Dobór nośników pamięci masowych wykorzystywanych obecnie przez użytkowników domowych i w małych firmach jest raczej przypadkowy. W nowo kupowanych komputerach pojawiają się dyski HDD i SSD, w aparatach fotograficznych mamy karty SD, w telefonach – microSD. Każda osoba ma zazwyczaj kilka lub kilkanaście pendrive’ów zawierających mniej lub bardziej uporządkowane pliki. Z reguły zgromadzone dane nie są objęte żadną strategią przechowywania i zabezpieczania. Jeśli więc ich użytkownik z natury nie jest pedantyczny, mamy do czynienia z „zarządzaniem przez chaos”, co stanowi obecnie najpopularniejszą metodę radzenia sobie z cyfrowymi zasobami.

Jednak to właśnie prywatni użytkownicy generują objętościowo najwięcej danych – zdecydowanie więcej niż małe i średnie firmy (w przeliczeniu na jednego pracownika). Oczywiście, największą objętość mają zdjęcia i filmy, zarówno te nagrane samodzielnie, jak i pobrane – legalnie lub nie – z internetu. Zapewnienie miejsca do przechowania tak dużej ilości informacji, ale też ich odpowiednie zabezpieczenie przed utratą staje się dużym wyzwaniem.

Resellerzy z wartością dodaną mogą zaproponować klientom kilka rodzajów działań, dzięki którym przechowywanie i zapewnianie ochrony ich plików będzie prostsze, bardziej komfortowe, a czasami wręcz tańsze niż stosowane dotychczas metody. Bardzo ważne jest jednak poznanie potrzeb klienta i wspólne opracowanie sposobu przechowywania danych oraz dobór adekwatnych narzędzi – nośników i oprogramowania do backupu.

Nośniki na dane zimne i gorące

Podobnie jak duże przedsiębiorstwa, użytkownicy indywidualni i mikrofirmy mają dane określane jako „hot” i „cold”. Te gorące to pliki, nad którymi obecnie pracują bądź które zostały wytworzone ostatnio i często są używane. Do danych zimnych należy zaliczyć wszystkie informacje, po które sięga się bardzo rzadko lub wcale, ale są przechowywane „na wszelki wypadek”. Podział danych według tego kryterium jest dość prosty, a ze statystyk wynika, że te gorące z reguły zajmują mniej niż 10 proc. całego repozytorium użytkownika.

Spadające od lat ceny nośników SSD sprawiły, że stosowanie dysków twardych do przechowywania systemu operacyjnego, aplikacji oraz na bieżąco przetwarzanych danych przestało już mieć sens. Pamięć flash wygrywa przede wszystkim dzięki wyższej o kilka rzędów wielkości wydajności, ale też mniejszemu poborowi prądu i znacznej odporności na wstrząsy, co ma szczególne znaczenie w przypadku laptopów. Pojemności dysków SSD nadal są jednak relatywnie niewielkie (obecnie najczęściej kupowane są nośniki mające 250 i 500 GB), dlatego należy polecać klientom zwykłe twarde dyski do przechowywania danych archiwalnych i plików multimedialnych. Ich odczyt następuje rzadko, a w przypadku odtwarzania filmów ma charakter sekwencyjny, więc nie jest potrzebna tak duża wydajność, jaką zapewniają nośniki półprzewodnikowe. Najlepiej zatem rekomendować klientom korzystanie z dwóch rodzajów nośników. W komputerach stacjonarnych instalacja dwóch dysków nie stwarza problemu, a w przypadku laptopów warto polecić model umożliwiający instalację dysku SSD w postaci modułu M.2 i zwykłego mechanicznego napędu z interfejsem SATA.

Sprzedając klientowi nowy komputer, należy także upewnić się, czy urządzenie zapewnia współpracę z nośnikami SSD zgodnymi z protokołem NVMe (nie mają z tym problemu wszystkie nowe modele, ale starsze komputery oraz wyposażone w interfejs inny niż M.2 mogą nie być kompatybilne z protokołem NVMe). To ważne, ponieważ dzięki temu standardowi wyeliminowano ostatnie wąskie gardło istniejące w architekturze komputerów – komunikację przez wolny interfejs między nośnikiem danych a magistralą. Popularny do tej pory interfejs SATA nie przewidywał równoległego przesyłania dużej ilości danych. Głowica dysku nie może znajdować się w dwóch miejscach w tym samym czasie, więc transfer danych w tym przypadku ma charakter sekwencyjny. Tymczasem w jednym cyklu dostępu do pamięci NVMe teoretycznie możliwa jest realizacja nawet 64 tys. żądań odczytu, do czego dziś nie są jeszcze gotowe ani procesory, ani magistrale komputerów, ani aplikacje. A zatem teoretycznie pamięć NVMe zapewnia wydajność na zapas.