CRN W 2011 roku został pan odznaczony przez prezydenta Bronisława Komorowskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce…

Tomasz Chlebowski Uważam, że to zbyt wysokie odznaczenie, jak dla mnie. Byłbym jednak nieszczery, gdybym powiedział, że jakiegoś odznaczenia nie oczekiwałem. Tym bardziej że moja żona wcześniej ode mnie otrzymała Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski (śmiech). Działała w podziemiu i była internowana w Gołdapi.

 

CRN W roku 1989 był pan odpowiedzialny za informatyzację „Gazety Wyborczej”. Kiedy zainteresował się pan komputerami?

Tomasz Chlebowski Przez lata korzystałem z nich na uczelni. Poza tym przez jakiś czas pracowałem na Uniwersytecie Harvarda w Stanach Zjednoczonych. Stamtąd przywiozłem do Polski koprocesor, który sprzedałem na pniu. Kiedy zorientowałem się, że jest tak duży popyt na tego typu sprzęt, zacząłem sprowadzać podzespoły i prowadzić normalną działalność handlową. W tym celu zrobiłem pierwszą w Polsce bazę danych firm komputerowych na podstawie ogłoszeń w „Życiu Warszawy”. Było ich w sumie około 300. Taki był początek Grupy TCH, a wśród nich TCH Components, dystrybuującej komponenty komputerowe.

 

CRN …która niestety upadła w 2000 roku. Dzisiaj wielu resellerów boryka się z trudną sytuacją na rynku IT, a niektórym grozi nawet upadłość. Co mógłby im pan doradzić, jako menedżer, biorąc pod uwagę pana doświadczenia z TCH?

Tomasz Chlebowski  W 2006 roku napisałem do Business Harvard Review artykuł pod tytułem „I ty możesz spaść ze szczytu”. To moja szczera opowieść o tym, jak doszło do najtrudniejszej sytuacji w moim życiu. Z początku czułem się jak król Midas, bo czego się nie dotknąłem, kończyło się sukcesem. W efekcie bywałem nonszalancki i popełniałem błędy. W końcu nie byłem zawodowym przedsiębiorcą, ale astronomem. Zabrakło mi też partnera, który mógłby mi doradzić, a czasami wybić z głowy błędne decyzje. Byłem otoczony wianuszkiem młodszych od siebie osób, które były we mnie wpatrzone jak w obrazek. Poza tym do pracy motywowała mnie bardziej satysfakcja z budowania organizacji, a nie robienie pieniędzy. To wpłynęło na moje priorytety w pracy. Poświęcałem dużo czasu na kształcenie moich pracowników i wielu z nich zrobiło wspaniałe kariery. To dla mnie powód do satysfakcji.

 

CRN Po 10 latach pracy jako dyrektor w NASK-u postanowił pan wrócić na swoje. Skąd decyzja o założeniu ComCERT-u?

Tomasz Chlebowski Szczerze mówiąc, byłem przekonany, że nie będę już tworzył własnej firmy. „Światopogląd” zmienił mi się, kiedy poznałem Mirka Maja, który był współzałożycielem i wieloletnim kierownikiem CERT Polska. Obydwaj dostrzegliśmy, że w Polsce nie ma „CERT-ów” biznesowych, które są normą w krajach zachodnich. Przedsiębiorstwa korzystają z ich usług w sytuacjach zagrożenia bezpieczeństwa. Współpracujemy z niemieckimi specjalistami, a sam Mirek jest jednym z kilku ludzi w Europie, którzy są animatorami „ruchu CERT-owego”. Współpraca międzynarodowa jest bardzo ważna, bo wiele zagrożeń ma charakter międzynarodowy. Podsumowując: znowu jestem ochroniarzem, ale tym razem odpowiadam za informatyczne bezpieczeństwo firm.