Tekst miał jasno sprecyzowaną warstwę emocjonalną: mobilizację całego narodu do walki z najeźdźcą (a później najeźdźcami) oraz zdyscyplinowanie i skoncentrowanie wysiłków wszystkich obywateli wokół jednego celu: przetrwania! W drugim zdaniu głosił: „Wszystkie sprawy i zagadnienia schodzą na plan dalszy”. Czy tak się stało? Sytuacja polityczna w Polsce roku 1939 (bez wdawania się w głębszą egzegezę) była nieco podobna do naszej z roku 2020. Charakteryzowała się dużymi podziałami społecznymi, wielkimi wzajemnymi oskarżeniami o wszystko, co najgorsze, ze zdradą narodową włącznie, oraz relatywnie silnymi przekonaniami związanymi z poczuciem narodowej dumy i siły militarnej, wykształconymi w społeczeństwie przez obóz rządzący. Obiektywnie słabe sojusze, niedobory sprzętowe i organizacyjne armii i wyniki gospodarki II RP, skutkujące powszechną biedą na obszarach wiejskich, były pokrywane intensywną i nad wyraz skuteczną propagandą, której najlepszym wyrazem było słynne hasło: „Nie oddamy ani guzika!”.

W dziwny sposób obecne zachowanie rządzących przypomina mi tamto z 1939 r. Dziś słyszymy hasła o naszej sile ekonomicznej, że wspomnę słynny passus prezesa NBP: „Gotówki mamy nieprzebrane ilości”, naszym wzorowym przygotowaniu i zabezpieczeniu zdrowotnym oraz relatywnie mniejszych, w porównaniu do innych krajów, skutkach chorobowych liczonych w liczbach zakażonych i ofiarach śmiertelnych. Nie chcę z tymi danymi polemizować ani ich dezawuować. To, co budzi mój sprzeciw i odruch buntu, to obserwowany brak pokory u rządzących i nieprzerywanie w obliczu epidemii kampanii prorządowej propagandy sukcesu, jednoznacznie zmierzającej do politycznego rozegrania i wygrania dla siebie tej sytuacji. To wielka pokusa. Tylko czy jest etyczna?

Popatrzmy zatem bliżej na fakty i przekonajmy się jak „wyraz jest bliski treści” (to trawestacja z Konopnickiej i jej wiersza „Wolny najmita”), czyli czy jesteśmy w obliczu epidemii rzeczywiście „silni, zwarci i gotowi”. Zacznijmy od służby zdrowia, a więc obszaru, podlegającego przez ostatnie lata, a zwłaszcza ostatnie pięć lat, stałej destrukcji i degrengoladzie mimo niewątpliwych starań o wzrost wynagrodzeń zatrudnionych w tej dziedzinie osób. Onkologia leży. Kardiologia, po latach zwiększonych nakładów i wysiłków, co zaowocowało znaczącym spadkiem liczby umierających na choroby serca, znów w dołku – wystarczy posłuchać, co mówią specjaliści np. z Narodowego Instytutu Kardiologii w Aninie. Reorganizacja obsługi pacjenta i skutki wdrażania pomysłu „sieci szpitali” niegdysiejszego ministra Radziwiłła, jak jesiotr drugiej świeżości z „Mistrza i Małgorzaty” Bułhakowa, odbijają się czkawką przy niezbędnej reorganizacji zaplecza szpitalnego i jego profilowania na potrzeby walki z epidemią. Brak podstawowych materiałów niezbędnych do zwalczania epidemii, jak odzież ochronna, maseczki, środki dezynfekujące, oraz prezentowana bez specjalnego skrywania indolencja rządowej wszak Agencji Rezerw Materiałowych w ich awaryjnym pozyskiwaniu, skontrastowana ze skutecznością działania i efektywnością prywatnych podmiotów, jak fundacja Owsiaka czy firmy odzieżowe 4F i LPP.