Warunkiem skutecznego leczenia jest trafna diagnoza, a ta z kolei jest wynikiem przeprowadzenia właściwych badań i wyciągnięcia z nich trafnych wniosków. Tak na pewno jest w medycynie. I tak powinno być w badaniach socjologicznych. A już do perfekcji doprowadzono metodologię badań, które mają stanowić diagnozę postaw i preferencji wyborczych, niezbędnych dla polityków walczących o władzę w systemach demokratycznych. Tak też zazwyczaj jest we wszelkiego rodzaju badaniach marketingowych.

Ostatnio, jak co roku o tej porze, CRN ogłosił wyniki plebiscytu, który w pewnych obszarach i zakresie można uznać za opinię wąskiego wprawdzie, ale istotnego dla obrazu branży IT w Polsce środowiska małych i średnich firm informatycznych. Chodzi o kategorię najlepszego dystrybutora. Jak zagłosowali resellerzy, już wiecie, ale dlaczego właśnie tak i jakie temu towarzyszą emocje, widać przede wszystkim w listach do redakcji, które towarzyszyły głosowaniu. Oto jedna z nieodosobnionych opinii:

„(…) Z punktu widzenia tysięcy małych firm i sklepów IT nie ma czegoś takiego jak Dystrybutor Roku, bo dystrybucja przestała istnieć. Ceny hurtowe w dystrybucji są zawsze dużo wyższe od cen detalicznych u wielkich detalistów, a na ujemnej marży nie da się przecież pracować. Dystrybutorzy zdradzili swoich klientów, nie walcząc o ten duży kawałek rynku. Tysiące małych firm i sklepów zostało bez realnego zaopatrzenia. Powód to zapora cenowa dla małych przedsiębiorstw zorganizowana przez producentów i wielkich detalistów, przy ogromnej współpracy dystrybutorów. Żaden z nich nie zasługuje na miano Dystrybutora Roku, bo nie spełnia swoich zadań, a jedynie utrwala patologie. Takie powinny być wnioski (…)”.

Jak widać, miałem dużo racji, kiedy dwa miesiące temu pisałem, że dystrybutor „nie odpowiada tylko za gradobicie i pomór drobiu”. Gdyby to był jedyny wniosek, który można z zacytowanego listu wyciągnąć, to machnąłbym ręką i pisałbym o czymś innym. Co gorsza jednak, wnioskowanie na bazie tego, co dzieje się na rynku, prowadzi po prostu do błędnych i zgubnych diagnoz – zwłaszcza dla ich autorów. Dlaczego? Ano dlatego, że po pierwsze utrwala obraz świata w podziale na MY (w domyśle: biedni, bezsilni, bezradni) i ONI (w domyśle: silni, decyzyjni, egoistyczni, bezwzględni).

Czy rzeczywiście świat jest tak zbudowany? Może, ale współczuję wyznawcom takich poglądów, bo sami siebie skazują na porażkę, zanim zaczęli walczyć o swoje. To przejaw cech właściwych przegranym, przeciwnych tym, które dziś decydują o sukcesie, takich jak kreatywność, przedsiębiorczość, odpowiedzialność itp.