Przemiana współczesnego świata, zwana też „cyfrową transformacją”, dawno już wyszła poza sferę technologicznej niszy i obejmuje coraz to nowe obszary codziennego życia. Są jednak branże, które nadal opierają się temu trendowi, nazwanemu przez organizatorów CeBIT’u słowem „d!conomy”. To skrót od angielskiego „digital economy”, czyli „gospodarka cyfrowa”. Przychodnie czy supermarkety wciąż są przede wszystkim analogowe, ale dyrektor hanowerskiej wystawy Oliver Frese nie ma złudzeń: taki stan rzeczy nie może trwać wiecznie.

Według ostatnich badań przeprowadzonych przez Gartnera 85 proc. firm działających w branży ochrony zdrowia – od ubezpieczycieli po producentów sprzętu medycznego – postrzega ją jako cyfrowy skansen. Nie brakuje więc potencjału – trzeba tylko go wykorzystać. Nic dziwnego, że co odważniejsi inwestorzy hojnie wspierają start-upy, których celem jest zrewolucjonizowanie usług zdrowotnych czy sprzedaży produktów szybkozbywalnych. Czy jest już wśród nich ten, który stanie się nowym Apple’em i wywróci naszą codzienność do góry nogami?

No cóż, w przypadku medycyny główny problem, gdy mowa o digitalizacji stanowią… pacjenci. Jakoś przyzwyczailiśmy się do dzielenia się przez Internet prywatnymi zdjęciami czy ocenami hoteli, ale nietrudno zrozumieć, dlaczego mało kto podchodzi inaczej niż z rezerwą do pomysłu udostępniania w podobny sposób danych o swoim stanie zdrowia – i to niekoniecznie lekarzowi czy ubezpieczalni, lecz mniej lub bardziej wiarygodnej e-usłudze. Taki transfer informacji mógłby przynieść wiele korzyści. Rzetelne dane umożliwiają dokładniejszą ocenę ryzyka, w niepewnych przypadkach umożliwiają szybsze przygotowanie odpowiednich leków – niekiedy może nawet uratują życie.

Na razie informacje o stanie zdrowia nie są jednak częścią świata Big Data. Do historii konkretnego pacjenta sięga się tylko wtedy, kiedy trafia on do gabinetu lekarskiego bądź szpitala. Lęk przed nadużyciami i obawy o niedostateczny stopień ochrony wrażliwych danych ciągle są zbyt silne, a potencjalne pozytywy nie są w stanie ich zniwelować. Ta sytuacja utrudnia start-upom schodzenie z wydeptanych ścieżek. „Odbiorcy usług medycznych godzą się z niewygodą, komplikacjami i lekceważeniem, jakich nie zaakceptowaliby w żadnej innej branży”– kwitują analitycy Gartnera w jednym z raportów. Start-upy muszą więc dotrzeć do użytkownika przyzwyczajonego do niedogodności tradycyjnego systemu ochrony zdrowia i przekonać go, że za bardziej komfortową obsługę warto zapłacić wrażliwymi danymi.