Co widać na zdjęciu? Fragmenty trzech drapaczy chmur. Górne piętra jednego z nich, drugi też tylko w kawałku i maleńki zaledwie brzeg trzeciego budynku. Dlaczego? Oczywiście dlatego, że nowojorski plac słynie z mnóstwa billboardów, tablic świetlnych, banerów i logotypów, nader często pokrywających nowoczesne biurowce. Gdyby w realu włączyć internetową wtyczkę blokującą reklamy, prawie nic z ulicznego pejzażu by nie zostało.

W rzeczywistości takiej techniki (jeszcze?) nie mamy. W tej wirtualnej adblock służy internautom od co najmniej 2009 r. A przynajmniej niektórym, bo nie wszyscy o podobnej możliwości wiedzą lub umieją wtyczkę zainstalować (choć to bardzo proste). I zapewne jest też grupa, która korzystanie z blokera reklam uważa za nieetyczne albo choćby niewłaściwe.

Skąd problem etyczny? Ano stąd, że twórcy reklam nie są przecież przestępcami, a wydawcy stron na banerach, boxach i oknach zarabiają. Autorzy adblocków to też nie rzezimieszki. Obydwie strony działają legalnie, ale słowa padają ostre. Szef amerykańskiego Związku Pracodawców Branży Internetowej Randall Rothenberg ocenił, że twórcy programów blokujących szkodzą wolności prasy i stosują model biznesowy opierający się na cenzurowaniu treści. Tak Rothenberg tłumaczył niedopuszczenie przedstawicieli Adblocka Plus do udziału w jednej z biznesowych konferencji. Szef IAB blokowanie reklam nazwał niemoralnym i nieetycznym działaniem, zagrażającym wolności słowa i różnorodności myśli.

Cóż z tego, skoro na sali sądowej wydawcy przegrywają z producentami adblockerów. Niemiecki „Der Spiegel” właśnie poległ w boju z Eyeo, niemiecką firmą programistyczną, a jednocześnie właścicielem Adblocka Plus. Wydawnictwo Spiegel Verlag chciało wtyczkę… zablokować. Ale sąd w Hamburgu stanął po stronie Eyeo. Już wcześniej za naszą zachodnią granicą miały miejsce podobne procesy i sądy decydowały tak samo. Ich zdaniem blokowanie reklam w przeglądarkach jest legalne, bo internautów i wydawców nie łączy umowa w sprawie oglądania treści reklamowych. Z sal sądowych z kwitkiem odchodzili też: wydawca „Die Süddeutsche Zeitung”, RTL Group i ProSiebenSat.1. Tymczasem Adblock Plus prowadzi własną ofensywę. W grudniu ma uruchamiać platformę do sprzedaży tzw. akceptowalnych, czy nieirytujących reklam. Banery dopuszczone przez Eyeo powinny być z założenia nienachalne.

I tu docieramy do sedna. Bo jeśli odrzucimy teorie o spisku przeciwko wydawcom serwisów, zgodzimy się, że adblockery wyrosły z oburzenia bezczelnością twórców części reklam. Jeżeli wyskakująca treść marketingowa na pewien czas zasłania cały widok strony, ekran i celowo (programistycznie) uniemożliwia zamknięcie okienka, to stanowczo mamy do czynienia z przesadą. Pisanie takich (zapewne klikalnych) linków doprowadziło do problemów, które złoszczą szefa amerykańskiego IAB. Ucywilizowanie rynku na pewno jest potrzebne, tak jak zrozumienie tego, że produkcja i emisja reklam stanowi część zdrowego biznesu internetowego.

Moja własna wtyczka antyreklamowa pokazuje, że łącznie, odkąd jej używam, zablokowała 79 743 reklamy. Nie jestem pewny, czy postępuję dobrze, nie dopuszczając ich do swojego komputera. Ale na pewno taki Internet jest… łatwiejszy. Zastanawiam się przy tym, czy wolałbym Times Square z banerami czy taki jak ze zdjęcia na Twitterze…

 

Autor jest dziennikarzem Programu 3 Polskiego Radia.