Poziom wirtualizacji serwerów w naszym kraju sięga około 90 proc. Nie oznacza to, że wkrótce nastąpi schyłek rozwoju tej techniki, tym bardziej że wirtualizacja nie ogranicza się przecież do tworzenia w nieskończoność wirtualnych serwerów. Ciekawe perspektywy dla integratorów rysują się w takich segmentach rynku jak chociażby VDI. Wprawdzie od dawna pokładano w tym rozwiązaniu wielkie nadzieje, ale popyt ze strony biznesu cały czas jest daleki od oczekiwań dostawców. Do tej pory wirtualne desktopy najczęściej stosowane były przez wielkie koncerny, które potrafiły docenić niższe koszty zarządzania, a także możliwość lepszego wykorzystania sprzętu komputerowego. Tymczasem boom na zdalną pracę powinien w dalszej perspektywie przyczynić się do wzrostu zapotrzebowania na wirtualne desktopy także wśród mniejszych przedsiębiorstw i urzędów.

Kolejnym rozwojowym obszarem jest wirtualizacja sieci, która otwiera duże możliwości przed integratorami sprzętu. Przedsiębiorstwa w czasie pandemii stanęły przed niełatwymi wyborami, a także przed koniecznością przedefiniowania polityki bezpieczeństwa środowisk wirtualnych. Nie jest to szczególnie trudne zadanie, aczkolwiek zwirtualizowana infrastruktura kryje kilka pułapek.

Największe atuty wirtualnych maszyn, takie jak łatwość tworzenia i migracji, bardzo szybko stały się przekleństwem specjalistów od bezpieczeństwa. Na fizycznym serwerze x86 może być uruchomionych nawet kilkaset maszyn wirtualnych, a wtedy komunikacja między nimi wymyka się spod kontroli. Na szczęście istnieje szeroka gama rozwiązań służących do zabezpieczania wirtualnego środowiska.

– Dostawcy przywiązują dużą wagę do zapewnienia bezpieczeństwa na każdym poziomie systemu wirtualizacyj-nego. VMware chroni całe środowisko, począwszy od najmniejszych komponentów, takich jak karta sieciowa, przez serwery po centra danych. Większość tych mechanizmów znajduje się w podstawowych wersjach oprogramowania – zauważa Jakub Niepsuj, Independent Software Veeam & VMware Team Leader w Tech Dacie.

Eksperci od wirtualizacji i bezpieczeństwa przyznają, że największym problemem w walce z hakerami jest nie brak narzędzi, lecz niewiedza użytkowników oraz niezrozumienie działania mechanizmów. To akurat dobra informacja dla integratorów, którzy sprawnie poruszają się w tym segmencie rynku.

Wirtualne desktopy pod specjalną ochroną

Wraz z wybuchem pandemii setki tysięcy firm z dnia na dzień oddelegowały swoich pracowników do pracy zdalnej. Sytuacja uniemożliwiła wdrożenie zaawansowanych narzędzi, więc przedsiębiorstwa uruchomiły prowizoryczne rozwiązania. Jednak z biegiem czasu przynajmniej część z nich rozszerzy swoją infrastrukturę o elementy, które zwiększają możliwości zdalnego korzystania z plików, aplikacji i danych. Szczególnie skuteczne są w tym zakresie rozwiązania VDI. Niestety, wirtualne desktopy są tak samo podatne na działania hakerów jak komputery fizyczne. Co gorsza, wymagają zastosowania dodatkowych zabezpieczeń. To zazwyczaj niemiła niespodzianka dla firm przenoszących dane z infrastruktury lokalnej do środowiska wirtualnego, bowiem zazwyczaj są przekonane, że mogą wykorzystywać istniejące systemy ochronne.

– Antywirusy chroniące tradycyjne komputery zazwyczaj nie sprawdzają się w przypadku VDI. Po pierwsze, nie widzą warstwy wirtualizacyjnej, a tym samym obciążają procesory maszyn wirtualnych, traktując je jak fizyczne komputery. Po drugie, skanują wszystko, łącznie z systemem operacyjnym. Tymczasem w środowisku wirtualnym to zbędne, ponieważ system operacyjny jest dostarczany z centralnego obrazu w trybie odczytu – wyjaśnia Sebastian Kisiel, Senior Sales Engineer w Citrix Systems.