O linii pomocy mogę napisać tyle, że mimo wielu wysiłków nie mamy reżysera czy dyrygenta gry, który by dyktował tempo gry zespołu oraz decydował o bieżącej taktyce. Brak ten widać w sytuacji zakładania tzw. wysokiego pressingu: 2–3 piłkarzy wyłamuje się z systemu i cały koncept bierze w łeb, bo ma on sens tylko wtedy, gdy 100 proc. zawodników kryje i utrudnia życie swoim przeciwnikom, nie pozwalając im na proste i łatwe przyjęcie podania. Nie wiem dlaczego, ale w przypadku dwójki defensywnych pomocników odnoszę wrażenie, że poruszają się po boisku w taki sposób, że ich nogi nie nadążają za resztą ciała, co powoduje wiele upadków i niecelnych podań. Spróbujcie kopnąć do przodu piłkę, która jest pół metra z tyłu poza osią waszego ciała, a zrozumiecie, o co mi chodzi.

Obrona dokonała minimalnego postępu w porównaniu z poprzednimi występami i tylko nieco brakuje jej do stabilności z Euro 2016. Dwa minusy to mniej pewna i stabilna niż dwa, trzy lata temu gra Glika, co wiąże się bezpośrednio z sytuacją jego klubu AS Monaco (po latach świetności musi aktualnie bronić się przed spadkiem z francuskiej ekstraklasy), oraz permanentny brak lewego obrońcy z prawdziwego zdarzenia, bo to, co się dzieje z obsadą tej pozycji, to łapanie się lewą ręką za prawe ucho. Zawsze kończy się tym samym: przestawianiem prawonożnego prawego obrońcy na lewą flankę.

Na koniec bramkarz, i tu pozytyw: Wojtek Szczęsny. Dokonał dużego postępu w ostatnim czasie, grając w Juventusie. Stał się skoncentrowany, wykazuje się znacznie mniejszą dezynwolturą i stanowi prawdziwą „instancję ostateczną”. Obserwując mecze ligi włoskiej, za proces dojrzewania Szczęsnego „obarczam” dwóch tuzów-mentorów Juventusu i reprezentacji Włoch: Chielliniego i Bonucciego. Widocznie ci „dziadkowie” wzięli się za wychowanie Wojtka i mamy tego skutki. A swoją drogą może warto w jakiejś mierze i na jakichś warunkach ten eksperyment wychowawczy powtórzyć – znaleźć dla kilku reprezentacyjnych młodziaków starych repów, którzy mogliby stanowić dla nich wzór osobowości?

Rodzi się pytanie: co dalej z tą reprezentacją? Ano nic, wedle mnie. Do finałów Euro 2020 zapewne awansujemy, może nawet z pierwszego miejsca w grupie, jeśli nie zanotujemy wpadki z Izraelem lub Macedonią Północną. Tylko że na tym się skończy. Skąd taki pesymizm? Bo, nawiązując do tytułu felietonu, staram się być dobrze poinformowany. A z zebranych informacji i doświadczeń lat minionych wynika, że awansując, zrealizujemy cel PZPN i nasi piłkarze spoczną na laurach (co przychodzi im zazwyczaj dość łatwo). Na koniec muszę zaznaczyć, że prezentowany zbiór uwag jest moim własnym i nieinspirowanym lekturą materiałów dziennikarzy sportowych ani tzw. analityków, publikowanych po zakończonych meczach. Wykorzystanie tych uwag w swojej pracy menedżerskiej przez czytelników, którzy uznają je za ważne i możliwe do przeniesienia w sferę biznesu, jest wolne od opłat licencyjnych oraz praw autorskich i będzie przeze mnie traktowane jako największy sukces. Bo nie sztuka mieć rację, sztuka namówić innych do tych racji.