać nowych kanałów czy rozpoczynać sprzedaży detalicznej. Zresztą salony detaliczne, oprócz tych największych, są dzisiaj w nie najlepszej kondycji, a ich otwieranie obecnie to w ogóle dość ryzykowny pomysł.
W 2010 roku nie należy spodziewać się cudów. Można spotkać się z opiniami, że rynek się wreszcie odbije i nastąpi zdecydowany wzrost sprzedaży. My ostrożnie prognozujemy dla branży IT kilkuprocentowy wzrost.
 
Ostatnie 15 – 18 miesięcy dało się we znaki całej branży. Zawirowania tego okresu, spadek koniunktury, przejęcia, fuzje i upadki działających w Polsce przedsiębiorstw z sektora ICT w pewnym sensie oczyściły rynek, pozostawiając na nim sprawne firmy, potrafiące działać nie tylko w okresie wzrostu popytu, ale także w sytuacji znacznego spowolnienia gospodarczego. Jest to oczywiście dobra informacja dla klientów, partnerów oraz dystrybutorów, gdyż dostawcy i odbiorcy rozwiązań IT, którzy pozostali na rynku, zreorganizowali się, uzyskali nowe kompetencje, uruchomili nowe linie produktowe i są na pewno stabilniejsi, bo zweryfikowani przez rynek.
Mamy nadzieję, że my również odpowiednio wykorzystaliśmy ten czas, pozyskując nowych dostawców, nowe umiejętności, nowe rynki oraz nowych pracowników, co z pewnością wpłynie na dalszą poprawę poziomu współpracy z partnerami biznesowymi. Z coraz większym powodzeniem współdziałamy z zagranicznymi partnerami. Ponadto z początkiem roku wprowadzimy do oferty dystrybucyjnej produkty nowych dostawców, co powinno być dobrą informacją dla resellerów, gdyż będziemy systematycznie i aktywnie wspierać, rozbudowywać oraz edukować kanał sprzedaży. W nowy rok powinniśmy więc wchodzić z pozytywnym nastawieniem. Mamy nadzieję, że dzięki lepszym wynikom w ostatnich miesiącach 2009 r. nastroje i popyt na rynku IT od początku 2010 będą się poprawiać, że będą uruchamiane nowe inwestycje i realizowane wcześniejsze projekty.
 
Jako dystrybutor akcesoriów komputerowych, obserwowaliśmy w ubiegłym roku wzrost zainteresowania produktami o oryginalnym wzornictwie przeznaczonymi dla kobiet i młodych ludzi szukających czegoś oryginalnego, akcesoriami i konsolami do gier, dyskami zewnętrznymi oraz akcesoriami do notebooków. Spadało natomiast zainteresowanie częściami i akcesoriami do komputerów stacjonarnych, przewidujemy, że ta tendencja będzie się utrzymywać w 2010 r.
Dla naszej firmy rok 2009 był przełomowy, gdyż w żadnym z poprzednich 12 lat jej istnienia nie osiągnęliśmy tak wielu strategicznych celów. Zdobyliśmy kolejnych, dużych klientów, poszerzyliśmy ofertę, pozyskaliśmy nowe, strategiczne dla nas marki – Mad Catz i Razer, dzięki którym poszerzyliśmy rynek zbytu.
Miniony rok był ciężki dla branży, ale jak ciężki okaże się w sprawozdaniach finansowych firm w 2010 r. Jak wiadomo, w okresie kryzysu niektóre przedsiębiorstwa tracą, inne zyskują i tak się właśnie dzieje obecnie w branży IT. Na rynku nastąpiło przetasowanie, część graczy wycofała się z biznesu, skorzystały na tym inne firmy, które pozyskały nowe rynki i prawo do dystrybucji kolejnych marek. Większość przedsiębiorstw szukała dla siebie niszy, która miała być remedium na kryzys.
Obawiam się, że w 2010 r. branżę czekają jeszcze małe wstrząsy i kilka kolejnych firm odejdzie w niebyt. Czy najgorsze już za nami? Nie jestem pewien. Według czarnego scenariusza wysokość sprzedaży w styczniu nas rozczaruje. Odczujemy efekty zwolnień i kończących się odpraw dla pracowników. Firmy, które w 2009 r. poniosły straty, ale przetrzymały go w nadziei na dobry wynik w IV kwartale i koniec recesji w 2010 r., mogą się przeliczyć, a banki, które też mają problemy, będą coraz trudniejszymi partnerami w biznesie.
Moim największym życzeniem na nowy rok jest, by złotówka powoli się umacniała, bo spowoduje to spadek cen i pobudzi popyt. Myślę, że jeżeli waluty będą w miarę stabilne, po wakacjach będziemy mogli pomachać kryzysowi na pożegnanie.