Czyli dla was obecny kryzys zaczął się w marcu. Czy na koniec roku wyjdziecie z niego obronną ręką?

Nie obawiamy się o przyszłość dzięki wspomnianej już strategii dywersyfikacji. Nie tylko branżowej, ale przede wszystkim geograficznej. Mamy klientów w Europie Zachodniej, Stanach Zjednoczonych, a nawet w Australii. W sumie ponad 70 proc. przychodów generujemy za granicą, a jeśli wziąć pod uwagę obsługę zachodnich koncernów, to ponad 90 proc.

Tym razem jednak kryzys był globalny…

Ale reakcje poszczególnych rządów na kryzys nie były takie same. Przykładowo, różnie można mówić o prezydencie USA, natomiast Steven Mnuchin, sekretarz skarbu w amerykańskim rządzie, bardzo szybko wpompował w tamtejszy rynek grube miliardy. Jednym z narzędzi wsparcia dla firm był Paycheck Protection Program, w ramach którego można było wziąć błyskawiczną pożyczkę w wysokości swoich 2,5 miesięcznych kosztów, z możliwością umorzenia. I tylko przez system jednego z naszych amerykańskich klientów z branży finansowej w krótkim czasie przepłynęło 4 mld dol. z tego właśnie programu. To nam uświadomiło, jak szybka i znacząca była pomoc dla amerykańskich firm w czasie kryzysu. Z drugiej strony władze USA zabezpieczyły stronę popytową i w czasie pandemii zaczęło się w zasadzie opłacać bycie bezrobotnym. Osoby, które straciły pracę, zaczęły bowiem dostawać od rządu miesięcznie nawet 2400 dolarów. Czyli z jednej strony firmy miały środki, żeby działać, a z drugiej konsumenci pieniądze, żeby kupować. Dlatego dziś nasz amerykański lejek sprzedażowy wręcz się „gotuje”, a jednocześnie rynki Europy Zachodniej, gdzie też jesteśmy mocno obecni, już zaczynają odbijać. Natomiast ten polski wygląda… jak wygląda.

O waszym stosunku do polskiego rynku świadczy chociażby fakt, że centrala Itmagination mieści się w Amsterdamie. Ze względów podatkowych?

Mamy siedzibę w Amsterdamie nie ze względów podatkowych, ale prawnych, w sensie jakości prawa, jego stabilności, ale też przewidywalności sądów i skutecznego arbitrażu. To ważne przede wszystkim dla naszych międzynarodowych klientów. Oni chcą mieć spokój i wolą współpracować z firmami, które mają siedziby w dojrzałych jurysdykcjach, a nasza krajowa do takich nie należy. Natomiast podatki płacimy w Polsce i tym bardziej nie rozumiem, dlaczego w Holandii zwrot VAT-u dostajemy po 30 dniach, dosłownie z zegarkiem w ręku, a w Polsce musimy czekać 180 dni. Kolejny przykład to unijny program Innovation Box (w Polsce znany jako IP Box), gdzie w celu uzyskania preferencyjnej stawki podatku trzeba po prostu złożyć deklarację. I to wystarcza na Zachodzie, ale nie w Polsce, gdzie musimy wystąpić do Krajowej Informacji Skarbowej o indywidualną interpretację. To nie tylko spowalnia cały proces, ale do końca nie wiemy, jaka będzie decyzja urzędnika i jaki zapłacimy podatek. Polskie firmy mogą więc pozazdrościć holenderskim przedsiębiorcom komfortu prawnego.

Niedawno stwierdziłeś w jednym z mediów, że wywołany pandemią kryzys przyspieszy procesy cyfryzacyjne. W jakich sektorach rynku może to nastąpić?  

Zacznę od tego, że mówiłem o tym w perspektywie globalnej. Są takie regiony świata, które były przygotowane na pracę zdalną i takie, gdzie okazało się to bardzo trudne. Przykładowo, w Indiach praca w centrum usług daje programiście czy informatykowi możliwość dostępu do wydajnego internetu, a jednocześnie wiele centrów usług korzysta z desktopów. Skutki pandemii były więc tam na tyle kłopotliwe, że wiele firm, które współpracowały z indyjskimi usługodawcami uznało, że powinny zadbać w tej kwestii o dywersyfikację geograficzną. Tak, żeby w razie lokalnych problemów można było „przełączyć się” na inny region. Do nas już teraz przychodzą od klientów zapytania projektowe, w których pojawia się temat dywersyfikacji usług.