Jak w tym kontekście sprawdziłby się blockchain, czyli mechanizm, na którym bazują cyfrowe waluty? Coraz częściej mówi się, że od strony technicznej jest wystarczająco wydajny, aby go stosować zarówno w projektach komercyjnych, jak i do autoryzacji transakcji dokonywanych przez instytucje publiczne, chociażby urzędy skarbowe…

W tej dziedzinie jestem optymistą, tym bardziej że blockchain jako mechanizm rozproszony pozbawiony jest pewnych wad, które występują w rozwiązaniach scentralizowanych. Liczba transakcji dokonywanych w ramach usług publicznych będzie lawinowo rosła. Przyczyni się do tego także młode pokolenie, dla którego płatność za usługę telefonem komórkowym to standard. Zastosowanie blockchainu można wyobrazić sobie w autoryzacji wpisów do ksiąg wieczystych albo innych transakcjach, podczas zawierania których notariusz nie byłby wówczas potrzebny.

To są jednak operacje, które obecnie nie mają wiele wspólnego z telefonem komórkowym…

Ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby miały. Właśnie dzięki mechanizmowi blockchain telefon mógłby pełnić funkcję narzędzia uwierzytelniającego, dającego dostęp do centralnego systemu. Można to zademonstrować na przykładzie płacenia rachunków za wodę. Większość osób otrzymuje fakturę na dużą kwotę co dwa, trzy miesiące. A nic nie stoi na przeszkodzie, aby wodomierz wyposażony był w nakładkę kontaktującą się z telefonem i informującą o aktualnym zużyciu wody. Klient, mając tę wiedzę, może zdecydować, kiedy chce zapłacić. Klika przycisk i faktura jest automatycznie generowana, a następnie automatycznie opłacana ze środków w banku lub karty kredytowej. W ten sposób można się rozliczać co miesiąc, co tydzień, czy wręcz, choć pewnie to absurdalne, codziennie. Termin zupełnie nie ma znaczenia, najważniejsze, że nie angażuje się do tego zadania pracowników firmy. To zapewni klientowi swobodę wyboru. Jest to swoisty rodzaj współuczestnictwa we władzy, pozostaje tylko pytanie, na ile państwo będzie chciało się nią podzielić. Cyfrowy świat przynosi dużą dozę wolności, trudno go okiełznać, dlatego jest tak „problematyczny” dla sfery publicznej.

Pozostaje kwestia technicznej implementacji, jeśli zdecydowano by się na skorzystanie z mechanizmu blockchain. Jego sukces w przypadku wirtualnych walut polega na tym, że bazuje na infrastrukturze rozproszonej, akceptacja i przetwarzanie transakcji dokonywane jest przez miliony koparek rozrzuconych po całym świecie. Czy po zastosowaniu blockchainu w administracji rządowej dopuszczalne byłoby korzystanie z globalnej infrastruktury do przetwarzania transakcji, czy jednak państwo musiałoby być właścicielem tej mocy obliczeniowej?

Odpowiedź raczej jest jednoznaczna: infrastruktura przetwarzająca powinna leżeć w gestii placówek rządowych. Trzeba zauważyć, że w przypadku bitcoinu wydajność przetwarzania zależy od liczby i mocy połączonych ze sobą koparek. Zarządzający infrastrukturą do przetwarzania transakcji usług publicznych w mechanizmie blockchain nie mogą sobie pozwolić na nagły spadek wydajności, a mógłby nastąpić, gdyby część koparek nagle została odłączona. Trudno też wymyślić uczciwy mechanizm wynagradzania właścicieli koparek.

Jaka jest rola firm integratorskich w ucyfrowieniu przestrzeni publicznej? Zdarzało się odsuwanie ich od intratnych projektów przez producentów, którzy twierdzili, że planowane w danym mieście wdrożenie jest wyjątkowo unikalne i skomplikowane, w związku z czym nikt – oprócz producenta – nie ma odpowiedniej wiedzy i kwalifikacji, by je zrealizować…

Tego typu argumenty mogły być stosowane na początku powstawania tego segmentu rynku. Wówczas rolą producentów było jego kreowanie i otwieranie oczu zarządcom miast. Trzeba też zauważyć, że brali na siebie duże ryzyko w przypadku niepowodzenia projektu. Natomiast obecnie, gdy ścieżki są przetarte, rola integratorów jest nie do przecenienia. Niemożliwe, aby duzi producenci, a nawet polscy duzi integratorzy, dotarli do średnich miast, takich jak Inowrocław czy Piotrków Trybunalski. Można wręcz powiedzieć, że to dla integratorów rodzaj edukacyjnej misji dziejowej, polegającej na ciągłym tłumaczeniu i pokazywaniu korzyści, szukaniu specyficznych sytuacji do wykorzystania rozwiązań informatycznych w różnych miejscach. Powinni umieć tak dopasować systemy IT, żeby naprawdę rozwiązywały lokalne problemy. Widzę, że powstają przedsiębiorstwa, które specjalizują się w obsłudze podmiotów publicznych, inne wyodrębniają działy zajmujące się tym segmentem rynku. Przy odpowiednim podejściu, wiedza integratorów z pewnością zostanie doceniona.

Krzysztof Głuc jest absolwentem historii w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie, uzyskał stopień doktora w National Louis University w Chicago. Obecnie pracuje na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie, gdzie jest dyrektorem Małopolskiej Szkoły Administracji Publicznej i adiunktem na Wydziale Gospodarki i Administracji Publicznej. Jest także wiceprzewodniczącym Rady Miasta Nowego Sącza. W przeszłości był m.in. wiceprezesem zarządu ds. strategii i rozwoju w Sądeckich Wodociągach, wiceprzewodniczącym Zespołu ds. Aktualizacji Strategii Rozwoju Nowego Sącza 2020+ i koordynatorem Programu Kluczowego „Miasto Inteligentne”. Autor wielu projektów rozwojowych na terenie województw małopolskiego i podkarpackiego angażujących instytucje samorządu terytorialnego, organizacje pozarządowe oraz firmy. Specjalista w zakresie zarządzania projektami infrastrukturalnymi współfinansowanymi ze środków Unii Europejskiej.