CRN W firmach przetwarzających duże ilości danych konieczne jest dobieranie rodzajów nośników do typu przechowywanych informacji. W przypadku wirtualizacji i baz danych stosuje się dyski flash. Dla plików, do backupu i rzadziej odczytywanych danych lepsze są mechaniczne napędy, a do archiwizacji i niektórych rodzajów backupu – taśmy. Czy ten podział zmieni się w ciągu najbliższych lat? Jak wpłyną na niego nowe sposoby wykorzystania technik IT, np. Internetu rzeczy?

Scott Sinclair Tego typu podział nadal wydaje się naturalny. Co więcej, gdybym usłyszał to pytanie 3–4 lata temu, powiedziałbym, że ze względu na pojawianie się coraz nowszych rodzajów danych, sposobów ich zapisu i dostępu do nich, konieczne będzie stosowanie jeszcze większej liczby rodzajów nośników. Jeśli wybór takich produktów będzie duży, łatwiej będzie dobrać właściwy. Ale rzeczywistość okazała się inna. Po pierwsze, administratorzy wiedzą tylko w przybliżeniu, jakiej wydajności potrzebują do przechowywania konkretnych danych. Z tego powodu firmy mają tendencje do przeinwestowywania i kupowania na zapas – czasem zostanie on wykorzystany, a czasem nie. Po drugie, bardzo staniały pamięci flash i wiemy, że ten proces będzie postępować. I to one zostaną podzielone na kilka kategorii względem zapewnianej wydajności, co będzie przydatne w przypadku nowatorskich rozwiązań IT.

CRN To oznacza, że któryś z nośników wkrótce umrze śmiercią naturalną. Tylko który pierwszy – taśma czy dysk?

Scott Sinclair Pamiętam, jak 15 lat temu eksperci branży IT mówili, że taśma już umarła. A dziś wszyscy wiemy, że to nieprawda, bo taśmy nadal są szeroko wykorzystywane. Uważam, że pierwszy umrze dysk, ale na pewno nie stanie się to w ciągu najbliższej dekady. W zakresie korzyści użytkowych taśmy są nie do pobicia. Należy do nich długoterminowe przechowywanie danych niewymagające poboru prądu, także poza siedzibą przedsiębiorstwa i to przez dekady. Dzięki taśmom firmy mogą też łatwiej dostosować się do coraz bardziej restrykcyjnego prawa, zobowiązującego do archiwizowania bardzo dużej ilości informacji. Oprócz tego łatwiejsze jest zwiększanie pojemności nośnika taśmowego niż twardego dysku.

CRN Gdy nie będzie dysków, firmy będą skazane na korzystanie z macierzy all-flash. Te jednak nadal są bardzo drogie, co skłania klientów raczej do inwestowania w rozwiązania hybrydowe z dyskami SSD funkcjonującymi jako warstwa o największej wydajności i pamięcią flash jako cache o dużej pojemności…

Scott Sinclair Macierze all-flash na pewno będą tanieć, chociaż nie tak bardzo jak konsumenckie nośniki SSD. Na wyższą cenę wpływa konieczność zapewnienia bardzo wysokiej trwałości zapisu i wydajności przetwarzania udostępnianych serwerom danych. Zresztą czy są drogie, to kwestia względna i moim zdaniem mocno zależna od kosztów pracy na danym rynku. W USA i w Europie Zachodniej wynagrodzenia administratorów są bardzo wysokie, więc inwestuje się w rozwiązania, które nie wymagają wielkiego zaangażowania pracowników działu IT. W krajach azjatyckich, gdzie ludzka praca jest bardzo tania, obserwujemy odwrotny trend. Polska i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej są pośrodku. Ale nie ma co się dziwić, że firmy – gdy koszt pracy nie jest zbyt wysoki – wolą zainwestować w kilka warstw nośników pamięci masowych w infrastrukturze IT (co oczywiście prowadzi do rozproszenia zasobów), bo stać je na zatrudnienie specjalistów do zarządzania nimi. Po prostu taniej jest kupić serwery z zainstalowanymi nawet kilkoma dyskami SSD o wysokiej pojemności i połączonymi w RAID, niż inwestować w macierz all-flash oraz infrastrukturę sieci SAN.