NVMe – czarny koń pamięci SSD

Od początku produkcji urządzeń SSD z interfejsem dysków SATA/SAS było wiadomo, że to tylko etap przejściowy. Interfejsy te cechuje bowiem wiele ograniczeń w zakresie transferu danych, a wśród nich najbardziej znaczącym jest limit prędkości. Dlatego już dekadę temu rozpoczęto prace zarówno nad nowym protokołem transmisji danych, jak też interfejsem urządzeń. Dzięki temu powstał protokół NVMe (Non-Volatile  Memory Express) oraz interfejs M.2, który umożliwia podłączenie pamięci flash bezpośrednio do magistrali PCIe.

Jednym z podstawowych ograniczeń dysków twardych jest to, że w danym momencie są w stanie przetwarzać tylko jedno żądanie (głowica dysku nie może znajdować się w dwóch miejscach w tym samym czasie), a więc transfer danych ma charakter sekwencyjny. Dlatego też interfejsy stosowane w dyskach w ogóle nie przewidują możliwości równoległego przesyłania większej ilości danych, z czym nie ma żadnego problemu w przypadku pamięci flash. Tam w jednym cyklu teoretycznie możliwe jest wykonanie nawet 64 tys. żądań odczytu, do czego jeszcze dziś nie są gotowe same procesory, magistrale komputerów ani aplikacje – więc mamy duży zapas.

W środowiskach firmowych, gdzie serwery i pamięci masowe będą wyposażone w nośniki NVMe, wąskim gardłem natychmiast okaże się infrastruktura sieciowa. Dlatego już dwa lata temu zaprezentowano pierwszą wersję protokołu sieciowego NVMf (NVM Express over Fabrics), który będzie w pełni zgodny z protokołem NVMe i w żaden sposób nie będzie ograniczał wydajności tych nośników. Obecnie sterowniki większości nowych kart sieciowych są już zgodne z NVMf, więc gdy te nośniki zaczną zyskiwać należną im popularność, nie powinno być kłopotów z ich implementacją.

Paweł Śmigielski
dyrektor regionalny na Polskę oraz Europę Środkowo-Wschodnią, Kingston Technology

W drugiej połowie 2016 r. i przez cały 2017 r. brakowało chipów NAND, które stanowią podstawę dysków SSD. Skutkowało to wzrostem cen nośników flash, który wymusił wręcz powrót na rynek dysków o pojemności 120 GB, wycofanych już wcześniej z portfolio producentów, bo klienci zdecydowani na przyspieszenie pracy swojego komputera nie chcieli wydawać dużych kwot na pojemniejsze dyski. Tymczasem na początku bieżącego roku okazało się, że mamy nadprodukcję kości pamięci, która tylko w pierwszym kwartale doprowadziła do obniżenia cen nośników o 30 proc., a tych o najmniejszej pojemności nawet o 40 proc. Co więcej, spodziewamy się kolejnych obniżek i szacujemy, że ceny na koniec roku będą o połowę niższe niż pod koniec ubiegłego.